Energia czy ściema?

Napoje energetyczne w Polsce sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Duży wybór energetyków spowodował, że na sklepowych półkach każdy znajdzie coś dla siebie. Po tego typu napoje sięgają zarówno młode, jak i starsze osoby. I chociaż nie brakuje opinii, że energetyki bardziej nam szkodzą, niż pomagają, to ich miłośników z każdym kolejnym rokiem przybywa.

W Norwegii, Danii czy Islandii napoje energetyczne dostać można tylko w aptekach, a we Włoszech i Francji wprowadzenie na rynek napoju energetycznego wymaga specjalnego zezwolenia ministerstwa.

Pić, by poczuć się lepiej

Według ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez firmę Nielsen, wartość sprzedaży kategorii energy/sport drink lokuje je na 20. miejscu. Jest to kategoria, która rozwija się w dwucyfrowym tempie (+11,6 proc.). Rynek napojów energetycznych wyceniany jest już na ponad 1,52 mld zł. W kategorii „żywność” szybciej rośnie sprzedaż jedynie lodów, serów i whisky. Co ciekawe, w roli dodawania energii daleko w tyle została kawa i herbata, których sprzedaż zwiększa się odpowiednio o 5,5 i 1,6 proc.

– Każdego dnia sprzedajemy kilkadziesiąt puszek napojów energetycznych. Kupują je wszyscy. Nie brakuje osób, które nie ukończyły jeszcze 18 lat, jak i takich, które przekroczyły już 60 lat – mówi jedna ze sprzedawczyń sklepu ogólnospożywczego w Tarnowie. – Największą popularnością cieszą się: „Red Bull”, „Black” i „Tiger”, jednak coraz częściej tarnowianie sięgają również po inne i przeważnie tańsze napoje. W teorii napoje energetyczne przeznaczone są dla osób intensywnie pracujących umysłowo lub fizycznie, ale w praktyce używane są również przy innych okazjach. Zdarza się, że ktoś robi zakupy na urządzaną w domu imprezę. Oprócz słodyczy i alkoholu często w koszykach takich osób można znaleźć również napoje energetyczne. Ma to im pomóc przetrwać imprezę na pełnych obrotach do samego rana.

Pan Krzysztof, który od ponad 8 lat sięga po energetyki, twierdzi, że tego typu napoje pozwalają mu w walce ze zmęczeniem i sprawiają, że jego mózg lepiej funkcjonuje. – Jestem kierowcą tira. Jeżdżę przeważnie nocą. Nie wyobrażam sobie, abym w trasę wyruszył bez kilku puszek energy drinków. Energetyk z kofeiną pomaga mi w utrzymaniu skupienia na drodze, o ile wypiję go tuż przed wejściem do pojazdu. Po prostu po nim czuję się lepiej! Nie zauważyłem, abym po wypiciu dwóch puszek na dobę miał jakieś skutki uboczne, chociaż mam kolegę, który po energetykach źle się czuje. Serce bije mu szybciej i zaczyna boleć go głowa. Najwidoczniej nie każdy może po nie sięgać. Cieszę się, że nie należę do tej grupy, bo dziś nie wyobrażam sobie życia bez napojów energetycznych.

Energetyczne szkoły

Okazuje się, że w tarnowskich szkołach uczniów sięgających po energetyki jest naprawdę sporo, pomimo tego, że w szkolnych sklepikach takich napojów trudno szukać na półkach. Najlepszym tego przykładem jest Zespół Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Tarnowie, gdzie widok młodego człowieka z napojem energetycznym w dłoni nikogo nie dziwi, a przecież szkolny sklepik nie ma ich w swojej ofercie. – Zgodnie z prawem nie możemy sprzedawać uczniom takich napojów. Gazowana może być jedynie woda mineralna. Nie przeszkadza to jednak młodym osobom, aby kupowały energy drinki poza budynkiem szkoły. Często można ich spotkać z puszkami różnych producentów energetyków w dłoni nawet podczas przerw między lekcjami. Sami enegry drinki próbujemy zastępować kawą i rzeczywiście jest ona wśród uczniów bardzo popularna – mówi Katarzyna Kołodziej Keyt, która prowadzi sklepik szkolny w ZSEG w Tarnowie.

Jerzy Feret, dyrektor tamtejszej placówki mówi, że walka z napojami energetycznymi wśród uczniów, to jak walka z wiatrakami. Nikomu nie można zabronić przynosić ich do szkół, a temat szkodliwości energetyków, który poruszany jest na zajęciach szczególnie związanych z gastronomią i tak nie przekonuje zbyt wielu osób do rezygnacji z ich picia. – To moda. Być może przejściowa, ale jednak moda. Wielu uczniów uważa, że po wypiciu energy drinka lepiej przyswaja wiedzę. Dla mnie to kompletna bzdura, o czym wiedzą również dietetycy, którzy niejednokrotnie udowadniali, że picie takich napojów wcale nie pozwala nam lepiej i szybciej się uczyć.

W Norwegii, Danii czy Islandii napoje energetyczne dostać można tylko w aptekach, a we Włoszech i Francji wprowadzenie na rynek napoju energetycznego wymaga specjalnego zezwolenia ministerstwa. Na Litwie obowiązuje nawet zakaz sprzedaży energy drinków osobom, które nie ukończyły jeszcze 18. roku życia. Podobny przepis w ubiegłym roku chciały wprowadzić do Polski posłanki Platformy Obywatelskiej. „W Polsce sprzedaje się 110 mln litrów napojów energetyzujących rocznie. Z tego blisko 10 mln litrów wypijają dzieci i młodzież. 250 ml energetyka to tyle, co filiżanka mocnej kawy. Nie jest to dawka odpowiednia dla młodych ludzi, a tym bardziej dla dzieci. Potwierdzają to liczne badania naukowe. Co gorsza, spożywanie energy drinków może przeistoczyć się w uzależnienie” – opisywały w specjalnym liście do ministra zdrowia dwie posłanki: Lidia Gądek i Ewa Kołodziej. Jak na razie apel okazał się bezskuteczny.

Dyrektor ZSEG w Tarnowie twierdzi jednak, że ewentualna zmiana przepisów może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. – Nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc smakuje lepiej. Może się więc okazać, że chętnych do nabycia energetyków będzie jeszcze więcej. Uważam, że sam zakaz sprzedaży energetyków nieletnim nie wpłynie w dużym stopniu na zmniejszenie ilości ich spożycia. Bardziej trzeba się skupić na przedstawianiu negatywnych skutków zdrowotnych, jakie wywołuje ich picie.

Uwaga przed uzależnieniem

Drgawki, gwałtowne bicie serca, nudności, a nawet napady padaczkowe, to tylko niektóre skutki uboczne, które mogą wystąpić po wypiciu energy drinka. W ubiegłym roku naukowcy z Uniwersytetu w Waterloo przeprowadzili badanie wpływu napojów energetycznych na zdrowie człowieka. W eksperymencie wzięło udział 2055 osób w wieku od 12 do 24 lat. Aż 55 proc. z nich zgłosiło negatywne skutki dla zdrowia po wypiciu energetyka. 24,7 proc. uczestników badania stwierdziło, że doświadczyło szybkiego bicia serca lub problemów ze snem. 18,3 procent doświadczało bólów głowy, 5,1 proc. zgłosiło nudności, wymioty lub biegunkę, a 3,6 proc. bóle w klatce piersiowej.

Jerzy Gronkiewicz, lekarz internista mówi, że sam pije energetyki. Zdarza się to jednak bardzo rzadko i w wyjątkowych sytuacjach. – Uważam, że nie jest to coś złego, ale tylko wtedy, kiedy nie przekraczamy pewnych norm. Sam piję je jedynie w chwilach większego zapotrzebowania na sprawność psychiczną i fizyczną. Napoje energetyczne mają działanie pobudzające układ nerwowy, zwiększają uwagę, poprawiają nastrój, a także zwiększają zdolności kognitywne, czyli zdolności do myślenia skutecznego w szczególności w sytuacjach nieprzewidywanych i niepewnych. Energy drinki zawierają kofeinę, glukozę, taurynę, która pomaga metabolizować tłuszcze i działa jak neuroprzekaźnik, czy inozytol, który ma działanie uspokajające, dlatego jest stosowany w terapii nerwic, fobii i zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Do tego dochodzi niacyna, żeń-szeń, guarana oraz witamina B6 i B12. Niestety człowiek jest tak skonstruowany, że bardzo szybko przyzwyczaja się do tego, co dobrze na niego działa. W sytuacji, kiedy zamiast samemu produkować neurony, dostarczamy ich w postaci energy drinków, nasz organizm się rozleniwia. Jeśli postanowimy odstawić te napoje na bok, to szybko okazuje się, że naszemu organizmowi brakuje tego, co zwykle dostawał, a to już uzależnienie – mówi Jerzy Gronkiewicz dodając, że problem uzależnienia od energy drinków jest coraz bardziej widoczny i dotyczy przede wszystkim mężczyzn w okolicach 30. roku życia. – Jeżeli pijemy przez dłuższy czas dwa energy drinki dziennie, to już jesteśmy uzależnieni. Zmianie ulega charakter i styl naszego życia. Wszystko zaczyna obracać się wokół napojów energetycznych, które z czasem mogą powodować problemy z nerkami, gdyż działają odwadniająco, tzn. zwiększają diurezę. Pijąc je, gasimy jedynie chwilowo pragnienie, jednocześnie się odwadniając. Nerki w warunkach odwodnienia organizmu są bardziej obciążone i gorzej pracują. Dodatkowo duża ilość wypitych energy drinków może wywołać tachykardię oraz migotanie przedsionków. Górną granicą bezpieczeństwa dla człowieka jest nieprzekraczanie dawki 300-400 mg kofeiny dziennie. Jeżeli się do tego nie dostosujemy, może się to zakończyć nawet zawałem serca.

Według Jerzego Gronkiewicza nie należy jednak zbytnio obawiać się energetyków, ale sam zakazałby ich picia dzieciom i młodzieży. – Z energy drinkami jest tak samo, jak z papierosami, czy alkoholem. Jeżeli stosujemy je tylko od czasu do czasu, to nic nam nie grozi. Mimo wszystko minister zdrowia powinien zastanowić się nad wprowadzeniem ograniczenia ich sprzedaży w sklepach. Dzieci i młodzież do momentu rozwoju wszystkich narządów i układów nie powinny być zatruwane takimi substancjami. Energy drinki powinny być sprzedawane wyłącznie osobom, które ukończyły już 18 lat i wierzę, że takie przepisy i w naszym kraju wejdą w życie.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *