Bartosz Kapustka, czyli piłkarski idol z Pogórskiej Woli

 

Poprzedni rok był dla niego przełomowy. Dzięki swojej postawie na boiskach piłkarskiej Ekstraklasy zadebiutował w reprezentacji Polski, w której w trzech meczach strzelił dwie bramki, zdobywając przy okazji uznanie nie tylko selekcjonera kadry Adama Nawałki, ale i kibiców piłki nożnej w całej Polsce. Pochodzący z Pogórskiej Woli, Bartosz Kapustka jest przykładem tego, że nawet dorastając na wsi, można zrobić międzynarodową karierę.

 

Bartosz Kapustka podczas spotkania z uczniami

Bartosz Kapustka

Apel na cześć reprezentanta
7 września 2015 roku. Na stadionie Narodowym w Warszawie odbywa się właśnie spotkanie eliminacji mistrzostw Europy, w ramach których Polska podejmuje Gibraltar. Na zegarze mija właśnie 62 minuta gry. Za chwilę na boisku pojawi się Bartosz Kapustka, pochodzący z Pogórskiej Woli, piłkarz Cracovii, który pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Tarnovii. Zmienia Jakuba Błaszczykowskiego, a 11 minut później, w debiucie w biało-czerwonych barwach, zdobywa gola. Z miejsca staje się jednym z ulubieńców kadry prowadzonej przez Adama Nawałkę. – O zainteresowaniu selekcjonera swoją osobą dowiedziałem się kilka dni przed oficjalnym powołaniem. Trener Cracovii, Jacek Zieliński, poinformował mnie, że selekcjoner mnie obserwuje – mówi Bartosz Kapustka. – Plakatów Lewandowskiego nad łóżkiem nigdy nie miałem. Zawsze szanowałem go, jako piłkarza, ale moim idolem był Ronaldinho. Lewandowski był dla mnie jednak przykładem, że będąc piłkarzem z Polski, można zrobić światową karierę. Teraz miałem dzielić z nim jedną szatnię w reprezentacji. W jednej chwili spełniały się wszystkie marzenia z dzieciństwa. Znalazłem się na boisku z zawodnikami, których wcześniej oglądałem tylko w telewizji. Przyjęli mnie, jak swojego. Każdy z nich okazał się normalnym, fajnym człowiekiem. Mecz z Gibraltarem? Zdawałem sobie sprawę, że trener może dać mi szansę zadebiutować. Starałem się trzymać nerwy na wodzy, ale stres był olbrzymi. Czułem niesamowitą dumę i radość, że dane jest mi zagrać z orzełkiem na piersi. Za chwilę trafiam do siatki rywala. Gol w debiucie. Coś wspaniałego…

Następnego dnia, w szkole podstawowej w Pogórskiej Woli, z inicjatywy dyrektor szkoły Reginy Kiwior zostaje zwołany specjalny apel. – To był wyjątkowy dzień dla szkoły, jak i całej Pogórskiej Woli. Nasz absolwent zadebiutował w reprezentacji i strzelił gola. Wystąpił wtedy w koszulce z numerem 10 na plecach. Nauczyciele postanowili, że tego dnia nie będą odpytywać uczniów, którzy właśnie taki numer mają w dzienniku. Bartek w jednym momencie stał się idolem i wzorem do naśladowania dla uczniów, pokazując im, że jeżeli tylko do czegoś bardzo się dąży, to można to osiągnąć – mówi dyrektorka Zespołu Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Pogórskiej Woli, a następnie dodaje, że Bartek zawsze był dobrze wychowanym i pilnym uczniem – Zapamiętałam go, jako człowieka życzliwego, koleżeńskiego, z wysoką kulturą osobistą. Dodatkowo bardzo dobrze się uczył. Nie miał potrzeby wyróżniania się, ale zawsze z pełną determinacją dążył do osiągnięcia wyznaczonego celu. Również sam piłkarz nie ukrywa, że do szkolnych obowiązków przykładał wielką wagę. – Byłem grzecznym chłopakiem. Starałem się jak najwięcej zapamiętywać na lekcjach, aby nie tracić czasu na naukę w domu. Zresztą tego czasu nigdy nie było za dużo, bo po szkole szybko biegłem na trening. Nie ukrywam jednak, że bywałem też mistrzem kamuflażu i gdy coś się wydarzyło, a ja brałem w tym udział, to ostatecznie byłem niewinny. W czasach gimnazjalnych potrafiliśmy z kolegami zamieniać się… nazwiskami. Nauczyciele nie do końca nas rozpoznawali i w ten sposób, kiedy przychodziło do odpytywania z danego przedmiotu, to do odpowiedzi podchodził ten, który czuł się w temacie najlepiej. W ten sposób wzajemnie zdobywaliśmy dla siebie najlepsze stopnie – śmieje się Bartek.

Dzieciak w wielkim mieście
Karierę rozpoczynał w Tarnovii. Trafił tam, jako sześciolatek. Od najmłodszych lat marzył o tym, aby w przyszłości być profesjonalnym piłkarzem. – Wychodziłem na podwórko i grałem do późnych godzin wieczornych. Pamiętam, jak dziś swój pierwszy trening w Tarnovii. Trenowałem z chłopakami starszymi o dwa, trzy lata. Odstawałem warunkami fizycznymi, ale dzięki trenerowi Krzysztofowi Świerzbowi nie chciałem rezygnować z piłki. W klubie stworzył świetną atmosferę. Na treningi przychodziło się z uśmiechem na twarzy.

Krzysztof Świerzb nie ukrywa, że widział w młodym Bartoszu wielki potencjał. Już wtedy uważał, że jeżeli tylko zostanie dobrze poprowadzony w dalszej swojej przygodzie z piłką, może daleko zajść. – Na pierwszym treningu pojawił się ze starszym bratem. Tata przywoził ich zawsze razem. Pamiętam go jako niesamowicie ambitnego młodego człowieka. Mimo, że nie miał takich warunków fizycznych, jak starsi chłopcy, z którymi trenował, to nigdy nie odstawiał nogi. Gdy upadał, to zawsze się podnosił. Preferował futbol techniczny, dużo widział na boisku, grał z kolegami, a nie nastawiał się na akcje indywidualne. Często grywał na pomocy i w ataku. Wyróżniał się na turniejach. Był królem strzelców i najlepszym zawodnikiem w lidze trampkarzy. Wiedziałem, że mam do czynienia z dużym talentem, ale wówczas ciężko było stwierdzić, czy okaże się również przyszłym kadrowiczem. Niejednokrotnie można wyróżniać się w młodym wieku, ale nie jest powiedziane, że przełoży się na późniejszy okres w karierze. W tym wypadku wszystko wypaliło.

Kapustka bardzo szybko musiał dorosnąć. Już w wieku 12 lat wyjechał do szkoły sportowej do Krakowa. Był reprezentantem Małopolski w piłce nożnej w swoim roczniku, gdzie grał wspólnie z zawodnikami Cracovii i Wisły Kraków. Dziś nie ukrywa, że między innymi dzięki temu, szybko znalazł wspólny język z nowymi kolegami. – Już wcześniej znałem większość chłopaków, z którymi byłem później w klasie. Wiązałem swoją przyszłość z Cracovią, mimo że zainteresowana mną była Wisła Kraków, a nawet Legia Warszawa, z którą byłem na jednym z turniejów. Chciałem jednak pozostać w Cracovii. Wierzyłem, że tutaj szybciej dostanę szansę na grę w drużynie seniorów. Z perspektywy czasu okazało się, że miałem rację… – mówi i dodaje, że nie przerosła go także zamiana życia na wsi, na dorastanie w mieście -Duże miasto, sporo pokus, jednak mnie to nigdy nie kręciło. Praktycznie cały dzień zajmowała mi piłka. Lekcje mieliśmy do późnych godzin popołudniowych, a później trening do samego wieczora. Nie było czasu na głupoty.

Gdy miał 15 rozpoczął treningi z pierwszą drużyną „Pasów”. Rok później zadebiutował w Ekstraklasie. – Drużyna świetnie mnie przyjęła. Złapałem kontakt z każdym. Początkowo do niektórych zwracałem się na „pan”, a to ze względu na dużą różnicę wieku, jednak z czasem wszystkie bariery się zatarły. W Ekstraklasie zadebiutowałem w meczu z Widzewem Łódź. Na boisku pojawiłem się, kiedy prowadziliśmy 1:0. Ostatecznie zremisowaliśmy, więc debiut pozostawił mały niedosyt. Ważne jednak, że z czasem zacząłem dostawać więcej szans i grać regularnie.

Marzenie o Euro
Dziś jest jedną z wiodących postaci w polskiej lidze i reprezentantem Polski, w której w trzech meczach zdobył dwie bramki i zaliczył dwie asysty. Uważa, że wszystko zawdzięcza ciężkiej pracy, ale również… szczęściu. – Zdaję sobie sprawę, że po takim „wejściu” do kadry, muszę udowadniać z każdym kolejnym meczem, że miejsce w reprezentacji mi się należy. Na to, w jakim miejscu dzisiaj jestem, złożyło się wiele czynników. Czas spędzony w Tarnovii, szkoła w Nowej Hucie, a następnie treningi z pierwszą drużyną Cracovii… To wszystko miało wielki wpływ na to, że dziś dane jest mi zakładać koszulkę z orzełkiem na piersi. Stąpam twardo po ziemi. Mam jeszcze wiele do udowodnienia sobie, ale i innym. Ostatnio głośno mówi się o tym, że chcę odejść z Cracovii. Jak na razie czuję się tutaj dobrze i chciałbym zostać. Pojawiają się różne propozycje. Nie ukrywam, że chciałbym kiedyś spróbować swoich sił zagranicą. Uwielbiam Bundesligę, więc może właśnie, w którymś z klubów ligi niemieckiej znalazłoby się dla mnie miejsce? Obecnie skupiam się na Cracovii oraz reprezentacji. Chcę pojechać z kadrą na Euro i osiągnąć tam sukces. Wierzę, że zagram na francuskich boiskach.

W wolnej chwili stara się, jak najczęściej odwiedzać Pogórską Wolę. 22 grudnia zjawił się w szkole podstawowej, czym sprawił olbrzymią niespodziankę tamtejszym uczniom, którzy godzinami robili sobie z nim zdjęcia i zbierali autografy. Bartek w prezencie przekazał im swoją reprezentacyjną koszulkę z numerem 10, w której grał w reprezentacji. – Staram się przyjeżdżać w moje rodzinne strony jak najczęściej. Rodzina i przyjaciele są bardzo ważni w moim życiu. Z Krakowa do Tarnowa nie jest daleko, a samochód znacznie ułatwia sprawę. Zdarza mu się także pojawić na treningach Tarnovii, od której wszystko się zaczęło. – Dla młodych chłopaków jest wzorem do naśladowania i wraz z Mateuszem Klichem, który również jeszcze nie tak dawno zakładał reprezentacyjną koszulkę są przykładem, że trenując w Tarnovii można kiedyś zagrać w kadrze. Kiedy przyjeżdża, to widzę, jak wpatrzeni są w niego młodzi piłkarze. Nie dają mu spokoju. Wspólne zdjęcia, autografy… A on? Woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. Jest takim samym chłopakiem, jakiego zapamiętałem z pierwszego treningu, na którym się u nas pojawił. Jeżeli utrzyma formę, to na pewno wystąpi na Euro. Jeżeli zagra tam wielki turniej, to trafi do silnej ligi. Jestem przekonany, że czeka go naprawdę duża kariera… – kończy Krzysztof Świerzb.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *