Przedszkola i żłobki, które zostały zamknięte w połowie marca w związku z epidemią koronawirusa, 6 maja ponownie zostały otwarte. Rodzice nie mają jednak obowiązku posyłać swoich dzieci do placówek. I chociaż kilka samorządów w naszym powiecie zdecydowało się uruchomić przedszkola i żłobki, to jednak znaczna część nadal tego nie zrobiła. Powód jest prosty – brak zainteresowania.

Fot. Canva

Strach rodziców i wychowawców
Rząd poinformował, że zasiłki opiekuńcze będą wypłacane tylko do 24 maja. Do tego czasu, nawet jeśli z własnej woli rodzic nie pośle dziecka do otwartej placówki, argumentując, że wciąż trwa epidemia, może ubiegać się o świadczenie. Nic więc dziwnego, że znaczna część rodziców dzieci postanowiła pozostawić swoje pociechy w domach i nie wysyłać ich do przedszkoli, czy żłobków.
– Rząd twierdzi, że nie opanowaliśmy jeszcze koronawirusa, a zezwala na otwarcie żłobków i przedszkoli. Robi to, pomimo tego, że nadal zamknięte są chociażby szkoły. Zdaję sobie sprawę, że jest to w pewnym sensie wyciągnięcie ręki do rodziców dzieci, którzy chcieliby wrócić do pracy, a nie zajmować się swoimi pociechami, jednak z drugiej strony należy zadać sobie pytanie, co jest ważniejsze – pieniądze, czy zdrowie dziecka? Nie zdecydowałam się posłać mojego synka do przedszkola i zrobię to dopiero w momencie, kiedy będzie taki obowiązek – mówi matka jednego z przedszkolaków.
Rząd dał zielone światło na otwarcie żłobków oraz przedszkoli, ale ostateczną decyzję muszą podjąć samorządy, które są odpowiedzialne za działalność poszczególnych placówek. W pierwszej kolejności przedszkola i żłobki mają przyjmować te dzieci, których opiekunowie nie są w stanie pogodzić pracy z opieką nad nimi. Pierwszeństwo mają również pociechy rodziców, którzy na co dzień walczą z koronawirusem. Poza tym rząd postawił przed samorządami pewne wymogi. Jedną z wytycznych jest wymóg, by w jednej grupie nie było więcej niż dwanaścioro dzieci. Poza tym wprowadzono zakaz przynoszenia zabawek, a także postanowiono usunąć przedmioty, których nie można skutecznie dezynfekować, na przykład pluszowych zabawek. Wprowadzony został również odpowiedni dystans między leżaczkami. Codziennie dezynfekowane powinny być m.in. poręcze, klamki, włączniki światła i ramy łóżeczek. Sanepid wskazuje też na to, że do przedszkola czy żłobka mogą uczęszczać tylko dzieci zdrowe, bez objawów chorobowych sugerujących chorobę zakaźną. Również opiekunowie muszą być zdrowi.
– Nie podoba nam się sposób, w jaki postanowiono otworzyć przedszkola i żłobki. Teraz boimy się nie tylko o swoje zdrowie, ale także zdrowie dzieci, którymi będziemy się opiekować – mówi jedna z przedszkolanek. – Spokojnie z otwarciem placówek można było poczekać do września. Za chwilę i tak rozpoczynają się wakacje i przedszkola znowu będą zamknięte. Otwarcie ich na niespełna dwa miesiące uważam za kompletnie nierozsądny pomysł, zwłaszcza że już widać, iż zainteresowanie jest znikome. Trudno będzie też respektować wszystkie wymogi, które przedstawił sanepid. Aby nie złamać żadnego punktu, musielibyśmy wraz z dziećmi siedzieć na krzesłach nieruchomo przez kilka godzin! Dzieci przychodzą do przedszkola, aby się bawić! To nie wojsko!

Nie ma sensu otwierać
– Otrzymaliśmy informację od dyrektorów przedszkoli z naszej gminy, że rodzice nie chcą posyłać swoich pociech do placówek. Nie było więc sensu ich otwierać, skoro nie ma zainteresowania – mówi burmistrz gminy Ryglice, Paweł Augustyn. – Na 220 dzieci w naszych przedszkolach, rodzice chcą pozostawić w domach aż 200 pociech! Z kolei na 176 dzieci w oddziałach przedszkolnych dzieci chętnych do uczestnictwa w zajęciach było jedynie 10. Tym samym postanowiliśmy przesunąć termin otwarcia przedszkoli i oddziałów przedszkolnych na 24 maja. Do tego czasu nauczyciele w dalszym ciągu będą prowadzić zdalne nauczanie. Pytań dotyczących otwarcia przedszkoli jest mnóstwo. Wychowawcy nie wiedzą jak zachować się w sytuacji, kiedy dziecko zaczyna płakać. Mogą wziąć je na ręce, czy nie? Aby spełnić wymagania sanepidu, musieliśmy zerwać wszystkie wykładziny w naszych przedszkolach i położyć nowe panele. To najlepiej pokazuje, jak świat przedszkoli i żłobków ma wyglądać po powrocie do placówek. Uważam, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby ich otwarcie we wrześniu. Co bowiem w sytuacji, kiedy jakieś dziecko zachoruje? Całe przedszkole ponownie będzie musiało być zamknięte? To byłoby już kuriozum.
Również w Tuchowie zdecydowano się opóźnić otwarcie żłobków i przedszkoli. 4 maja odbyła się telekonferencja, podczas której Magdalena Marszałek, burmistrz Tuchowa wraz z dyrektorami prowadzącymi placówki w gminie Tuchów, omówiła warunki i stopień przygotowania do sprawowania opieki nad dziećmi. Ostatecznie wypracowano wspólne stanowisko, zgodnie z którym otwarcie przedszkoli i oddziałów przedszkolnych nastąpi nie wcześniej niż 25 maja, czyli w dniu, do którego rodzice mogą korzystać z zasiłku opiekuńczego w ZUS. – Rodzice dzieci uczących się w oddziałach przedszkolnych przy szkołach nie zgłaszali potrzeby zorganizowania opieki. Takiego zapotrzebowania w zdecydowanej większości nie zgłosili również rodzice dzieci uczęszczających do przedszkoli w Mesznej Opackiej, Dąbrówce Tuchowskiej, Łowczowie i Piotrkowicach – mówi burmistrz Tuchowa, Magdalena Marszałek. – Uważam, że szkoły powinny być uruchamiane w tym samym czasie co przedszkola i żłobki. Dzieci, które mogą przechodzić koronawirusa bezobjawowo, są zagrożeniem nie tylko dla wychowawców, ale przede wszystkim swoich dziadków, z którymi spędzają mnóstwo czasu. Chcemy, aby sanepid wyraził jasno swoje zdanie na temat tego, czy możemy opiekować się dziećmi w naszych placówkach. Oczywiście, że możemy otworzyć je bez pozwolenia na piśmie, bo dostaliśmy taką możliwość, ale co w sytuacji, jeżeli jakieś dziecko zarazi się u nas koronawirusem? Czy nie okaże się, że to my będziemy ponosić za to odpowiedzialność?
W przypadku gminy Szerzyny przedszkola nie zostały otwarte, ponieważ… ani jeden rodzic nie chciał posłać do nich swojej pociechy. – Zainteresowanie było zerowe. Dodatkowo nasze przedszkola nie są obiektami przestrzennymi, więc zakładając przyjęte normy bezpieczeństwa dotyczące ilości dzieci na metr kwadratowy, nasze możliwości są w tym zakresie bardzo ograniczone. Podjęliśmy decyzję, że przedszkola zostaną otworzone tylko w momencie, kiedy pojawi się obowiązek otwarcia tych placówek – mówi wójt gminy Szerzyny, Grzegorz Gotfryd.

Otworzyli dla garstki
Wójt gminy Tarnów Grzegorz Kozioł zdecydował, że zgodnie z zaleceniem rządu, otworzy placówki dla najmłodszych. – Dyrektorzy gminnego żłobka i przedszkoli uznali, że do 6 maja, zdążą się przygotować i będą pracować z zachowaniem wszelkich, zalecanych środków ostrożności. Nie było więc przeszkód, abyśmy nie uruchamiali swoich placówek. Z przedszkoli i żłobków zniknęły pluszaki oraz dywany. Ostatecznie frekwencja w placówkach wynosi między 8-10 proc., więc jest naprawdę skromna. Z tego też względu postanowiliśmy, że jeżeli do naszych żłobków będą zgłaszać się rodzice dzieci z miasta Tarnowa, to również będziemy przyjmować je do placówek – mówi wójt.
Placówki otwarto też w gminie Zakliczyn. Tam z frekwencją również nie jest za różowo. W pierwszym tygodniu działalności do przedszkoli rodzice zdecydowali się posłać około 50 dzieci. – To tak naprawdę około 5 proc. z dostępnych wszystkich miejsc – mówi burmistrz Zakliczyna, Dawid Chrobak. – Chcieliśmy umożliwić naszym mieszkańcom powrót do pracy. Wyciągnęliśmy do nich pomocną dłoń, bo niektórzy chcą już normalnie pracować, a nie mają możliwości pozostawienia swoich dzieci pod opieką. Ostatecznie niewiele osób zdecydowało się na taki krok. Być może z czasem chętnych będzie więcej…
Jeszcze mniejsze zainteresowanie wykazali rodzice dzieci z gminy Wojnicz. Pomimo tego, iż w tamtejszej gminie funkcjonuje pięć przedszkoli, to aż w trzech przypadkach rodzice nie zdecydowali się posłać ani jednej pociechy do placówki. – Dzieci nie pojawiły się w przedszkolach w Grabnie, Biadolinach Radłowskich oraz Wielkiej Wsi. Przedszkolaki pojawiły się jedynie w przedszkolach w Wojniczu i Łoponiu, tyle że w przypadku Wojnicza było to… jedno dziecko – mówi burmistrz Wojnicza, Tadeusz Bąk. – Wychowawcy przychodzą na zajęcia do każdej z tych placówek. Nikt nie odebrał im pracy, czy pieniędzy, więc czekają w budynkach na dzieci. Problem w tym, że one do przedszkoli nie chcą na razie przychodzić. Rodzice zdają sobie sprawę, że wysyłając swoje dziecko do przedszkola, w pewnym stopniu ponoszą również odpowiedzialność za jego zdrowie. Nie wiem, jak dalej to wszystko się potoczy. Jeżeli w przypadku placówki w Wojniczu w dalszym ciągu na zajęciach pojawiać będzie się jedna osoba, to musimy zastanowić się, czy otwarcie tego przedszkola ma sens. Wierzę jednak, że duża grupa dzieci pojawi się w przedszkolach po 24 maja, kiedy zakończą się wypłaty zasiłków opiekuńczych dla rodziców. Wówczas przedszkola w naszym regionie ponownie mogą zacząć tętnić życiem.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.