Jacek Kmiecik: Boniek? Dla mnie to fałszywa osoba

– Kiedyś ładnie ujął to pan Wiesław Wieczorek, który odpowiadał swego czasu za bezpieczeństwo na stadionach i robił to nieźle za kadencji Michała Listkiewicza. Powiedział swego czasu, że wybór pomiędzy Koseckim a Bońkiem na stanowisku prezesa PZPN-u, to jest jak wybór pomiędzy dżumą a cholerą. W tym momencie może lepiej przechorować dżumę, niż cholerę? – mówi Jacek Kmiecik, dziennikarz futbolnews.pl

Jacek-Kmiecikfoto

Jacek Kmiecik

Wie pan o tym, że mówi się – zmieniła się władza w PZPN-ie, to zmienił się również jego naczelny krytyk. W pokonanym polu zostawił pan samego Jana Tomaszewskiego. 
Tak? Nie wiedziałem o tym, ale miło to słyszeć. Janek Tomaszewski zdaje się, że przeszedł na drugą stronę barykady… On już w krytykę PZPN-u się nie bawi. Wszystko mu się widocznie w nowych władzach polskiej piłki podoba, w przeciwieństwie do mnie, bo ja uważam, że w polskiej piłce nie dzieje się dobrze, o czym świadczą chociażby wyniki kadry, ale również sędziowanie, szukanie nowej siedziby dla związku, czy też szkolenie trenerów i młodzieży.

Za co najbardziej nie ceni pan władz PZPN-u?
Nie lubię PZPN-u w szczególności przez pryzmat prezesa, który dla mnie jest osobą fałszywą, mściwą i niegodną sprawowania tej funkcji.

Podobno bliżej było panu do Romana Koseckiego.
Kiedyś ładnie ujął to pan Wiesław Wieczorek, który odpowiadał swego czasu za bezpieczeństwo na stadionach i robił to nieźle za kadencji Michała Listkiewicza. Powiedział swego czasu, że wybór pomiędzy Koseckim a Bońkiem na stanowisku prezesa PZPN-u, to jest jak wybór pomiędzy dżumą a cholerą. W tym momencie może lepiej przechorować dżumę, niż cholerę? Miałem swojego cichego faworyta, a był nim… Janusz Basałaj, który był nawet nieco zdziwiony, że próbuję „pchać” go tak wysoko. A teraz przecież i tak jest wysoko, bo jest drugi, czy trzeci, po w cudzysłowie „bogu”. Czy on był moim faworytem? W pewnym sensie tak, ale na Koseckiego też bym się nie obraził, bo jak powiedziałem wcześniej – lepsza dżuma, niż cholera. Wydawało mi się również, że Roman działałby może mniej pod swoją osobę, bo to, że prezesi związku działają tylko dla własnych interesów, nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć. Zdumiewające jest to, że w świecie wolnych mediów, aż tak duży poklask znajduje obecna władza PZPN-u, która w zasadzie nic dobrego dla polskiej piłki jeszcze nie zrobiła, a mija już niemal dwa lata od wyborów.

Mówi pan o Januszu Basałaju, ale w jednym z wywiadów powiedział pan, że niejednokrotnie otrzymywał telefony, czy smsy od Basałaja odnośnie swojej postawy wobec PZPN-u. 
Janusz wykonuje bardzo dobrze swoją pracę. Wcielił się w Jerzego Urbana tego piłkarskiego stanu wyjątkowego. Potrafi zaklinać rzeczywistość i wywierać mega presję na swoich byłych pracownikach, czy kolegach. Potrafi zadzwonić o szóstej rano i opierdzielić z góry na dół za tekst niesprzyjający PZPN-owi. Trochę to takie „bolszewickie metody” i dziwię się, że Janusz je stosuje, bo wydawało mi się, iż bliżej mu do innej opcji politycznej i od zawsze uważałem go za człowieka PiSu.

Uważa pan, że PZPN ma za dużo tych „przyklaskiwaczy”?
Podnóżków, potakiewiczów, jak zwał, tak zwał… Są to przeważnie młodzi ludzie, którzy w Zbigniewa Bońka wpatrzeni są jak w obrazek, jak w zbawiciela. Nagrodą dla nich jest to, że prezes odpowie im na Twitterze, poklepie po plecach, czy zadzwoni z podziękowaniami. Drobne gesty, a oni są wniebowzięci. I tak oto prezes zjednuje sobie tych młodych dziennikarzy, którzy powoli stają się wiodącymi, ponieważ zmienia się pokolenie i młodsi dochodzą do głosu.

Pan rezygnacji z ubiegania się o EURO 2020 pewnie nie przyklasnął?
Gdybym był prezesem, w 100% bym tego nie zrobił. Niemcy nie zrezygnowali. Anglia dalej bije się o to Euro. Po co w takim razie budowaliśmy te wszystkie nowe stadiony? Żeby stały puste? Żeby rozdawać ludziom bilety, aby je zapełniali? Nawet te cztery spotkania, które przypadłyby ewentualnie Polsce podczas Euro 2020, to by było przynajmniej dowartościowanie Śląska, który nie miał możliwości goszczenia najlepszych drużyn Europy w 2012 roku. A tak przez taką, a nie inną decyzję, prawdopodobnie Stadion Śląski nigdy już się nie odrodzi i będzie to taki „dinozaur”, który będzie straszył swoim szkieletem niedokończonych robót.

Za to Stadion Narodowy w Warszawie będzie gościł już w przyszłym roku najlepsze zespoły w Lidze Europy.
I to jest jakiś absurd! Sukcesem dla Bońka jest to, że za rok organizuje finał Ligi Europy w Polsce. Ja oddałbym pięć finałów Ligi Europy za mecze w Polsce podczas Euro 2020. Euro generuje zupełnie inne przychody, jak i zainteresowanie mediów i kibiców. Czy ostatni finał Ligi Europy w jakimś stopniu elektryzował kibiców w Polsce? Wątpię… Tym bardziej, że grały dwie drużyny z Półwyspu Iberyjskiego i nie zdziwiłbym się, gdyby i w przyszłym roku podczas finału w Warszawie, również z drużynami z tej części Europy mieliśmy do czynienia. Rezygnacja z Euro 2020 jest jedną z największych porażek obecnej ekipy. Dla mnie zupełnie niepojętą.

Ale być może finał Ligi Europy zostanie tak samo ładnie opakowany, jak finał Pucharu Polski. Podobał się panu?
Jako impreza masowa, festyn, czy manifestacja z powodu jakiegoś wielkiego przedsięwzięcia, to jak najbardziej była to udana impreza. Na Stadionie X-lecia dawniej były organizowane dożynki i gromadziły większą, bo blisko 100 tysięczną publikę i też było ciekawie. Jeżeli prezesowi Bońkowi zależało tylko i wyłącznie na tym, aby ta impreza miała tak liczną frekwencję, to jak najbardziej mu się to udało.

Tyle, że kosztem sprzedaży biletów…
Kosztem sprzedaży biletów… Może PZPN powinien pójść dalej i zacząć rozdawać wejściówki na mecze reprezentacji Polski? Nie spodziewam się pełnego stadionu na spotkaniu Polska – Litwa po tym co w ostatnim czasie pokazuje nasza kadra. Jeżeli PZPN ma na to pieniądze, aby, ot tak sobie, rozdać bilety, to jak najbardziej jestem „za”, ale z tego, co się orientuję, to z finansami związku wcale nie jest tak różowo.

Odnośnie kadry. Podoba się panu obecny selekcjoner?
Kiedy na niego patrzę, to bardzo mi się podoba. Fizycznie jest to człowiek wypielęgnowany, zadbany, wymuskany i wychuchany, niesłychanie dbający o swój wygląd zewnętrzny. Czasami potrafi sprzedać „faka” i pozuje na ostrego faceta. Ale pod względem trenerskim, to jest to zupełna porażka PZPN-u. Wizualnie prezentuje się znakomicie, ale na wyniki reprezentacji, to się nijak nie przekłada.

To był „koleżeński” wybór na to stanowisko?
Nie raz się nad tym zastanawiałem. Nawet Wojtek Kowalczyk przyznał kiedyś, że Zbigniew Boniek potrafi od kogoś podkraść jakiś pomysł, a następnie przedstawić jako swój. I niewykluczone, że trener Nawałka jest właśnie takim podkradzionym pomysłem. I ja też mam pewne przypuszczenia na ten temat, a kto wie, czy nie są one słuszne, bo uważam, iż Nawałka to jest taki pomysł na kadrę braci Basałajów, którzy znali Nawałkę z czasów wspólnej pracy w Wiśle Kraków i na tę współpracę na pewno nie narzekali. Mogli zasugerować go Bońkowi, a Boniek nie mając innej opcji postawił na „ciepłego Adasia”, czyli takiego miłego, nieidącego pod prąd człowieka. Znali się dodatkowo przecież ze wspólnej gry w kadrze, a także ze wspólnych szkoleń, chociażby we Włoszech.

Dla pana najlepszym wyborem byłby pewnie selekcjoner z zagranicy?
Gdyby PZPN ściągnął fachowca z zagranicy i to jeszcze „z nazwiskiem”, to nie błyszczałaby już tak mocno gwiazda prezesa Bońka. Cała uwaga skupiłaby się na selekcjonerze, a prezes usunąłby się w cień. Przecież to byłby dla niego dramat. Podobno kasa PZPN-u jest pełna, jak zapewniają ludzie ze związku, więc na pewno znalazłyby się fundusze na zatrudnienie dobrego zagranicznego trenera. Tyle tylko, że jak wspomniałem, prezes Boniek musiałby usunąć się w cień, a dla niego byłby to ogromny cios.

Jest pan na bieżąco z rankingiem FIFA?
Za chwilę zapewne awansujemy o kilka pozycji wyżej, po tym szczęśliwym remisie z młodzieżą niemiecką. Awansujemy z ósmej dziesiątki na miejsce pewnie w szóstej, albo na początku siódmej dziesiątki. Wynik poszedł w świat i FIFA to uwzględni. Szkoda tylko, że poziom piłki nadal jest słaby. A zweryfikuje go zapewne towarzyski mecz z Litwinami.

„Ludzie z buszu” już dawno w tym rankingu znaleźli się przed nami.
Polska boi się grać z silnymi rywalami, a nawet już z tymi z okolic pięćdziesiątego miejsca w rankingu FIFA. Kiedy Henryk Kasperczak obejmował kadrę Mali, to była opcja, aby zagrać z nimi mecz towarzyski. Mieliśmy zagrać z nimi zamiast ze Szkocją. Ktoś w PZPN-ie się jednak wystraszył. Podobnie było z meczami z reprezentacjami Korei Południowej i Ghany, do których również nie doszło. Ciekawy jestem, czy dziś, gdybyśmy zagrali z reprezentacją Zjednoczonych Emiratów Arabskich, to z boiska schodzilibyśmy jako zwycięzcy… Świat nam ucieka, a prezes Boniek powtarza, że nie odpowiada za wyniki reprezentacji. Trochę to dziwne. Wcześniej właśnie na podstawie wyników reprezentacji rozliczano PZPN. A teraz? Za co mają być rozliczani? Cały czas mówi się o szkołach trenerów, itp. A w ostatnim czasie polska myśl szkoleniowa została brutalnie sprowadzona na ziemię, kiedy na meczu Cracovia – Piast na ławce zespołu z Gliwic zasiadł gość z Malediwów i pokazał jak grać w piłkę.

Wspomniał pan o Piaście Gliwice, o którym w ostatnim czasie było głośno przy okazji pojawienia się w tym klubie Zdzisława Kręciny.
Przyczepiono mu łatkę największego zła w polskiej piłce, a w zasadzie przyczepili mu ją ludzie z obecnych władz PZPN. No bo jak Kręcina, to znaczy, że musi coś kręcić. No i jak na razie „wykręcił” trenera z Malediwów, który zagrał na nosie polskim szkoleniowcom. Szczerze powiedziawszy, uważam, że PZPN nie może pozwolić sobie na stratę takich ludzi jak Kręcina, którzy w świecie futbolu mają większe kontakty, niż chociażby uważany za wzór dyplomacji Michał Listkiewicz.

Ale w ostatnich latach, to nie Kręcina rozdawał karty, a nie kto inny jak Kazimierz Greń.
Można tak powiedzieć. Od trzech kadencji rozdaje te karty, bo przy drugiej kadencji Michała Listkiewicza, również maczał palce i zadbał o głosy terenu. To zadziwiające, że człowiek, który reprezentuje region, który nie ma nawet drużyny pierwszoligowej, jest tak bezwzględnym działaczem i sadza ludzi na stołkach prezesowskich. To jest coś niesamowitego! Trzeba mu oddać to, że ma jakąś moc sprawczą i potrafi tak rozmawiać z ludźmi z terenu, że przed każdymi wyborami wskazuje im osobę na stanowisko prezesa PZPN-u.

Można go nazwać „cichą władzą” w PZPN-ie?
Może nie pociąga za sznurki, bo lekkie tarcia między nim a innymi osobami zasiadającymi w PZPN-ie są. Pewnie gdyby pociągał, to nie „utrąciliby” jego syna – pierwszoligowego sędziego, a jednak to miało miejsce. Teraz pewnie nie ma zbyt dużo do gadania w związku, ale przy wyborach zapewne znowu będzie o nim głośno.

Która kadencja PZPN-u jest dla pana tą, do której najmilej wraca się panu wspomnieniami?
Ekipa Listkiewicza była dobrą ekipą, mimo iż ją również krytykowano. Krytykuje się po to, żeby było lepiej. Biuletyny są po to, aby chwalić, a prasa jest po to, aby wytykać błędy, jak sama nazwa wskazuje – prasować władzę, by ta za bardzo się nie rozrastała. Za czasów Listkiewicza było naprawdę nieźle. Graliśmy na wielkich piłkarskich imprezach i dostaliśmy EURO 2012. Michał Listkiewicz również miał sporo wad. Prezesował przecież w czasach chociażby tej wielkiej afery korupcyjnej. Ale ta kadencja była naprawdę udana, jeśli chodzi o wyniki reprezentacji, z których PZPN, wbrew stanowisku prezesa Bońka, zawsze będzie rozliczany.

Co musiałoby się stać, aby zmienił pan zdanie na temat obecnych władz polskiej piłki?
Jeżeli kadra będzie osiągała dobre wyniki i nie będzie w niej występowała tzw. „sztuczna promocja”, czyli wciskanie na siłę zawodników typu Thiago Cionek, którym należy nabić kilka występów w reprezentacji, aby później przy transferze ich wartość rynkowa była większa, niż obecnie, jeżeli nie będzie mydlenia ludziom oczu, że jest wspaniale, a tak naprawdę jest fatalnie, to jak najbardziej będę w stanie polubić ten PZPN. Tyle tylko, że uważam, iż przy Bońku jest to niemożliwe. Ja go znam 25 lat i wiem, że jeżeli ktoś ma inne zdanie niż on, to od razu zaczyna mu nie pasować. Co stało się z dziennikarzami „Przeglądu Sportowego” – Markiem Wawrzynowskim i Piotrkiem Żelaznym? Podziękowano im za współpracę, ponieważ raczyli napisać kilka niepochlebnych opinii na temat obecnego PZPN-u. A co Zbigniew Boniek robi na Twitterze? Widać tam jego buńczuczność wypowiedzi i przyklaskiwanie swoim decyzjom. Jeżeli pojawi się jakaś krytyka, to jest to ignorowane, albo pozostawione z odpowiedzią typu – „dobranoc”, albo „nie gadam z panem”. Taki to człowiek…

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • RSS
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *