Od kilku tygodni są wszędzie. W grupie potrafi być ich dziesiątki, czym wprawiają w irytację. Teoretycznie niegroźne, ale w praktyce mogące przysporzyć problemy zdrowotne. Mowa o biedronkach azjatyckich, które od pewnego czasu nie dają spokoju mieszkańcom Tarnowa i regionu. Jak twierdzą biolodzy, musimy się do nich przyzwyczaić, bo w Polsce osiadły na dobre.

Biedronka azjatycka to pochodzący z Azji gatunek chrząszcza z rodziny biedronkowatych. Przez około 20 lat rozprzestrzenił się w obydwu Amerykach i Europie.

Domy tarnowian oraz mieszkańców naszego regionu od kilku tygodni nawiedzają nieproszeni goście. W tym roku biedronek azjatyckich jest na potęgę! I chociaż te niewielkie stworzenia są podobne do naszych „polskich biedronek”, to są o wiele bardziej irytujące, a przede wszystkim potrafią być groźne dla naszego zdrowia.

– Od kilku dni w ogóle nie otwieram okien. Gdybym to zrobiła, to w ciągu godziny w moim pokoju pojawiłaby się blisko setka biedronek azjatyckich – mówi pani Halina, mieszkanka jednej z podtarnowskich gmin, która nie ukrywa, że nie ma żadnego pomysłu na to, aby powstrzymać „azjatycką plagę”. – Szukałam nawet w internecie informacji co zrobić, aby się ich pozbyć, ale nigdzie nie znalazłam żadnej złotej rady. W niektórych pomieszczeniach stosuję moskitiery, dzięki którym biedronki azjatyckie nie przedostają się do domu. Wychodząc jednak na zewnątrz, widzę, jak elewacja mojego budynku wręcz zalana jest tymi owadami. Kiedy wracam do domu przynosząc drewno na opał, zawsze mam na ubraniu lub we włosach kilka sztuk biedronek. Są wszędzie!

Biedronka azjatycka to pochodzący z Azji gatunek chrząszcza z rodziny biedronkowatych. Przez około 20 lat rozprzestrzenił się w obydwu Amerykach i Europie. W Polsce jest gatunkiem inwazyjnym, stwierdzonym po raz pierwszy w 2006 w Poznaniu. Arlekiny, bo tak nazywane są biedronki azjatyckie, różnią się od polskich biedronek siedmiokropek. Nasze biedronki są czerwone i mają zgodnie z nazwą 7 czarnych kropek. Tymczasem azjatyckie biedronki mogą być żółte, pomarańczowe, czerwone lub nawet czarne. Ponadto, mają zazwyczaj kilkanaście kropek. Jesienią szukają miejsca do przezimowania. Niestety w naszym kraju z roku na rok jest ich coraz więcej. Mogą być także niebezpieczne dla człowieka, ponieważ gryzą, a także wydzielają płyny obronne. Owady te są szczególnie niebezpieczne dla alergików. Wytwarzają bowiem alergeny, kiedy poczują się zagrożone. W momencie pogryzienia może pojawić się pieczenie i swędzenie, a w skrajnych przypadkach nawet problemy z oddychaniem. Eksperci twierdzą, że nie ma jednego złotego środka na pozbycie się biedronek azjatyckich. Aby się przed nimi ochronić, należy przede wszystkim uszczelnić okna oraz drzwi. Warto zaopatrzyć się także w moskitierę. Do zniechęcenia owadów użyć można także mentolu lub kamfory, ponieważ ten zapach je odstrasza.

Łukasz Bożycki, uznany biolog i fotogram przyrody mówi, że jest jeden główny powód, dla którego biedronki azjatyckie są w ostatnim czasie tak licznie obserwowane w naszym kraju. – Człowiek podróżuje i w ten sposób przemieszcza ze sobą różne gatunki inwazyjne zwierząt, które normalnie w danym środowisku nie występują. Tak było też z biedronką azjatycką. Niestety w przypadku naszego klimatu pojawia się problem, ponieważ nie mają one naturalnych drapieżników lub naturalnie występujących chorób, więc nic nie kontroluje ich populacji. Poza tym biedronka azjatycka jest bardziej agresywna niż nasza biedronka – mówi Łukasz Bożycki i dodaje, że pomimo tego, iż biedronka azjatycka jest bardziej widoczna od naszej pospolitej biedronki, nie oznacza to, że jest jej więcej. – Zaryzykowałbym nawet, że jest jej mniej, ale ma pewne zachowanie, które uwidacznia się teraz na jesieni. Ten typ owada szukając miejsca, gdzie może przezimować, zbiera się w bardzo duże grupy i zaczyna wchodzić w miejsca, gdzie przetrwa zimę. Niestety ich wybór najczęściej pada na domy i budynki gospodarcze. Nasze biedronki z kolei przeważnie zimują pod korą i liśćmi drzew, dlatego ich nie dostrzegamy.

Biolog nie ma także wątpliwości, że z czasem liczba biedronek azjatyckich się unormuje i nie będą one aż tak widoczne w naszym środowisku. – Arlekiny to w przypadku naszego kraju tylko problem okresowy. Za dwa tygodnie, kiedy zrobi się mroźno, już ich nie będzie. Raczej nie ma możliwości, abyśmy mieli w przyszłości usunąć je z naszego środowiska, bo ten gatunek po prostu zadomowił się już u nas i będziemy mieć go każdego kolejnego roku. W najbliższych latach biedronek azjatyckich rzeczywiście może być z każdym kolejnym rokiem coraz więcej, ale przyroda cały czas ewoluuje, więc nie pozwoli na to, żeby tak było do samego końca. Z czasem pojawią się drapieżniki, które są wyspecjalizowane na ten rodzaj biedronki. Pojawią się też choroby, które zaczną dziesiątkować ich populacje. Spadek liczebności arlekinów w dłuższej perspektywie czasu jest więc nieunikniony. Obecnie zamiast narzekać na biedronki azjatyckie, powinniśmy traktować je jako fenomen przyrodniczy z tego względu, że potrafiły znaleźć sobie miejsce w Polsce, czyli kraju, który z krajami azjatyckimi nie ma praktycznie nic wspólnego. Nie powinniśmy również odczuwać przed nimi strachu. Bardziej powinniśmy obawiać się tych zwierząt, które nastawione są na to, aby zrobić nam krzywdę, czyli np. pasożytów, takich jak tasiemce, czy włosienie, a nawet owadów, jak: komar, czy kleszcz, które muszą skorzystać z naszych tkanek, aby przeżyć. Biedronka azjatycka tak nie funkcjonuje. Człowiek nie jest jej do niczego potrzebny, więc z tego względu nie jest niebezpieczna. Kiedy pojawią się pierwsze przymrozki, to tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko znikną i będziemy czekać na nie, aż do przyszłorocznej jesieni…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.