Grociarnia, czyli historia zamknięta w czterech ścianach

W miejscowości Jastrzębia w gminie Ciężkowice od kilku lat funkcjonuje muzeum pod nazwą „Grociarnia”, w którym znajdują się najrozmaitsze przedmioty związane z dawnym życiem na Pogórzu Ciężkowickim. Muzeum stworzone zostało przez samych mieszkańców, którzy przekazywali na ten cel zabytki obrazujące dawne metody i narzędzia pracy, życie codzienne oraz tamtejsze zwyczaje.

grociarnia-i-bogdan-krok2

Bogdan Krok codziennie oprowadza turytów i opowiada o tajemniczych przedmiotach znajdujących się w Grociarni.

Pomysłodawcą utworzenia muzeum był lokalny dentysta, Mieczysław Król, który w Domu Kultury w Jastrzębiej w 1977 dokonał otwarcia pierwszej wystawy. – Przełomowym momentem, który zadecydował o utworzeniu stałej ekspozycji, było odkrycie drużbaka, który był wydrążoną w drzewie cembrowiną studni – mówi Bogdan Krok, pracownik Muzeum Przyrodniczego w Ciężkowicach, który jednocześnie pełni funkcję przewodnika po „Grociarni”. – Wykopano go w Jastrzębiej w 1974 roku. Wiek drzewa oceniany jest na około 400 lat, a samego eksponatu na około 200. Jest to też najstarsza ekspozycja w naszym muzeum.

Nazwa „Grociarnia” nie jest przypadkowa, bowiem początkowo pomieszczenia, w których znajdowały się ekspozycje były zajęte przez narzędzia rzemieślnicze zwane w tutejszej gwarze „grotami”. – Od 1977 roku opiekę nad muzeum przejął Józef Pyrek, który odwiedzał regionalne muzea, zbierając tym samym nie tylko cenne doświadczenie, ale również wiele drogocennych eksponatów. Kiedy rozbierano domy, a meble przeznaczano do spalenia, on siadał w samochód, aby ostatecznie trafiły one do muzeum. Z czasem ludzie sami zaczęli oddawać zalegające na strychu przedmioty. Tak też się dzieje do dnia dzisiejszego. Od 2006 roku ekspozycje znajdują się w czterech pomieszczeniach. Na obszarze około 250 m2 udało nam się odtworzyć wnętrze chałupy chłopskiej, w skład której wchodziła sień, kuchnia oraz izba. Jedno z pomieszczeń przeznaczyliśmy na przedmioty i narzędzia używane w gospodarstwie, natomiast drugie na prezentację zawodów, jakie przed laty istniały na tym terenie. Dlatego wśród narzędzi możemy znaleźć takie, którymi posługiwał się cieśla, stolarz, krawiec, stelmach, kołodziej, kowal, czy rymarz. W kuchni znajduje się w pełni działający piec, w którym można upiec chleb, a oprócz tego zgromadzoną mamy niezliczoną ilość ziół, które w dawnych latach stanowiły domową aptekę. W izbie znajdziemy natomiast łóżka, na jakich spały nasze prababcie, kołyskę dla dziecka i kącik zabaw z drewnianymi lalkami, obrazy świętych, czy stary telefon na korbkę. W naszej kolekcji znajduje się ponad 700 przedmiotów, z czego blisko stu nie byliśmy w stanie wyeksponować ze względu na brak miejsca.

„Grociarnię” z każdym kolejnym rokiem odwiedza coraz większa liczba turystów, z różnych rejonów kraju. Duży wpływ na to ma m.in. działający w Jodłówce Tuchowskiej Dom Wczasów Dziecięcych, z którego przebywające podczas wakacji, czy ferii dzieci odwiedzają lokalne atrakcje. – Zwiedzanie „Grociarni” łączymy przeważnie ze zwiedzaniem Muzeum Przyrodniczego w Ciężkowicach. Zdarzają się nawet blisko 50 osobowe grupy dzieci, nad którymi w jakiś sposób muszę zapanować. Cieszę się, że coraz więcej młodych osób jest chłonnych wiedzy. Kilka posiadanych przez nas eksponatów cieszy się z ich strony naprawdę wielkim zainteresowaniem. Żadne z dzieci nie przejdzie obojętnie obok starodawnych kłódek na drzwi, które działają do dnia dzisiejszego, czy drewnianych pułapek na myszy, działających podobnie, jak szubienica. Mieliśmy nawet raz taką sytuację, że jedno z dzieci zapytało nas, czy mysz, która znalazła się w środku, również jest eksponatem. Okazało się, że pułapka pomimo upływu kilkudziesięciu lat, nadal działa i złapała niesfornego gryzonia – śmieje się pan Bogdan.

Przewodnik nie ma wątpliwości, że muzeum w Jastrzębi w niczym nie ustępuje największym muzeom etnograficznym w kraju, a nawet ma nad nimi pewną przewagę. – W przeciwieństwie chociażby do Muzeum Etnograficznego w Krakowie, wszystkie nasze eksponaty można dotknąć i sprawdzić, jak działają. W większości innych muzeów jest to niemożliwe. Sami staramy się wyjść naprzeciw tym osobom, które nigdy nie miały styczności z danym przedmiotem, aby mogły wziąć go w dłoń, poczuć jego ciężar, przyjrzeć się materiałowi z jakiego jest wykonany oraz poznać sposób jego użycia.

W najbliższym czasie osoby zajmujące się „Grociarnią” w Jastrzębi chciałyby wybudować specjalną wiatę, pod którą znalazłyby się starodawne wozy, którymi posługiwali się chłopi przy pracach na roli. Cały czas poszukiwane są także kolejne egzemplarze, które mogłyby wzbogacić tamtejsze muzeum. – Szukamy przede wszystkim przedmiotów związanych z dawnymi zawodami. Narzekamy przede wszystkim na wyposażenie pracowni kowala. Mamy dużo eksponatów, jednak wciąż akurat ten wystrój nie przypomina kuźni z prawdziwego zdarzenia. W przyszłości chciałbym także wprowadzić zwiedzanie pomieszczeń przy użyciu zaledwie kilku lamp naftowych. Odkrywanie w ten sposób poszczególnych eksponatów ma w sobie coś tajemniczego i pasjonującego. Warto dodać, że sami na muzeum nie zarabiamy kokosów. Cena biletu wynosi 2 zł, więc jest to symboliczna opłata. Dodatkowo bez względu na to, czy zwiedzać będzie go 50 osobowa wycieczka, czy przejeżdżający przypadkiem rowerzysta, zawsze może liczyć na fachowe informacje z mojej strony. Nigdy nie zostawiam takiej osoby samej sobie. I wcale nie chodzi tutaj o strach przed tym, że mogłaby w trakcie zwiedzania coś uszkodzić. Po prostu nigdy nie wybaczyłbym sobie, że nie opowiedziałem jej o bogatej historii każdego zgromadzonego tutaj przedmiotu. A proszę mi wierzyć, że kilka z nich jest naprawdę wartych opowiedzenia…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *