Ks. Jacek Gniadek w Afryce, czyli jak nauczać o Bogu i… biznesie

Kiedy przed ponad 30 laty złożył pierwsze śluby zakonne, za główny cel w swojej posłudze kapłańskiej wybrał sobie nauczanie mieszkańców Czarnego Lądu o Bogu, wierze i… potędze pieniądza. Tarnowianin ks. Jacek Gniadek, który od 15 lat przebywa w Afryce nie ukrywa, że jest swego rodzaju fenomenem wśród tradycyjnych misjonarzy, a jego niekonwencjonalne nauki sprawiają, że Afrykanie w końcu zaczęli… pracować.

SONY DSC

Ks. Jacek Gniadek podczas spotkania z wiernymi z Afryki.

Ks. Jacek Gniadek urodził się w Tarnowie. Tutaj też uczęszczał do szkoły i dorastał. Nie wyklucza, że to właśnie miejsce, w którym się wychował miało decydujący wpływ na dalsze losy jego życia. – Diecezja tarnowska jest bardzo katolicka, więc być może misjonarzem stałem się również z tego względu. Nie ukrywam jednak, że od początku kręciło mnie podróżowanie. Nie chciałem siedzieć w szkole i nauczać podczas zajęć lekcyjnych o Bogu. Chciałem robić to na innym kontynencie, dlatego też wstąpiłem do Zgromadzenia Słowa Bożego, które realizuje nakaz misyjny Chrystusa – „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” – mówi.

Już w 1988 roku wyjechał na praktykę pastoralną do Zairu, by 10 lat później rozpocząć pracę misyjną w Botswanie. Oprócz poświęcenia swojego życia Bogu, w wolnych chwilach oddawał się swojej największej pasji – ekonomii. – Poszukuję ekonomicznych wątków w Biblii. Zagłębiam się w austriacką szkołę ekonomii. Jestem zwolennikiem wolnego rynku. Uważam, że istnieje bardzo silny związek między chrześcijaństwem a zasadami wolnego rynku, opartego na subiektywistycznej teorii wartości. Napisałem na ten temat książkę „Ekonomia Boża i ludzka – Kazania wolnorynkowe”. Kazania wolnorynkowe są skierowane do każdego, kto wie, że on sam jest „podstawowym kapitałem”, który musi dobrze zainwestować, by osiągnąć swój cel, a jest nim życie wieczne. Kiedy wyjechałem po raz pierwszy do Afryki nie myślałem o wojnie, chorobach, czy biedzie tam panującej. Chciałem głosić Słowo Boże. Na miejscu okazało się, że mogę połączyć je również z nauką o przedsiębiorczości. Chciałem, aby mieszkańcy Czarnego Lądu przestali spoglądać na dotacje i dofinansowania z innych krajów, a w końcu sami wzięli sprawy w swoje ręce. Z perspektywy czasu uważam, że w pewnym stopniu mi się to udało.

Tarnowianin w przeciwieństwie do wielu swoich znajomych księży mówi wprost, że o zysk zawsze należy się modlić i nie ma w tym nic złego. Uważa, że nikt z nas nie zna swojej przyszłości, więc przy inwestowaniu należy podejmować ryzyko. Za zarobione w ten sposób pieniądze człowiek może realizować swoje marzenia i cele. – Oprócz Botswany, czy Zairu pracowałem również w Liberii, a ostatnio w Zambii. Ostatni z wymienionych krajów przerażał mnie swoim ubóstwem, które tam zastałem. Byłem proboszczem przez 6 lat w Lindzie, jednej z najuboższych dzielnic Lusaki, stolicy Zambii. Doszedłem do wniosku, że zorganizuję dla nich „business club”. Zapraszałem na spotkania przedsiębiorców, którzy posiadali swoje firmy na terenie Zambii i opowiadali moim parafianom o tym, że tylko dzięki ciężkiej pracy można osiągnąć sukces i cieszyć się z naprawdę dobrych pieniędzy. Jedna z kobiet przez wiele lat handlowała kosmetykami, aż w końcu została deweloperem mającym wiele domów gotowych do wynajmu lokalnej społeczności. Oprócz niej swoje historie opowiadali właściciele farm, rzeźni, zakładów krawieckich, czy prywatnych szkół. Wierzę, że udało mi się przekonać niektórych, że również w Afryce można przeżyć swój „american dream”. Wystarczą do tego chęci, pracowitość, wytrwałość i trochę szczęścia. Na początku spotykaliśmy się pod przysłowiowym „drzewem”. Teraz mamy swój budynek, a to wszystko dzięki pomysłowości i ciężkiej pracy.

Parafianie uwierzyli tarnowskiemu księdzu i zaczęli powoli brać sprawy w swoje ręce. 90 proc. mieszkańców Lindy nie ma wody bieżącej w domu. Ks. Gniadek wybudował na terenie parafii studnię głębinową z pompą, dzięki której parafia dostarczała odpłatnie wodę do licznych odbiorców mieszkających w pobliżu kościoła. Tak zaczął się jeden z pierwszych biznesów. Następnie tarnowianin wpadł na pomysł, aby wybudować prywatne przedszkole dla przyszłych przedsiębiorców. Sponsorami inwestycji okazali się przedsiębiorcy z Polski i Niemiec – Zrealizowaliśmy ten projekt w 2014 roku. Pomagali w tym polscy młodzi przedsiębiorcy, którzy przyjeżdżali do Lindy, jako wolontariusze. Dlaczego nie chciałem rządowych pieniędzy na ten cel? Bo pochodzą one z podatków płaconych przez ludzi pod przymusem. A przecież nie wiem, czy ci ludzie chcieliby, żeby z ich pieniędzy stawiać szkołę? Przedszkole dla przyszłych przedsiębiorców jest przedszkolem katolickim. Odbywają się tam lekcje religii, ale w planie są również zajęcia z teologii tworzenia w formie zabawy dla dzieci. Zadaniem przedszkola jest przygotowanie zambijskich dzieci do przedsiębiorczości. Zdecydowaliśmy się na jego budowę pod warunkiem, że samo będzie potrafiło na siebie zarobić. Po co budować coś, kiedy później trzeba do tego dokładać? Tak rozumiany biznes jest dla tutejszych mieszkańców prawdziwym doświadczeniem i nauką na przyszłość. Doszliśmy do wniosku, że środki na jego utrzymanie będą pochodzić z czesnego i małych projektów, np. wynajmowanie dużej jadalni na przyjęcia weselne. Jak na razie wszystko idzie po naszej myśli. Wkrótce ruszy budowa prywatnej szkoły podstawowej w Lindzie. Tamtejsi mieszkańcy w końcu zdali sobie sprawę, że aby mieć pieniądze, trzeba dać coś od siebie, a nie liczyć na zagraniczną pomoc. Potrzebującemu lepiej dać wędkę aniżeli rybę. Obecnie gospodarka afrykańska coraz szybciej rozwija się i coraz więcej przedsiębiorców zaczyna to dostrzegać.

Z racji zbliżających się wakacji ks. Jacek Gniadek proponuje, aby część tarnowian zdecydowała się wyjechać na odpoczynek właśnie do Afryki. Uważa, że ci, którzy udadzą się w te rejony świata, na pewno nie będą zawiedzeni. – Mimo, iż spędziłem tutaj 15 lat, nigdy nie zachorowałem na malarię. Kiedy wiele lat temu przyjechałem tutaj pierwszy raz, nie było telefonów, prądu i internetu. Teraz jest inaczej. Wystarczy dobra znajomość języka angielskiego, którym posługuje się tam praktycznie każdy. O bezpieczeństwo proszę się nie bać. Zambia, czy Zimbabwe, to naprawdę bezpieczne kraje, a zobaczyć wodospady Wiktorii na rzece Zambezi, na granicy Zimbabwe i Zambii, czy Kalahari w Botswanie, to niezapomniane przeżycie. Na jedzenie, które w mojej opinii jest naprawdę wyśmienite, pogodę, czy temperaturę nikt nie będzie narzekał. Krótka koszulka, spodenki, klapki i w drogę. Afryka zmieniła się i nadal zmienia się nie do poznania. A ekonomia i gospodarność tamtejszych mieszkańców odgrywa w tym wszystkim niebagatelną rolę…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *