Krzysztof Pilarz: Chciałbym osiągnąć sukces z Termaliką

– Musimy stawiać sobie coraz to wyższe cele. Niektórzy mówią, że gdybyśmy w tym roku spadli z Ekstraklasy, to nic by się nie stało. Byliśmy przecież beniaminkiem i spadek z Ekstraklasy był wliczony w ryzyko. W ogóle się z tym nie zgadzam – mówi Krzysztof Pilarz, bramkarz Termaliki Bruk-Bet Niecieczy.

Autor zdjęcia Grzegorz Golec- Krzysztof Pilarz2

Krzysztof Pilarz (fot. Grzegorz Golec)

Za panem jeden z najtrudniejszych sezonów w piłkarskiej karierze?
Na pewno. Do samego końca z kolegami z Termaliki walczyliśmy o ekstraklasowy byt. Nie było łatwo, ale się udało, z czego niezmiernie się cieszę, bo Nieciecza zasługuje na to, aby grać na najwyższym szczeblu piłkarskim w Polsce.

Do zespołu dołączył pan tuż przed rundą wiosenną. Wcześniej występował pan w drużynach z większych miast. Nie było obaw związanych z występami w klubie, który leży na wsi?
Absolutnie żadnych. Wiedziałem, że klub z Niecieczy zarządzany jest w bardzo profesjonalny sposób. Kiedy pojawiałem się w zespole, mieliśmy jeszcze spore szanse, aby zakończyć rozgrywki w górnej ósemce ligowej tabeli. Termalica prezentowała bardzo ofensywny styl gry, który bardo mi odpowiadał. Zanim podpisałem kontrakt z podtarnowskim klubem, byłem zawodnikiem Cracovii. Dzisiaj śmieję się, że w jednym sezonie udało mi się osiągnąć dwa sukcesy z dwoma różnymi klubami. Z Termaliką utrzymaliśmy się w lidze, natomiast Cracovia zajęła ostatecznie czwarte miejsce, co zagwarantowało jej grę w europejskich pucharach. Dokonała tego po raz pierwszy w swojej historii. To naprawdę wielkie osiągniecie.

Nie żałuje pan zmiany barw? Pozostając w Cracovii zapewne teraz przygotowywałby się pan do występów w eliminacjach Ligi Europy.
Nie żałuję przenosin do Niecieczy. Tutaj miałem większe szanse na regularne występy. W Cracovii byłbym zapewne tylko rezerwowym. Poza tym czego miałbym żałować? Termalica jest doskonałym miejscem do kontynuowania piłkarskiej kariery. Kiedy po raz pierwszy pojawiłem się w Niecieczy byłem zszokowany, jak piękny obiekt udało się tutaj wybudować. Również baza treningowa prezentuje najwyższy poziom. Być może nie mamy tylu kibiców, jak Legia, czy Lech, ale trybuny w Niecieczy praktycznie zawsze zapełniają się do ostatniego miejsca. Widać, że lokalna społeczność naprawdę kocha ten klub.

Na co dzień mieszka pan w Tarnowie. Jest pan rozpoznawalny na ulicy?
Mieszkam z kilkoma innymi zawodnikami na jednym z tarnowskich osiedli. Wszyscy dookoła się tam znamy. Jeżeli jednak wychodzę na miasto, to nie ukrywam, że pozuję do mniejszej ilości zdjęć, czy też rozdaję mniej autografów, niż miało to miejsce w poprzednich klubach, w których występowałem, jak chociażby w Cracovii, Koronie Kielce, czy Ruchu Chorzów. Jeżeli jednak spotka mnie na ulicy ktoś, kto interesuje się piłką, to najczęściej gratuluje udanego występu i życzy powodzenia w kolejnych spotkaniach. Są to naprawdę miłe momenty…

Pytam o rozpoznawalność, ponieważ w drużynie z Niecieczy jest pan jednym z najbardziej doświadczonych zawodników.
To prawda. Na boiskach piłkarskiej Ekstraklasy rozegrałem ponad 200 spotkań. Na pewno nie było jednak tak, że gdy wszedłem do szatni Termaliki, wszyscy zaczęli zwracać się do mnie „panie Krzysztofie”. Niewątpliwie doświadczenie mam ogromne, ale w szatni spotkałem też wielu starych znajomych, z którymi albo razem występowaliśmy wcześniej w jednym klubie, albo rywalizowaliśmy na boiskach Ekstraklasy. Zresztą w naszej szatni panuje bardzo pozytywny klimat. Koledzy z zespołu przyjęli mnie bardzo dobrze. Moja aklimatyzacja przebiegła bezproblemowo.

Wpływ na to miała zapewne również świetna organizacja, o której wcześniej zdążył pan już powiedzieć.
Oczywiście, że tak. Termalikę można pod tym względem spokojnie porównać do Cracovii. Oba zespoły są zarządzane bardzo profesjonalnie, a zawodnikom niczego nie brakuje. A przecież część swojej kariery spędziłem także chociażby w Ruchu Chorzów, czyli klubie który aż 14 razy sięgał po mistrzostwo Polski. Tam pomimo świetnej atmosfery w szatni, od wielu lat mają problemy finansowe, więc pod tym względem Termalica może świecić dla nich przykładem.

W którym momencie uwierzyliście, że uda wam się utrzymać w lidze?

Było kilka takich momentów. Był czas, kiedy nie przegraliśmy kilku spotkań z rzędu. Wtedy też pokonaliśmy u siebie aktualnych mistrzów Polski, drużynę Legii Warszawa. Wygrać z nimi 3:0, to naprawdę był wyczyn! Po tym spotkaniu naszej radości nie było końca. W szatni puszczaliśmy muzykę i głośno śpiewaliśmy. A przecież warto dodać, że nie przegraliśmy również w pierwszym meczu w Warszawie. Chociażby te dwa wyniki świadczą o tym, że utrzymanie po prostu nam się należało.

A bramka dająca remis z Wisłą w Krakowie, której autorem był… pana konkurent na pozycji bramkarza, Sebastian Nowak?
Rzadko się zdarza, aby bramkarz zdobył gola. Sebastianowi udało się to już w doliczonym czasie gry. Soczystym strzałem głową umieścił piłkę w bramce Wisły, co dało nam upragniony 1 pkt. Bez wątpienia to również był moment, po którym poczuliśmy wiatr w żagle. Gratulowałem mu zdobycia tego gola, jak chyba każdy w naszym zespole. Czy sam chciałbym kiedyś dokonać czegoś podobnego? Mimo wszystko wychodzę z założenia, że jesteśmy od bronienia, a nie strzelania goli (śmiech).

Cały czas mówi pan o drużynie. W Termalice, to właśnie kolektyw jest waszą główną siłą?
Podczas treningów rywalizujemy ze sobą na pełnych obrotach. Każdy chce dać z siebie 100 proc. Jednak opuszczając stadion jesteśmy przyjaciółmi i trzymamy się razem. Termalica doczekała się nawet reprezentanta. Co prawda nie został nim żaden z Polaków a Artem Putnicew, który został powołany do reprezentacji Ukrainy. To pokazuje, że mamy w naszym zespole kilku naprawdę dobrych zawodników. Mimo wszystko w Niecieczy nie ma indywidualności. Razem możemy osiągnąć więcej. Kiedy pojawiłem się w drużynie wiedziałem, że Wojtek Kędziora wprowadzał debiutantów w świat ekstraklasowego futbolu. Z racji swojego niemałego dorobku na polskich boiskach pouczał ich, jak radzić sobie w konkretnych sytuacjach. Również sam starałem się dzielić z innymi chłopakami swoim doświadczeniem. To było jednym z kluczy do końcowego sukcesu.

W przyszłym sezonie poprzeczka pójdzie jeszcze bardziej w górę. Utrzymanie nie będzie już sukcesem.
Musimy stawiać sobie coraz to wyższe cele. Niektórzy mówią, że gdybyśmy w tym roku spadli z Ekstraklasy, to nic by się nie stało. Byliśmy przecież beniaminkiem i spadek z Ekstraklasy był wliczony w ryzyko. W ogóle się z tym nie zgadzam. Spójrzmy chociażby na Zagłębie Lubin, które tak, jak my awansowało przed tym sezonem do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, a ostatecznie zakończyło rozgrywki na trzeciej lokacie. Dlaczego to my nie mogliśmy być na ich miejscu? Uważam, że spokojnie możemy osiągać wyniki na poziomie wspomnianych wcześniej Cracovii, czy Ruchu Chorzów. Pierwsza ósemka, to plan minimum na kolejny sezon.

Z Krzysztofem Pilarzem w bramce? Pozostaje pan na kolejne lata w Niecieczy?
Mam już 35 lat, ale nie zamierzam kończyć jeszcze kariery. Na pewno chcę kilka kolejnych sezonów spędzić w Termalice i coś osiągnąć z tym klubem. Po ciężkim sezonie nadszedł czas na krótki odpoczynek. Wraz z rodziną wybieram się w rodzinne strony do Nowego Dworu Gdańskiego. Pobyt nad polskim morzem na pewno dobrze mi zrobi. A później wracamy do treningów i walki o o jak najwyższe miejsce w lidze.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • RSS
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop