Magdalena Trusz i jej podróże

Magdalena Trusz, która na co dzień jest wychowawczynią w świetlicy w Szkole Podstawowej nr 3 w Tarnowie, od kilku lat każdą dłuższą przerwę w pracy wykorzystuje na podróżowanie po świecie. Do tej pory zwiedziła już kilkanaście krajów, wśród których znajdują się: Maroko, Etiopia, Tajlandia, czy Kenia. Jej największym marzeniem jest podróż do Papui Nowej Gwinei, jednak jak sama zaznacza, przede wszystkim udaje się tam, gdzie poniesie ją wyobraźnia.

Miłośniczka podróży z Tarnowa wszystkie swoje eskapady opisuje na forum portalu podróżniczego fly4free. Jej relacje są pełne anegdot i kolorowych zdjęć. Jedna z nich, która dotyczyła wyjazdu do Kambodży, została nagrodzona tytułem najlepszej relacji podróżniczej roku. Fot. Marcin Sobczyk

Bilet za grosze

Magdalena Trusz podróżami zafascynowała się w 2013 roku. To wówczas w internecie znalazła bilet lotniczy do Oslo za kwotę… 6,40 zł. Początkowo uważała tak niską cenę za żart, więc jadąc na lotnisko w Katowicach wraz ze swoim przyjacielem Marcinem Sobczykiem, z którym najczęściej udaje się w dalekie podróże, była niemal pewna, że zaraz wróci do Tarnowa zawstydzona, że tak łatwo dała się nabrać. – Na lotnisku okazało się, że bilety są jak najbardziej oryginalne i lot do Oslo i z powrotem rzeczywiście będzie kosztował mnie 6,40 zł. Nie wierzyłam własnym oczom. Za takie pieniądze kupuję przecież bilet autobusowy do Mościc i z powrotem do domu. Wizyta w Oslo była dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Dopiero wówczas uświadomiłam sobie, że podróże, które wydawały mi się do tej pory nieosiągalne dla przeciętnego człowieka, czyli takiego, który nie ma worka pełnego pieniędzy, stały się rzeczywistością. Zaraz po powrocie do Polski zaczęłam przeglądać strony internetowe w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert lotniczych. Szybko natrafiłam na prawdziwe perełki – śmieje się pani Magda, która dodaje, że kolejnymi krajami, które zdecydowała się zobaczyć była Gruzja i Tajlandia. – Zderzyłam się z zupełnie inną kulturą. Zaskoczyła mnie m.in. gigantyczna liczba handlarzy. Pamiętam, że kiedy wychodziłam z lotniska w Gruzji, niemal natychmiast dopadło mnie czterech taksówkarzy, którzy za wszelką cenę chcieli, abym skorzystała z ich samochodu. Wówczas było to dla mnie szokiem, ale dziś po odbyciu wielu podróży w najróżniejsze rejony świata, to nic nadzwyczajnego. Każdy kraj ma swoją unikalną kulturę, a naszym zadaniem, będąc gośćmi, jest jej uszanowanie i dostosowanie się.

Tarnowianka na zagraniczne wojaże zawsze udaje się na własną rękę. Nigdy nie korzysta z biur podróży. Powodów jest kilka. Najważniejsze z nich to zdecydowanie niższy koszt takiego wyjazdu, a także brak z góry zaplanowanego harmonogramu podróży. – Być może komuś wydać się to szokiem, ale dwutygodniowa wizyta w Maroku wraz z biletem lotniczym kosztowała mnie 1300 zł. Za takie pieniądze trudno zorganizować sobie urlop nad polskim morzem. 2600 zł zapłaciłam z kolei za dwutygodniowy pobyt w Etiopii, jednak warto w tym miejscu zaznaczyć, że sam wyjazd na pustynię Danakilską oraz wiza kosztowały mnie 1700 zł. Będąc w Maroku, na jedzenie wydałam 270 zł, a na noclegi 300 zł. Oczywiście udając się w takie podróże, człowiek nie korzysta z pięciogwiazdkowych hoteli oraz nie je w wykwintnych restauracjach. Śpi się w zwykłych budynkach, a je się tam, gdzie jadają miejscowi. Ma to jednak swoje plusy, ponieważ w ten sposób z bliska możemy przyglądać się życiu miejscowej ludności, nawiązywać z nimi kontakty i poznawać ich kulturę oraz zwyczaje. Korzystając z oferty biura podróży, większość czasu spędzalibyśmy w hotelach, a także na organizowanych wycieczkach autokarowych. W przypadku organizowanych wojaży na własną rękę, to coś zupełnie innego. Człowiek naprawdę żyje tą podróżą – nie ma wątpliwości pani Magda.

Najważniejsza elastyczność

Na mapie świata tarnowianka systematycznie odhacza miejsca, które odwiedziła. W ciągu sześciu lat było już ich kilkanaście. Wśród nich nie zabrakło: Bałkanów, Kenii, Malediwów, Sri Lanki, czy Nepalu. Podczas ostatnich wakacji cztery tygodnie spędziła w Laosie. Jak sama mówi, nie ma swojego ulubionego miejsca na ziemi i w każdym z odwiedzonych przez siebie krajów zostawiła masę wspaniałych wspomnień. – Etiopia pachnie paloną kawą i kurzem. W każdej wiosce unosi się zapach kawy. Ceremonia parzenia może trwać nawet ponad godzinę. Tam wszystko robi się powoli i dostojnie – kobiety powoli rzucają ziarna kawy na patelnię, prażą je, płuczą naczynia, zalewają, przelewają. Kambodża z kolei zafascynowała mnie swoim pięknem, a uroku dodały… intensywne deszcze. Padało prawie codziennie. Z chmur padał bardzo intensywny, mocny deszcz, ale na całe szczęście krótki. Po nim przychodziła wysoka temperatura, która powodowała, że po opadach nie było śladu. Poza tym moment ulewy można było bardzo szybko przewidzieć, ponieważ zawsze poprzedzony był silnym wiatrem, który pozwalał w tym czasie znaleźć jakieś schronienie. Na Malediwach byłam zauroczona życiem podwodnego świata. Nurkowanie w Oceanie Indyjskim było niezapomnianym przeżyciem. Niezliczona ilość kolorowych ryb, a także żółwi na każdym może zrobić wrażenie – mówi Magdalena Trusz, która uważa, że chcąc wybrać się samemu w tego typu podróż, trzeba przede wszystkim być… elastycznym. – Musimy od początku zdawać sobie sprawę, że jesteśmy w obcym państwie, gdzie panują zupełnie inne reguły gry niż w Polsce. Starajmy się nie dopuszczać do niebezpiecznych sytuacji. Dużo z pozoru nieprzyjemnych chwil można rozładować uśmiechem. Nie warto w niektórych sytuacjach naciskać. Nie możemy upierać się przy swoim zdaniu i nie udawać, że jesteśmy najmądrzejsi na świecie. Wydaje mi się, że właśnie takie moje zachowanie spowodowało, że nigdy podczas swoich podróży nie poczułam się poważnie zagrożona, pomimo tego, że niejednokrotnie odwiedzałam niebezpieczne miejsca. Uważam, że biegła znajomość języków obcych również nie jest koniecznością. Oczywiście język angielski przydaje się przy załatwianiu niektórych spraw, ale już wielokrotnie przekonałam się, że dużo ważniejsze są… gesty. Podczas ostatniej podróży, kiedy przebywałam w Laosie, wraz z Marcinem jechaliśmy autobusem do niezbyt dużej miejscowości. Pomimo tego, że kierowca autokaru w ogóle nie znał języka angielskiego i jak się okazało, nie jechał do centrum tego miasta, to za pomocą gestów zaproponował nam, że nas tam zawiezie. Nie mam wątpliwości, że będąc otwartym na innych ludzi, jesteśmy w stanie zdziałać o wiele więcej, niż gdybyśmy znali tysiące języków obcych.

Najpierw opowieści, a później książka?

Miłośniczka podróży z Tarnowa wszystkie swoje eskapady opisuje na forum portalu podróżniczego fly4free. Jej relacje są pełne anegdot i kolorowych zdjęć. Jedna z nich, która dotyczyła wyjazdu do Kambodży, została nagrodzona tytułem najlepszej relacji podróżniczej roku. W nagrodę pani Magda otrzymała dwa bilety lotnicze klasy biznes do dowolnego miejsca na świecie.

Na co dzień tarnowianka jest wychowawczynią w świetlicy w Szkole Podstawowej nr 3. Twierdzi, że zagraniczne podróże, w których bierze udział, mają wielki wpływ na jej pracę. – Z racji wykonywanego zawodu podróżuję w ferie i w wakacje. Kiedy zjawiam się w szkole, staram się opowiadać dzieciom o tym, co mnie spotkało. Pokazuję im zdjęcia oraz pamiątki z miejsc, które niedawno zwiedziłam. Staram się zarażać uczniów swoją pasją, ale również uświadamiać ich, jak ważną rolę w życiu człowieka odgrywa tolerancja oraz empatia. Podczas podróży spotykałam się z ludźmi, którzy mieli różną sytuację życiową. To pozwala popatrzeć z dystansem na własne, czasem błahe, wydumane problemy i przestać się nimi aż tak przejmować. Uczniowie dopytują mnie często, jak żyje się dzieciom w innych państwach. Co jedzą, jak się ubierają, co robią na co dzień… Są w szoku, kiedy mówię im, że są kraje, w których maluchy marzą o tym, aby chodzić do szkoły. Po takich rozmowach dzieci zaczynają doceniać to, co mają. Jest to dla nich naprawdę dobra lekcja życia.

Magdalena Trusz nie ukrywa, że od kilku lat każdy kolejny dzień zaczyna od kubka gorącej herbaty oraz przeszukania internetu w celu znalezienia jak najkorzystniejszej ceny biletu na kolejną podróż. Następna eskapada czeka ją już zimą, jednak na razie nie wie, do jakiego kraju się uda. Jej wielkim marzeniem jest lot do Papui Nowej Gwinei, jednak zdaje sobie sprawę, że wiązać będzie się to ze sporymi kosztami. – Na razie nie myślę o tym, co przyniesie przyszłość. Staram się żyć z dnia na dzień. Ludzie co jakiś czas pytają mnie, czy nie zastanawiałam się nad wydaniem książki, w której opisałabym wszystkie swoje podróże. Na razie robię to na forum portalu podróżniczego fly4free, jednak nie wykluczam, że kiedyś taką książkę rzeczywiście wydam. Najprawdopodobniej nie nastąpi to jednak wcześniej, niż w momencie, kiedy nie będę mogła już podróżować, np. ze względu na wiek lub zły stan zdrowia. Wówczas siedząc wygodnie w fotelu, książka mogłaby przypominać mi o przygodach, jakie miałam okazję przeżyć w różnych zakątkach świata. Być może stałaby się również inspiracją do podróży dla innych osób, bo podróżować i poznawać całkiem nowe miejsca naprawdę jest warto… – kończy z uśmiechem pani Magda.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *