Biadoliny Radłowskie: Nie ma zgody na smród

Mieszkańcy Biadolin Radłowskich w gminie Wojnicz sprzeciwiają się planowanej budowie kurzej fermy w ich miejscowości, twierdząc, że otwarcie tego biznesu spowoduje, że wpłynie on negatywnie na środowisko, a oni sami będą dniami i nocami wdychać smród, jaki będzie wydobywał się z fermy. Sprawa jest na tyle poważna, że trafiła nawet do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Czy mieszkańcom uda się wygrać wojnę z inwestorem?

Mieszkańcy Biadolin Radłowskich ostrzegają, że nie dadzą za wygraną i w sytuacji, kiedy przedsiębiorca rzeczywiście uzyskałby zgodę na budowę fermy, zapowiadają, że każdego dnia będą kontrolować to, co dzieje się na terenie obiektu.

Przepychanka pomiędzy firmą IMEX, która na około 5 hektarowej działce ma zamiar wybudować kurzą fermę na blisko 2 mln kur, a mieszkańcami Biadolin Radłowskich trwa już trzy lata. Przedsiębiorca planuje postawić w podtarnowskiej miejscowości sześć hal. W tym celu zdobył już pozwolenie na budowę oraz uzyskał pozytywną decyzję środowiskową tyle tylko, że na budowę jednej hali. Wynika to z tego, że początkowo inny inwestor w Biadolinach Radłowskich rzeczywiście chciał wybudować tylko jeden kurnik. Firma IMEX odkupiła od niego tereny i teraz chce postawić na nich o wiele większy obiekt.

– Nie ma opcji, abyśmy się na to zgodzili – mówią mieszkańcy Biadolin Radłowskich, – Kilkakrotnie kierowaliśmy różnego rodzaju pisma i petycje w tej sprawie, pod ostatnią podpisało się ponad 400 osób. Tutaj nie chodzi o sam budynek fermy, ale o konsekwencje, jakie dla mieszkańców będzie niosło jej funkcjonowanie. Nie dość, że smród będzie nie do zniesienia, to dodatkowo na drodze zrobi się niewyobrażalny ruch samochodów ciężarowych. Boimy się nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale i bezpieczeństwo dzieci. Po odmowie, przyznania nam przez burmistrza statusu strony postępowania, sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie, który przyznał nam rację, wskazując dodatkowo, iż w wydanej jakiś czas temu decyzji środowiskowej znajduje się sporo uchybień. Teraz przedsiębiorca zmuszony jest na nowo starać się o wydanie decyzji i udowodnienie, że ferma nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko i nie będzie uciążliwa dla mieszkańców. Gmina Wojnicz dysponuje Zielonym Parkiem Przemysłowym. Dlaczego tam nie zdecydowano się na budowę takiego obiektu? Przecież wszyscy doskonale wiemy, jakie utrudnienia spotykają ludzi w naszym regionie, którzy mieszkają w sąsiedztwie kurzych ferm. Nie chcemy, aby spotkał nas podobny los.

Pytany o całą sprawę Krzysztof Waśko, przedstawiciel inwestora twierdzi, że obawy mieszkańców są bezpodstawne, ponieważ najbliższy budynek mieszkalny w linii prostej od fermy oddalony jest o 550 metrów, więc nie ma możliwości, aby smród z obiektu dotarł aż tak daleko. – To niemożliwe, zwłaszcza że ferma zostanie wybudowana w taki sposób, aby nie była uciążliwa dla mieszkańców. Mamy zamiar zastosować nowoczesne technologie w konstrukcji w postaci płyt wyciszających hałas. Dodatkowo nisko szumowe wentylatory spowodują, że hałas w odległości 18 metrów od obiektu będzie wynosił 20 decybeli. Obiekt z trzech stron będzie otoczony lasem, a poszczególne pomieszczenia będą posiadały najwyższej klasy wentylację. Nie wiem, czy to taki ogólnokrajowy trend, ale przedsiębiorcom zajmującym się hodowlą drobiu cały czas rzuca się kłody pod nogi. Wszędzie pojawiają się protesty. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że jeżeli nadal będzie tak to wyglądało, to jako społeczeństwo będziemy zmuszeni sprowadzać drób i wieprzowinę zza granicy. Przecież otwarcie takiego obiektu w Biadolinach Radłowskich pozwoli nie tylko zwiększyć nową ilość miejsc pracy, ale również napędzi funkcjonowanie lokalnych firm niezbędnych przy różnego rodzaju naprawach, konserwacjach, czy dostarczaniu środków czystości.

Jak mówi burmistrz Wojnicza, Tadeusz Bąk, decyzja środowiskowa w tej sprawie ma być wydana do końca czerwca. – Pierwsza wydana decyzja środowiskowa była pozytywna, ale została ona zaskarżona przez mieszkańców i ostatecznie uchylona przez sąd. Teraz gromadzona jest ponowna dokumentacja. Jako gmina we własnym zakresie wystąpiliśmy do jednej ze szczecińskich firm, aby zbadała potencjalny poziom odoru, który mógłby wydobywać się z fermy. Wyniki wskazały na delikatne oddziaływania, o czym poinformowaliśmy inwestora. Ten z kolei przedstawił wykonane we własnym zakresie badania i teraz czekamy na ostateczną decyzję środowiskową, która ma być znana do końca czerwca. Przedstawicielom firmy IMEX bardzo zależy na tej inwestycji, ponieważ zainwestowali już spore pieniądze nie tylko związane z wykupem działek, ale również z podpięciem instalacji elektrycznej, czy wody. Sam również jestem zwolennikiem tej inwestycji, ponieważ może nieść ona dla mieszkańców wiele pozytywów, przede wszystkim związanych z nowymi miejscami pracy. Jako gmina musimy się rozwijać.

Mieszkańcy Biadolin Radłowskich ostrzegają jednak, że nie dadzą za wygraną i w sytuacji, kiedy przedsiębiorca rzeczywiście uzyskałby zgodę na budowę fermy, zapowiadają, że każdego dnia będą kontrolować to, co dzieje się na terenie obiektu. – Spotkanie z inwestorem obiecywano nam od 2016 roku. Do tej pory do niego nie doszło. Najwidoczniej właśnie w tak lekceważący sposób traktują nas władze gminy. Ponadto, w poprawianym wielokrotnie przez pełnomocnika inwestora raporcie oddziaływania na środowisko, znajdowało się tak wiele rozbieżności i nieprawdziwych informacji, które urząd gminy bezkrytycznie przyjmował jako prawdziwe i dopiero nasze kolejne pisma, w których wskazywaliśmy na te nieprawidłowości, powodowały zmianę wpisu. Kuriozalna była również powtarzana jak mantra informacja, że zatrudnienie w planowanej inwestycji znajdzie ok. 40 osób. Takie informacje znalazły się we wspomnianym raporcie i były powtarzane przez burmistrza. Dopiero nasza lektura raportu pozwoliła ustalić, że jest to bzdura i jedna wielka manipulacja. Z informacji, jakie posiadamy, odór z takich ferm potrafi dotrzeć do posiadłości oddalonych nawet o 2 km. Uważamy, że lepiej dla inwestora, aby poszukał sobie innego terenu, gdzie mógłby otworzyć fermę. Inaczej sami nie damy mu spokoju i co chwilę będą prowadzone na terenie jego obiektu specjalne kontrole. Każda nowa inwestycja jest potrzebna, ale nie można robić jej kosztem ludzi. Tutaj o tym zdecydowanie zapomniano… – kończą mieszkańcy.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *