Adam Jarzębak – 4 dni na rowerze

Pochodzący z Sufczyna, małej wsi w powiecie brzeskim, Adam Jarzębak, przejechał blisko 2 tysiące kilometrów na rowerze. Trasa z Londynu do jego rodzinnej miejscowości zajęła mu cztery dni. To nie pierwsza tego typu podróż 25-latka, który w ten sposób zwiedził już Paryż, czy Amsterdam. Niebawem rowerem ma zamiar wybrać się do Szkocji.

Adam Jarzębak

Adam swój pierwszy rower kupił w wieku 13 lat. To wówczas zafascynował się kolarstwem. Dwóch kół praktycznie nie odstawiał na bok, podróżując w ten sposób w różne zakątki swojej wsi. Z czasem hobby przerodziło się w coś większego i mieszkaniec Sufczyna, jako członek klubu kolarskiego zaczął brać udział w zawodach MTB w Polsce.

– Pokochałem kolarstwo. Uwielbiałem jeździć na rowerze i wychodziło mi to całkiem dobrze. Zająłem chociażby czwarte miejsce na amatorskich mistrzostwach kraju. Ostatecznie nie zostałem zawodowym kolarzem, ale rower nadal jest nieodłącznym elementem mojego życia – śmieje się Adam, który od pięciu lat mieszka w Londynie. – Pracuję w jednej z firm, gdzie zajmuję się bezpieczeństwem w sieci. Do pracy codziennie dojeżdżam rowerem. Pomimo tego, że w obie strony, to jakieś 30 km, jest to zdecydowanie praktyczniejszy, a przede wszystkim zdrowszy środek lokomocji, niż londyńskie metro.

Od pewnego czasu 25-latek pokochał dalekie podróże. Najpierw w ciągu jednego dnia przejechał trasę Londyn-Paryż. Następnie w ten sam sposób udał się na wycieczkę do Amsterdamu. Widząc, że w ciągu jednego dnia jest w stanie pokonywać rowerem naprawdę duże odległości, zdecydował się na „przygodę swojego życia”, którą miał być przejazd na dwóch kółkach z Londynu do jego rodzinnego Sufczyna. Odległość, którą miał pokonać, działała na wyobraźnię, bo mowa tutaj o blisko 2 tys. kilometrów!

– Od pomysłu do realizacji zadania minął praktycznie tydzień. Tyle czasu trwały też przygotowania. Miałem urlop w pracy, więc zdecydowałem się odbyć taką podróż. Jeździłem po 100 km dziennie, aby przygotować się do czekającego mnie wysiłku. Ze swoim rowerem odwiedziłem serwis, aby dopracować nawet najdrobniejsze szczegóły, m.in. wysokość siodełka, by w czasie podroży, nie rozbolały mnie plecy. W taką wyprawę nie możesz zabrać ze sobą zbyt dużego bagażu, dlatego ja oprócz powerbanku, który pomagał mi naładować baterię w telefonie i lampie, zabrałem jedynie torbę z narzędziami na wypadek, gdybym musiał naprawiać swój rower, a także małą apteczkę – tłumaczy Adam. – Moja rowerowa podróż do Sufczyna wiązała się również z… pielgrzymką do Częstochowy. Jadąc w rodzinne strony, chciałem po drodze wstąpić na Jasną Górę. W Częstochowie byłem na pielgrzymce kilka lat wcześniej rowerem oraz pieszo, więc jest to dla mnie szczególne miejsce.

Podróż 25-latkowi z Sufczyna zajęła cztery dni. Podczas wyprawy spał jedynie kilka godzin dziennie. Każdego dnia pokonywał średnio 600 km. Pierwszy nocleg odbył w Niemczech, gdzie przespał się w jednym z pokoików noclegowych. Drugą noc u naszych zachodnich sąsiadów odbył z kolei w… małym ogrodzie znajdującym się pomiędzy plebanią a miejscowym kościołem. Dwugodzinna drzemka, którą zaserwował sobie na trawie, przykrywając się kocem ratunkowym, który miał w apteczce, pomogła naładować mu baterie przed kolejnymi kilometrami. – Kiedy dziś opowiadam o swojej podróży znajomym, nie mogą uwierzyć, że byłem w stanie nocować na ulicy, przykryty jedynie kocem. Noclegów nie było jednak zbyt dużo, ponieważ by pokonać tak długi dystans, w tak krótkim czasie musiałem podróżować nocą. Trzecią noc spędziłem już w Legnicy, skąd udałem się do Częstochowy. Miałem olbrzymie szczęście, bo na Jasną Górę przybyłem tuż przed Apelem Jasnogórskim, czyli godziną 21. Cały czas byłem w kontakcie z rodziną. Dzwonili do mnie, a ja informowałem ich, gdzie akurat jestem. Ostatnia noc była jednak najgorsza. Pozostało mi do przejechania kilkaset kilometrów. Nie dość, że było bardzo zimno, to jeszcze wyczerpał mi się powerbank. Padł mi telefon i lampa w rowerze. Musiałem zatrzymać się na jeden ze stacji benzynowych, aby kupić latarkę, którą następnie przymocowałem do roweru, by oświetlała mi drogę. Na całe szczęście udało mi się szczęśliwie dotrzeć do domu.

Rodzina, która czekała na przyjazd Adama zorganizowała dla niego niemałą niespodziankę. Na ogrodzeniu wokół domu wywieszone zostały flagi. Stworzono także symboliczne podium. Nie zabrakło szampana, a także pamiątkowej statuetki. Specjalny medal przygotowała natomiast siostrzenica 25-latka. – Przez chwilę rzeczywiście mogłem poczuć się, jakbym wygrał bardzo ważny wyścig. W Sufczynie stałem się lokalną gwiazdą, a moje osiągnięcie nie przeszło bez echa nawet w Anglii, gdzie ludzie dopytywali mnie, jak udało mi się tego dokonać. Najważniejszą rolę odgrywała przede wszystkim psychika. Nie możemy myśleć o tym, że mamy przed sobą do pokonania tysiące kilometrów i zastanawiać się nad tym, czy damy radę. Musimy być o tym przekonani. Brak snu, czy ból mięśni zawsze w takich przypadkach będą dawały o sobie znać. Ważne jest jednak to, aby zachować chłodną głowę.

Adam nie ukrywa, że podróż udało mu się odespać dopiero po powrocie do Anglii. Przespał wówczas całą niedzielę. Kolarz spod Brzeska nie ma wątpliwości, że kolejne rowerowe przygody jeszcze przed nim. – W tym roku planuję wybrać się do Szkocji. Dodatkowo zwiedzę również kilka miast w samej Anglii. Jestem typem takiego człowieka, który marzenia realizuje z dnia na dzień. Jeżeli pojawi mi się pomysł, aby gdzieś pojechać, wystarczy mi kilka dni, aby wsiąść na rower i udać się w to miejsce. Wierzę, że w moim życiu czeka mnie jeszcze wiele niezapomnianych przygód, zwłaszcza że rower, to nie jedyna moja pasja. Coraz bardziej pociąga mnie wspinaczka. Skoro udało mi się przejechać rowerem z Anglii do Polski, to również zdobycie szczytu Mount Blanc nie powinno być dla mnie problemem. To również jedno z moich marzeń – kończy z uśmiechem 25-latek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *