Jeżeli jesteś w czymś dobry, to po prostu się tym chwal!

Są określenia, które według mnie nie do końca są rozumiane przez ludzi, którzy ich używają… Wśród nich jest chociażby słowo „skromność”, czy „pokora”. Mam nieodparte wrażenie, że wiele osób nie do końca wie, jakie dokładnie mają zastosowanie i co określają te zwroty.

Wychodzę z prostego założenia – jeśli jesteś w czymś dobry, włożyłeś mnóstwo wysiłku i pracy w to, aby znaleźć się w takim i takim miejscu, czy też osiągnąć mistrzowski poziom w danej dziedzinie, to masz absolutne prawo do tego, aby się tym chwalić i co najważniejsze być inspiracją dla innych osób!

Śmieszą mnie m.in. komentarze pod postami osób prezentujących swoje wysportowane ciało w stylu: „potrafisz zaimponować tylko gołą dupą”, „trochę gołego brzucha na wierzchu i nic więcej”, „tylko klatą możesz się pochwalić, a co w głowie”, itp.

Moi drodzy… Czy się to komuś podoba, czy nie, ci ludzie włożyli mnóstwo pracy w to, aby móc osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Spędzili mnóstwo czasu na ćwiczeniach, na diecie, na różnych wyrzeczeniach… Kiedy oni każdego dnia pracowali nad swoim ciałem, ktoś inny zajadał się smakołykami z lodówki przed telewizorem, nic od siebie nie dając, kompletnie się nie poświęcając.

Czy ten ktoś, kto ciężko pracował (często miesiącami lub latami) nad swoją sylwetką, nie może się nią pochwalić? Oczywiście, że może, a wręcz powinien, bo może w ten sposób zmobilizuje inną osobę do tego, aby również o siebie zadbała, a na swoim przykładzie pokazuje, że jest to możliwe.

Jeżeli ktoś świetnie śpiewa, dlaczego ma nie pokazywać szerszej publiczności swojego talentu? Jeżeli ktoś pięknie rysuje, również powinien chwalić się swoimi pracami. Nie ma w tym nic złego! Nie ma to kompletnie żadnego związku z brakiem pokory, czy z brakiem skromności.

Brak pokory polega na tym, że wywyższamy się względem innych osób. Że pomimo tego, iż wiele osób jest od nas lepszych w danej dziedzinie, to i tak siebie ukazujemy jako tego najlepszego i nieomylnego. To jest brak pokory. Jeżeli natomiast chwalimy się swoimi umiejętnościami, o żadnym braku pokory nie ma mowy.

Znacie z Biblii przypowieść o talentach? „Podszedł do pana ten, który otrzymał jeden talent. „Panie,” — powiedział on — „wiedziałem żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność”. Odpowiedź pana była szybka i surowa: „Sługo zły i gnuśny! Widziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność.”.

Nawet w Piśmie Świętym jest napisane, abyśmy się rozwijali, abyśmy w dziedzinie, w której czujemy się najlepiej, cały czas podnosili swój poziom.

Kiedy słyszę słowa – „Po co się z tym obnosi? Lepiej, aby robił to dla siebie i swojej satysfakcji”, to chce mi się śmiać. Nie ma czegoś takiego jak „własna satysfakcja”. Rzeczywistą satysfakcję możemy osiągnąć tylko wtedy, kiedy o naszym osiągnięciu ktoś usłyszy, dla kogo staniemy się inspiracją, kiedy ktoś doceni nas za trud, który włożyliśmy w osiągnięcie sukcesu. Tak, wówczas będziemy czuć satysfakcję.

W innym wypadku? Jak rozumieć „własną satysfakcję”? Nauczysz się języka japońskiego, ale nigdy go nie użyjesz? Nauczysz się robić salto w powietrzu, ale nigdy go nie zaprezentujesz? Nauczysz się szyć na drutach, ale nigdy nie uszyjesz żadnego szalika? Po co więc była ci ta nauka i poświęcenie czasu, aby to osiągnąć? „Własna satysfakcja” to bzdura, bo nic ona ci nie daje. Ewentualnie może dać ci smutek i rozczarowanie…

Chwalcie się swoimi umiejętnościami. Bądźcie dla ludzi inspiracją. Zrobicie o wiele więcej dobrego, jeżeli pokażecie siebie i swoje umiejętności światu, niż w sytuacji, kiedy zostawicie je dla siebie. Brakiem pokory się nie martwcie. Niech martwią się nią ci, którzy nie mają sobą nic do zaoferowania…

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.