Wrzesień to miesiąc, który wszystkim z nas kojarzy się z rozpoczęciem roku szkolnego. Niezliczona ilość uczniów z plecakami na barkach wyrusza właśnie do swoich szkół. Cel zazwyczaj jest ten sam – ukończenie roku z jak najlepszymi ocenami na świadectwie. Niejednokrotnie w takich sytuacjach do akcji wkraczają korepetytorzy, którzy dzięki prowadzonym przez siebie indywidualnym zajęciom, mają pomóc dziecku w uzyskiwaniu świetnych wyników.

By CountryCousins1951 via Wikimedia Commons

Dla mniej zdolnych i geniuszy

Rynek korepetycji w naszym kraju jest wart ponad 4 mld zł. Z najnowszych danych wynika, że z korepetycji korzysta już co drugi polski uczeń. Analizy serwisu e-korepetycje.net jasno pokazują, że najczęściej uczniowie wyszukują ogłoszeń związanych z dodatkowymi lekcjami z języka angielskiego, matematyki, niemieckiego i chemii. Dodatkowe zajęcia pobierają nie tylko ci uczniowie, którzy mają problemy z nauką. Coraz liczniejszą grupę stanowią osoby, które chcą posiąść wiedzę ponadprzeciętną, a której nie mają możliwości otrzymać w szkole. Warto zaznaczyć, że tylko we wrześniu i październiku liczba wyszukiwanych ofert z indywidualną nauką sięga ponad 20 proc. ze wszystkich wyszukiwań w ciągu roku, co oznacza, że jeżeli poszukujemy pomocy przy nauce dla naszego dziecka, decydujemy się na ten krok przeważnie tuż po rozpoczęciu roku szkolnego.

W Internecie, aż roi się od ogłoszeń, w których korepetytorzy chwalą się swoimi kompetencjami i nakłaniają do skorzystania z ich oferty. Jedną z takich osób jest pani Anna, była nauczycielka języka angielskiego w kilku tarnowskich szkołach, która od pięciu lat przebywa na emeryturze. Jak sama twierdzi, udzielanie korepetycji traktuje nie tylko, jako dodatkową formę zarobku, ale również możliwość spędzenia czasu z młodymi osobami, do których przywykła przez wiele lat pracy. – Początkowo nie mogłam już patrzeć na szkołę i uczniów. Z czasem jednak zaczęłam za tym wszystkim tęsknić. Postanowiłam więc, że będę uczyć dzieci indywidualnie w swoim domu. Korepetycje przeważnie kojarzą się nam z uczniami, którzy mają problemy w szkole i nie potrafią odpowiednio opanować materiału. Nie jest to jednak prawda, ponieważ większość moich uczniów, to osoby, które bardzo dobrze się uczą, a poprzez dodatkowe zajęcia z angielskiego, chcą podszkolić swój język, aby w przyszłości otrzymać dobrze płatną pracę. Dobra znajomość angielskiego na pewno będzie jednym z tych elementów, który im w tym pomoże – mówi pani Ania, która dodaje, że cenę za godzinną naukę ustaliła na poziomie 20 zł. – Jest to bardzo atrakcyjna oferta. Znam osoby, które potrafią podczas 45- minutowych zajęć zażyczyć sobie nawet 40 zł. Ja mam do tego nieco inne podejście i traktuję to bardziej, jako hobby, niż formę zarobku. Zresztą, akurat nasze społeczeństwo nie należy do najbogatszych, więc podniesienie ceny mogłoby skutkować odejściem sporej liczby klientów. A na tych nie mogę narzekać. W ciągu roku szkolnego potrafię mieć nawet 10 stałych uczniów. Jak łatwo policzyć, w ciągu tygodnia jestem w stanie zarobić 200 zł. Na emeryturze w zupełności mi to wystarczy.

Moda na „korki”

Ceny za godzinne zajęcia rzeczywiście są zróżnicowane. Wpływ na nie ma kilka czynników, jak chociażby przedmiot, z którego chcemy się dokształcić, miejsce zamieszkania, status korepetytora (student, aktywny nauczyciel, emeryt) oraz jego doświadczenie. Przyglądając się bliżej ofertom zamieszczanych w Internecie, można zauważyć, że na tarnowskim rynku, ceny nie są wygórowane. Studenci, którzy dokształcają uczniów podstawówek i szkół średnich swoje umiejętności i czas wyceniają przeważnie na 20-30 zł, natomiast nauczyciele i wykładowcy często oczekują co najmniej 35-50 zł za godzinną lekcję. Szkoły również organizują we własnym zakresie korepetycje dla uczniów, które przeważnie są darmowe. Niestety nie cieszą się one zbyt dużą popularnością, m.in. dlatego, że w opinii wielu rodziców nauczanie w grupie, nigdy nie przyniesie, takich rezultatów, jak nauczanie indywidualne. Dlatego wielu z nas woli wyłożyć z kieszeni dodatkowe pieniądze, mając jednak pewność, że podczas zajęć korepetytor 100 proc. swojego czasu poświęca tylko naszemu dziecku.

Marek, absolwent kierunku Matematyka na wydziale Fizyki, Matematyki i Informatyki Politechniki Krakowskiej, który korepetycji udziela już od trzech lat, nie ukrywa, że ostatni czas, to prawdziwe szaleństwo związane z dodatkowymi zajęciami. – Uważam, że klientów mogłoby być mniej nawet o połowę, tyle tylko, że na korepetycje zapanowała prawdziwa… moda, a my skrzętnie to wykorzystujemy – mówi korepetytor, dla którego do tej pory najczęstszymi klientami byli gimnazjaliści, których przygotowywał do egzaminu gimnazjalnego. Teraz, po zniesieniu gimnazjów, liczy na to, że z jego usług zacznie korzystać większa liczba osób uczęszczających do szkół średnich. – Matematyka, to przedmiot obowiązkowy na maturze. Dla wielu osób wręcz niewyobrażalny do zaliczenia. Wśród osób, które pojawiają się u mnie na „korkach”, znajdziemy wiele takich, dla których matematyka jest problemem. Bądźmy jednak szczerzy… Sporo jest i takich, które spokojnie poradziłyby sobie bez korepetycji, a uczęszczają na nie jedynie dlatego, że ich znajomi również biorą udział w dodatkowych zajęciach. Wydają niemałe pieniądze na lekcje, które i tak niewiele im pomagają. Dla nich liczy się tylko to, że w takich zajęciach uczestniczą mogąc pochwalić się tym swoim rówieśnikom.

Pomagają, czy nie?

Okazuje się, że również tarnowscy nauczyciele mają różne spojrzenie na korzystanie przez uczniów z prywatnych lekcji. Magdalena Siedlik, dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika w Tarnowie twierdzi nawet, że dodatkowe lekcje nie mają żadnego przełożenia na osiągane przez uczniów wyniki. – Nasi nauczyciele również sami starają się zostawać po lekcjach i pracować z uczniami na dodatkowych zajęciach i to nie tylko z maturzystami, ale również z mniej zdolnymi osobami. W moim odczuciu uczeń, który aktywnie bierze udział w lekcjach, nie wagaruje i systematycznie się uczy nie potrzebuje żadnych korepetycji. Spotykałam się już z rodzicami uczniów, którzy twierdzili, że dodatkowe zajęcia są gwarancją sukcesu w przyszłości. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Jeżeli uczeń przykłada się do nauki i uczęszcza na lekcje, spokojnie poradzi sobie w szkole. Oczywiście spotykałam się już z sytuacjami, że uczniowie uczęszczali na dodatkowe zajęcia, jednak w ostateczności okazywało się, że nie miały one żadnego przełożenia na lepsze wyniki w nauce, a były jedynie stratą czasu i pieniędzy.

Nieco inne zdanie na ten temat ma Barbara Kuklewicz, która dotąd pełniła rolę dyrektorki Gimnazjum nr 4 w Tarnowie, a od tego roku szkolnego jest wicedyrektorką w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Tarnowie. – Na przykładzie gimnazjum, w którym jeszcze w ubiegłym roku szkolnym byłam dyrektorką, korepetycje nie były zbyt popularne wśród uczniów. Niewielu z nich korzystało z tego typu zajęć. Uważam jednak, że dodatkowe lekcje mogą pozytywnie wpłynąć na wiedzę dziecka. Moja córka, będąc w szkole średniej, uczęszczała zarówno na dodatkowe lekcje do szkoły, jak i prywatnie. Chciała, w jak najlepszy sposób przygotować się do matury, która miała być przepustką do wymarzonych studiów. Zdecydowanie milej wspomina czas spędzony na zajęciach indywidualnych, podczas których korepetytor rozwiązywał z nią testy maturalne. Efekty jej pracy widać było gołym okiem, więc nie wydaje mi się, aby płatne korepetycje były wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jeżeli wybierzemy sprawdzonego i doświadczonego korepetytora, na pewno się nie zawiedziemy.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *