Mateusz Poręba z Tuchowa na co dzień jest zawodnikiem siatkarskiej drużyny Indykpol AZS Olsztyn występującej w Plus Lidze, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. 20-latek ma już na swoim koncie występy w reprezentacji Polski w kategorii kadetów. Marzenia na dalszą karierę ma ambitne – osiągnąć sportowy sukces ze swoim klubem, a w dalszej perspektywie czasu zagrać w seniorskiej kadrze „biało-czerwonych”.

Mateusz Poręba z kibicami z Tuchowa

Złoty chłopak

Mateusz swoją przygodę z siatkówką na poważnie rozpoczął dopiero w wieku 15 lat. Wcześniej przez wiele lat trenował judo oraz koszykówkę. Mnóstwo osób doradzało mu jednak spróbowanie sił w siatkówce, czyli sporcie, z którym miał do czynienia jedynie na WF-ach. – Ostatecznie zdecydowałem się zapisać do lokalnego klubu TS Sokół Tuchów. W Tuchowie siatkówka nie jest zbyt popularna, jednak stosunkowo szybko mój siatkarski potencjał dostrzegł trener żeńskiej drużyny siatkarskiej PWSZ Tarnów, Marek Skrobota, który zaproponował mi wyjazd z kadrą Małopolski na turniej do Szczyrku. Na zawodach zaprezentowałem się na tyle dobrze, że chęć sprowadzenia mnie do swojego klubu wyraziła drużyna AKS Resovii Rzeszów. Niemal natychmiast zdecydowałem się na przeprowadzkę do Rzeszowa. Mieszkałem w akademiku z kolegami z różnych rejonów kraju, którzy tak, jak ja trafili do AKS’u – mówi Mateusz.

W trakcie Mistrzostw Polski kadetów w siatkówce, Mateusz wraz z klubem z Rzeszowa zdobyli wicemistrzostwo kraju, natomiast sam tuchowianin sięgnął po tytuł najlepszego blokującego całej imprezy! Wówczas okazało się, że w Rzeszowie spędzi tylko rok, ponieważ chęć jego sprowadzenia wyraził zespół SMS Spała, gdzie trenuje większość reprezentantów Polski w kategorii do lat 18. – To była dla mnie ogromna szansa. Skorzystałem z niej i… było warto! Dzięki temu ruchowi z automatu trafiłem do reprezentacji Polski kadetów i jeszcze tego samego roku wystąpiłem podczas Mistrzostw Europy Wschodniej EVVZA, które odbyły się w estońskim Tallinie. Razem z chłopakami z kadry sięgnęliśmy po złoty medal! Kolejne dobre występy zaowocowały tym, że trafiłem do notesu skautów Indykpolu AZS Olsztyn, czyli drużyny z Plus Ligi, pięciokrotnego mistrza Polski. Do klubu z Olsztyna przeniosłem się w ubiegłym roku. Dziś wiem, że był to świetny ruch – tłumaczy 20-latek.

Dumny tuchowianin

Przez pierwszy rok pobytu w Olsztynie Mateusz nie grał zbyt wiele. Jedną z przyczyn było to, że na jego pozycji grali doświadczeni i bardziej utytułowani siatkarze. Druga przyczyna była taka, że przez pół roku 20-latek z Tuchowa leczył kontuzję kolana. – Jestem ogromnie wdzięczny zarządowi klubu, że pomimo tego, iż nie grałem zbyt wiele, postanowili pozostawić mnie w zespole na kolejny sezon. Obiecałem, że dam z siebie wszystko na treningach i odwdzięczę się świetną grą. Jak na razie wydaje mi się, że spłacam kredyt zaufania – śmieje się Mateusz, który w tym sezonie jest podstawowym środkowym zespołu Indykpolu, a po jednym ze spotkań został wybrany najlepszym graczem meczu! – Już na przedsezonowych sparingach widziałem, że trener chce na mnie stawiać. Grałem więcej niż do tej pory i zbierałem dobre recenzje za swoje występy. Jestem dobrze zbudowanym mężczyzną. Mam 204 centymetry wzrostu i ważę aż 105 kg. To naprawdę sporo jak na siatkarza. Nie przeszkadza mi to jednak w atakowaniu piłki na wysokim zasięgu. Często atakuję, mając dłoń na wysokości 360 centymetrów. To dobry wynik. Myślę, że w jakimś stopniu pomogła mi w tym gra na pozycji atakującego. Przez kilka miesięcy występowałem jako atakujący m.in. w SMS-ie Spała. Mogłem wówczas nieco bardziej popracować nad skocznością i dziś przynosi to efekty.

Mateusz niemal z dnia na dzień stał się prawdziwym siatkarskim idolem dla dzieci i młodzieży z Tuchowa. Najlepiej świadczy o tym fakt, kiedy na początku listopada podczas ligowego spotkania Indykpolu AZS Olsztyn z Asseco Resovią Rzeszów wśród zasiadających w hali kibiców nie zabrakło grupki ponad 20 mieszkańców Tuchowa, którzy specjalnie zjawili się w Rzeszowie, by wspierać swojego „rodaka”. – Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale i wielka przyjemność. Koledzy z zespołu śmiali się później w szatni, że w Tuchowie muszę być „lokalnym bohaterem” skoro mam aż tak duże wsparcie tamtejszych mieszkańców. Cieszę się, że ludzie z mojego rodzinnego miasta doceniają to, co udało mi się osiągnąć. Również sam jestem dumny z tego, że mogę promować Tuchów na siatkarskich parkietach w całej Polsce. Uważam, że fakt, iż pochodzę właśnie z tej gminy, odegrał dużą rolę w tym, w jakim miejscu dziś się znajduję. Mieszkańców Tuchowa od zawsze wyróżniał charakter i dążenie do realizacji postawionych przez siebie celów. Wszyscy doskonale zdają sobie z tego sprawę, że aby coś osiągnąć, najpierw należy włożyć w to mnóstwo wysiłku. Cieszę się, że wychowywałem się właśnie wśród takiej społeczności. Jestem dumny z bycia tuchowianinem! – mówi Mateusz Poręba.

Marzenia o biało-czerwonej koszulce

20-latek nie ukrywa, że jednym z jego największych marzeń jest gra w reprezentacji Polski. Na razie skupia się jednak na grze w klubie, z którym chciałby osiągać spore sukcesy. – Obecny sezon jest bardzo wyrównany. Mnóstwo drużyn dysponuje świetnymi zawodnikami. Indykpol AZS Olsztyn nie jest zbyt bogatym klubem, jednak również mamy wielu utalentowanych graczy. Naszym marzeniem jest zakończyć sezon na podium oraz powalczyć o medale w Pucharze Polski. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy… – mówi Mateusz i dodaje – Mam już za sobą grę w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Moim marzeniem jest zagrać w seniorskiej kadrze w biało-czerwonej koszulce. Na razie nie słyszałem, aby selekcjoner naszej kadry, Vital Heynen dopytywał o mnie przedstawicieli klubu z Olsztyna, ale wszystko w swoim czasie. Konkurencja na środku siatki w reprezentacji Polski jest olbrzymia, więc na razie chcę skupić się na jak najlepszych występach w klubie, które z czasem mogą okazać się przepustką do kadry. Moim indywidualnym celem w najbliższych miesiącach jest rozegranie przynajmniej 50 proc. spotkań w lidze na bardzo dobrym poziomie. Krok po kroku chcę być coraz lepszym siatkarzem.

Pochodzący z Tuchowa sportowiec nie ma wątpliwości, że na siatkówce świat się nie kończy i już teraz planuje zadbać o swoją przyszłość. – Zdałem egzamin na prawo jazdy, ukończyłem pierwszy rok studiów na kierunku zarządzanie. Być może już w wieku 35 lat będę musiał zakończyć swoją przygodę z profesjonalnym graniem w siatkówkę i zajmę się zupełnie czymś innym. Moją wielką pasją jest motoryzacja. Mój tata zajmował się handlem motocyklami. Miłość do tych pojazdów odziedziczyłem po nim. Niewykluczone, że kiedyś wraz z moim bratem poświęcimy się zabytkowej motoryzacji. Problemu z odnalezieniem się w świecie już po karierze siatkarza raczej bym nie miał – kończy z uśmiechem Mateusz.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *