IMG_0367

 

Rodzice tarnowskich maluchów chcąc zapewnić im dobry start w dorosłość zapisują je na liczne zajęcia, czy to z lekcji muzyki, tańca, śpiewu, piłki nożnej, a także języków obcych. Obawa przed tym, że mogą „coś przegapić” w prawidłowym rozwoju swojego dziecka, zupełnie przysłania im ważniejsze aspekty, jak chociażby miłość, zabawę, czy poczucie bezpieczeństwa.

Dziecięcy „wyścig szczurów” trwa

– Chcę zapewnić mojemu dziecku dobrą przyszłość. Zapisując córeczkę na język angielski w wieku trzech lat uważam, że perfekcyjnie opanuje go w okresie dojrzewania, co później zaowocuje dobrze płatną pracą w międzynarodowej korporacji – mówi pani Anna, matka 3-letniej Karolinki, która po raz kolejny zawitała na lekcję języka angielskiego do jednej z tarnowskich szkół językowych. Języki obce wśród maluchów, to jeden z najpopularniejszych kierunków ich osobistego rozwoju. Dzięki metodzie Helen Doron, angielskiego mogą uczyć się już niemowlęta, które ukończyły 16 tydzień życia! Na tym etapie dzieci nie uczą się słówek, ale osłuchują się z językiem i jego brzmieniem, co znacznie ułatwia przyswajanie wiedzy w późniejszym wieku. Mimo, iż badania psychologów pokazują, że dzieci, które nie ukończyły jeszcze piątego roku życia, nie powinny uczyć się obcego języka, ponieważ struktury gramatyczne ojczystego języka nie są jeszcze całkowicie utrwalone i tego typu zajęcia nie przyniosą w ten sposób żadnego skutku, to tysiące maluchów każdego roku wysyłana jest na naukę.

Podobne przypadki dotyczą lekcji tańca i muzyki. Rodzice, którzy chcą stworzyć ze swoich pociech wirtuozów gry na skrzypcach, pianinie, czy gitarze, przeszukują Internet w znalezieniu informacji na temat nauki metodą Suzuki, czyli uczenia małych dzieci gry na instrumentach muzycznych na zasadzie naśladownictwa. Pewna szkoła, zaprasza do nauki gry na pianinie dzieci, które ukończyły czwarty rok życia. – Dzieci w wieku przedszkolnym nauczamy metodą beznutową, łącząc naukę z zabawą. Starsi uczniowie, a więc tacy, którzy potrafią już pisać i czytać od razu uczą się rozpoznawać zapis muzyczny. Zainteresowanie jest naprawdę spore – mówi nam jeden z tamtejszych instruktorów.

Wygórowane ambicje rodziców

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja dzieci w podstawówkach. Ich grafik zajęć pozalekcyjnych, których autorami są ich rodzice, jest napięty do granic możliwości. Mieć aspiracje i cele życiowe to piękna rzecz. Niestety wygórowane ambicje mogą zniszczyć nas i nasze dzieci. O ile dorośli zazwyczaj w jasny i bezpośredni sposób informują, że stawia się im zbyt wysokie wymagania, o tyle dzieci nie są już tak bezpośrednie. O tym, że dziecko nie potrafi poradzić sobie z presją rodziców, świadczą zazwyczaj jego reakcje, które są bardzo różne i zależą od charakteru danej osoby. Niektóre dzieci manifestują swoją agresję, inne wycofują i zamykają się w sobie. Coraz częściej zdarza się, że rodzice zmuszają swoje pociechy do realizowania własnych ambicji i na siłę próbują robić z nich kogoś, kim sami chcieli zostać w dzieciństwie.

Sama oferta zajęć pozalekcyjnych jest bogata nie tylko w szkołach, ale także przede wszystkim w domach kultury, klubach osiedlowych i sportowych, przez co na „stworzenie małego Herculesa” zapanował swoisty boom. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej, w Polsce działa ponad 88 tys. różnorodnych kół zainteresowań, z których korzysta już ponad milion uczniów. – Jeśli komuś bardzo zależy, aby dziecko uczęszczało na jakieś konkretne zajęcia rozwojowe byłoby dobrze, gdyby nie odbywały się one kosztem czasu spędzonego z rodziną – mówi Agnieszka Skoczylas, psycholog prowadząca serwis bliskodziecka.com.pl. – Przedszkolakowi zajęcia dodatkowe nie są potrzebne. Zajęcia dedykowane dla tak małych dzieci są reklamowane jako rozwojowe, jednakże nie koniecznie rozwój wspomagają. Pamiętajmy, że dziecko najlepiej rozwija się poprzez zabawę. Na początku głównie z rodzicem, później z rówieśnikami.

Skoczylas zwraca uwagę również na fakt, że u dzieci do wieku wczesnoszkolnego nie można mówić o równoległym rozwoju i w ogóle nie powinno dokonywać się jakichkolwiek porównań umiejętności. – Dzieci, które aktywnie biorą udział w zajęciach np. tanecznych z pewnością będą miały lepszą rytmikę i będą lepiej tańczyły od większości swoich rówieśników, co absolutnie nie znaczy, że przełoży się to na ich umiejętności już w życiu dorosłym. Nie obserwuje się różnic rozwojowych u starszych dzieci pomiędzy tymi, które chodziły na zajęcia dodatkowe, a tymi, które na nie nie uczęszczały.

Niektórzy „wrzucają na luz”

Część rodziców doszła do wniosku, że aby dziecko prawidłowo się rozwijało przede wszystkim potrzebuje ciepła, miłości i poczucia bezpieczeństwa, dlatego też stosuje metodę zwaną „slow parenting”. Ten nowy trend w rodzicielstwie, który za jedno z głównych założeń przyjął zwrócenie beztroski dzieciństwu, zachwycił Amerykanów i staje się coraz bardziej popularny w Polsce. „Slow parenting” otwiera dla dziecka przestrzeń do eksperymentowania, w której może swobodnie rozwijać swoją kreatywność i fantazję. Dodatkowo rodzice są towarzyszami życia swoich dzieci, nie zaś autorami ich starannie zaplanowanego pozalekcyjnego czasu. – Metoda ta jest dużym wyzwaniem dla rodzica, jednak jest ona idealnie stworzona dla naszych pociech, które nigdzie się nie spieszą, żyją swoim życiem, nie obchodzą je schematy, ani zdanie innych i z pewnością idealnie odnajdą się w rodzinie opartej właśnie o „slow parenting”. Dodatkowo w tym modelu wychowywania wcale nie są zakazane zajęcia dodatkowe tylko, jak we wszystkim innym w życiu, należy zachować umiar – dodaje Skoczylas.

To, którą drogą podążymy my i nasze dzieci zależy już tylko od nas samych. Jedni za wszelką cenę będą starać się stworzyć ze swojej pociechy geniusza, inni zaś skupią się na przekazaniu mu innych wartości. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Fryderyka Chopina, który zwykł mawiać – Najdziwniejszym z ludzi jest geniusz, który tak daleko w przyszłość wybiega, że ginie z oczu ludzi z nim żyjących, a nie wiadomo, które pokolenie pojąć go zdoła. Być może rzeczywiście częściej musimy używać życiowego pedału z napisem „stop”?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *