Dariusz Chwistek – Kolekcjoner „małpek”

Dariusz Chwistek z Tarnowa od 6 lat kolekcjonuje miniaturki alkoholi. W swojej kolekcji ma już blisko 650 buteleczek z różnych zakątków świata. Odwiedzający go znajomi niejednokrotnie proszą, aby poczęstował ich, którymś z trunków, jednak pan Dariusz konsekwentnie odmawia twierdząc, że zerwana z nakrętki banderola sprawia, że wypełniona alkoholem butelka traci mnóstwo na swojej wartości.

Dariusz Chwistek na co dzień wychowawca internatu w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym im. Eugenii Gierat w Tarnowie swoją nietypową kolekcję rozpoczął od czterech buteleczek whisky, które kupił podczas urlopu w Holandii w 2014 roku. To wówczas zamiast wypić je w gronie znajomych, postanowił odstawić na półkę i dokupić do nich kolejne sztuki. – Nawet nie wiem, jak to się stało, że w ciągu sześciu lat udało mi się uzbierać już blisko 650 miniaturek alkoholi. Kiedy patrzę na swoją kolekcję, to czasami oczom nie wierzę – śmieje się pan Dariusz. – Postanowiłem, że każdą sztukę będę kupował osobiście lub jeżeli dostanę ją w prezencie od znajomych. W moim zbiorze nie brakuje buteleczek z alkoholem z takich krajów, jak: USA, Meksyk, Japonia, Kanada, Wyspy Zielonego Przylądka, Ukrainy, Czech, krajów bałkańskich, Australii, Barbadosu, czy Indii. Żadnej jednak nie kupiłem w internecie. Nie dokonuję również wymian. Taką przyjąłem zasadę.

Dariusz Chwistek

36-latek pytany o to, która butelka jest najcenniejsza w jego kolekcji, nie potrafi wskazać jednej wyjątkowej. Twierdzi, że z każdą wiąże się pewna historia i każda na swój sposób jest unikatowa. – Za trunek o nazwie „Slava”, który przywiozłem ze Lwowa na Ukrainie, zapłaciłem… 1,20 zł. Cena jest śmieszna, ale butelka niesie za sobą wiele wspomnień. W swoim zbiorach mam bogatą kolekcję meksykańskiej tequili. To właśnie z Meksyku mam najdroższą „małpkę”. Za trunek o nazwie „KAH” zapłaciłem 70 zł. Ciekawe są również trunki z krajów bałkańskich, gdzie królują alkohole przyrządzane z owoców. W mojej kolekcji nie brakuje również angielskiej wódki z krowiego mleka, wódki hawajskiej na bazie trzciny cukrowej oraz specjalnej wody z głębin Oceanu Spokojnego, czy wódki z ogórkiem z wody z lodowca spod Kanady. Ciekawe są również dwie miniaturki „Mezcalu” z Meksyku z larwą motyla w środku – mówi pan Dariusz i dodaje, że kupując miniaturki alkoholi, przede wszystkim zwraca uwagę na wygląd butelki. – Przede wszystkim moje butelki nie są większe niż 50 ml. To maksymalny rozmiar, jaki kupuję. Smak nie odgrywa większej roli, ponieważ swoich alkoholi… nie otwieram. Wszystkie sztuki mają banderole. Najważniejszą wagę przykładam więc do wyglądu butelki, bo to od niego zależy, czy butelka ładnie prezentuje się na półce. W swoich zbiorach mam kilka naprawdę ciekawych kształtów. Posiadam miniaturki w kształcie ludzkich czaszek, ozdobione góralskimi kapeluszami, czy też butelki w kształcie… UFO. Niektóre wzory są naprawdę fantastyczne.

Tarnowianin nie ukrywa, że od dawna kieruje się prostą zasadą – na nowe buteleczki do kolekcji nie wydaje więcej niż 150 zł miesięcznie. – Dzięki takim regułom uzyskałem pozwolenie na kolekcjonowanie od mojej żony – śmieje się pan Dariusz. – Widziałem już buteleczki za 400-500 zł, jednak mimo wszystko szkoda byłoby mi wydawać, aż tak duże pieniądze, zwłaszcza że i tak tych butelek nie wypiję, a przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Niejednokrotnie pojawiała się pokusa, żeby otworzyć jakąś flaszeczkę i sprawdzić smak jej zawartości, jednak kiedy pomyślę sobie, ile czasu i pieniędzy włożyłem w skompletowanie tak dużego zbioru, chęć szybko mija. Najgorzej jest, kiedy odwiedzają mnie znajomi. Wówczas próśb o otwarcie danej butelki jest najwięcej. Ja jestem jednak nieugięty.

Tylko raz 37-latek złamał tę zasadę. Stało się to za sprawą 18-letniej szkockiej whisky. – Powód, dla którego otworzyłem butelkę, był prozaiczny. Buteleczka była źle zakręcona i w przeciągu ostatnich kilku lat wyparowało z niej 1/3 zawartości. Zdawałem sobie sprawę, że nie ma sensu dalej jej trzymać, ponieważ i tak z czasem wyparowałoby wszystko, więc wraz z żoną postanowiliśmy ją otworzyć. Było jednak warto – uśmiecha się pan Dariusz.

Kolekcjoner z Tarnowa nie zastanawiał się jeszcze, jak dużą kolekcję miniaturowych alkoholi jest w stanie pomieścić. Na razie gromadzi wszystko na półkach dwóch regałów. Pytany o to, czy jest butelka, której najbardziej brakuje mu w zbiorze, wskazuje na… polski trunek. – Widziałem na jednym z forum internetowych buteleczkę 50-letniej „Starki”, czyli tradycyjnej, wytrawnej wódki żytniej, produkowanej głównie w Polsce, Rosji, na Litwie i Białorusi. „Małpka” była wykonana w 32 sztukach na specjalne zamówienie. Jej cena wynosiła około 450 zł. Niestety nie zdążyłem jej kupić, a wszystkie sztuki rozjechały się po niemal całym świecie. Dziś musiałbym zapłacić za nią pewnie około 1000 zł. Niestety nie wiem, kto jest w jej posiadaniu – mówi tarnowianin i dodaje, że nie zastanawiał się nad tym, jaka przyszłość czeka jego kolekcję. – Na pewno będę zbierał buteleczki jeszcze przez kilka kolejnych lat. Jeżeli pojawiłaby się propozycja z jakiegoś muzeum, aby zaprezentować swoją kolekcję, jestem chętny to uczynić. Na pewno nie zamierzam sprzedawać swoich zbiorów. Być może kiedyś komuś ją przekażę, jednak sprzedaż nie wchodzi w grę. Niewykluczone również, że z biegiem lat zacznę… konsumować kolejne sztuki. Oczy już w jakimś sensie nacieszyłem, więc kto wie, czy pora na podniebienie też się nie pojawi… – kończy z uśmiechem kolekcjoner z Tarnowa.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.