Bartłomiej Gogola – w świecie monet

Bartłomiej Gogola z Ołpin w gminie Szerzyny od 28 lat kolekcjonuje monety. W swoich zbiorach posiada ponad 1 500 egzemplarzy z różnych zakątków świata. Jak sam mówi, w monetach ukryta jest historia i pewna tajemnica, dzięki czemu ich kolekcjonowanie sprawia jeszcze większą frajdę i zachęca do poznawania świata.

Bartłomiej Gogola

Pan Bartłomiej pasją do monet zaraził się od swojego wujka, który również od najmłodszych lat zajmował się ich kolekcjonowaniem. – W wieku 9 lat otrzymałem od niego pierwszą monetę. Był to 1 kreuzer z 1816 roku. Dziś można ją kupić na aukcjach za 10-30 zł, jednak dla mnie jest bezcenna i stanowi wartość sentymentalną. Od niej tak naprawdę wszystko się zaczęło – mówi mieszkaniec Ołpin, wskazując na ciemnobrązową monetę.

W domu pana Bartłomieja roi się od klaserów i katalogów poświęconych monetom. Już na pierwszy rzut oka widać, że hobby związane z ich kolekcjonowaniem sprawia mu wielką frajdę i stanowi ważną część jego życia. – Kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, podchodziłem do tego tematu w bardzo luźny sposób. Niejednokrotnie wymieniałem monety z innymi kolegami, nie zdając sobie nawet do końca sprawy, czy na pewno wymieniałem na równie wartościowy egzemplarz. Dopiero w domu, kiedy dowiadywała się o tym moja mama, po czym krzyczała na mnie w nieskończoność, zdawałem sobie sprawę, że chyba nie postąpiłem słusznie – śmieje się kolekcjoner, dodając jednocześnie, że większość utraconych w ten sposób monet i tak udało mu się odzyskać w przeciągu kilku następnych lat. – Miałem przerwy w zbieraniu monet, jednak od 10 lat staram się już je systematycznie kompletować. Jedni zbierają monety związane z papieżem, inni egzemplarze pochodzące z zagranicy, a ja skupiłem się na tych z czasów PRL-u i II RP. Oczywiście mam w swojej kolekcji monety z Azji, Afryki, USA, czy Ameryki Południowej oraz krajów europejskich, jednak jeżeli w Internecie pojawi się ciekawy polski egzemplarz, którego akurat nie posiadam w swojej kolekcji, niemal od razu zaczynam licytować.

Ceny monet potrafią robić wrażenie. Srebrno-miedziany dolar z 1794 roku, który był pierwszą w historii monetą wybitą przez rząd federalny Stanów Zjednoczonych, w 2013 roku został sprzedany za… 10 mln dolarów! Najdroższą monetą wybitą w polskich mennicach było 100 dukatów Zygmunta III Wazy, która w 2008 r. została sprzedana na aukcji niemieckiemu kolekcjonerowi za 1 380 tys. dolarów. Na ostateczną cenę monety wpływ ma kilka czynników, m.in.: stan zachowania, wielkość emisji, zawartość kruszcu, rok wybicia i znaki mennicze.

Mieszkaniec Ołpin pytany o swoje najcenniejsze okazy niemal natychmiast wyciąga monetę o wartości 1 grosza z 1794 roku. – Jest to moneta bita dla wojsk stacjonujących w Galicji w czasie powstania kościuszkowskiego. Znalazłem ją u mojego ojca na strychu. Przez lata próbowałem dowiedzieć się, jak się tam znalazła. Przypuszczam, że mogło wynikać to z faktu, iż dom mojego taty miał stary system ocieplenia składający się z gliny zmieszanej ze słomą. Prawdopodobnie moneta leżała w ziemi. Po latach jeden z przyjaciół oddał mi naprawdę wielką przysługę. Postanowiłem, że w zamian podaruję mu ową monetę. Z czasem zacząłem za nią tęsknić, aż w końcu… taką samą kupiłem na jednej z aukcji. Nie kosztowała mnie wówczas zbyt wiele, pomimo tego, że nie tak dawno jeden z kolekcjonerów zakupił taki sam egzemplarz, tylko w nieco lepszym stanie za 600 euro – mówi kolekcjoner dodając, że w swoich zbiorach posiada również monety bardzo wiekowe. – Mam chociażby monetę antyczną z V w., którą płacono w cesarstwie rzymskim. Najstarszym polskim egzemplarzem, jakim dysponuję, jest boratynka z czasów Jana II Kazimierza Wazy. Oprócz tego cenny jest dla mnie grosik z czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Aby dobrze orientować się w starych monetach, należy posiadać również olbrzymią wiedzę historyczną, dlatego moja kolekcja skupia się przede wszystkim na nieco młodszych egzemplarzach. I mimo iż posiadam kilka srebrnych monet, które pochodzą prosto z mennicy i nigdy nie były dotykane przez żadną osobę palcami, to jednak większą miłością darzę egzemplarze, które przez lata były w obiegu. Taka moneta ma swoją historię, przeszła przez czyjeś ręce, być może była ostatnim groszem, który ktoś wydał na chleb lub sprawiła, że zyskał wolność. Historii poszczególnego egzemplarza nigdy nie poznam. Pozostają domysły, które jednak sprawiają, że kolekcjonerstwo jeszcze bardziej mnie pochłania.

Pan Bartłomiej pytany, czy o monety trzeba w jakiś szczególny sposób dbać, twierdzi, że zależy to tylko i wyłącznie od kolekcjonera. – Znam kolekcjonerów, którzy bardzo poważnie podchodzą do tego tematu i w ich domach, aż roi się od różnego rodzaju środków chemicznych. Jedni stosują kwasek cytrynowy, inni pastę do zębów, a jeszcze inni płyny do czyszczenia biżuterii. Są osoby, które szorują każdą monetę przed włączeniem jej do zbioru, bez względu na to, czy tego wymaga, czy też nie. Często końcowy efekt jest taki, że spotyka się monety porysowane, czy zbytnio wypolerowane. Ja sam należę do kolekcjonerów, którzy pod żadnym pozorem nie czyszczą swoich egzemplarzy. Uważam, że rdza, czy grynszpan nadają im jeszcze większego uroku. Nadmiernie czyszcząc swoje zbiory, szybko możemy je uszkodzić.

Jak większość kolekcjonerów, tak i pan Bartłomiej nie ukrywa, że bardzo ciężko byłoby mu się rozstać ze swoją kolekcją. Uważa, że tylko trudna sytuacja życiowa mogłaby go zmusić do jej sprzedaży. – Są ludzie, którzy kolekcjonują jedynie dla zysku, natomiast ja nigdy nie sprzedałem ani jednej swojej monety. W nich zawarte jest praktycznie całe moje życie. Mimo iż na pojedyncze egzemplarze staram się nie wydawać więcej niż 100 zł, to i tak pieniądze, jakie w nią zainwestowałem, spokojnie wystarczyłyby na zakup dobrego samochodu. Dzięki zbieraniu monet poznałem mnóstwo ludzi, odwiedziłem dziesiątki sklepów numizmatycznych i brałem udział w wielu aukcjach. Trudno byłoby mi to z dnia na dzień porzucić. Być może kiedyś całą swoją kolekcję przekażę swoim dzieciom, jednak do tego jeszcze daleka droga. Jednym z najważniejszych wyzwań jest zdobycie powojennej monety z wizerunkiem Mieszka i Dobrawy, która została wydana na tysiąclecie państwa polskiego. A co później? Na pewno w dalszym ciągu będę czerpał z tego frajdę…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • RSS
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop