Mateusz Różański: Osiem metrów do igrzysk…

Z Mateuszem Różańskim, pochodzącym z Wojnicza skoczkiem w dal, który na co dzień reprezentuje barwy AZS PWSZ Tarnów, rozmawia Sebastian Czapliński.

Mateusz Różański

Co czuje skoczek w dal, kiedy leci w powietrzu blisko 8 metrów?

Jest to uczucie, które bardzo ciężko opisać. Wszystko dzieje się błyskawicznie, a jednak odległość może działać na wyobraźnię. Bez wątpienia jest to wyjątkowa chwila, jednak zdecydowanie większą frajdę sprawia samo lądowanie na takiej odległości. Wówczas uświadamiasz sobie, że wykonałeś naprawdę dobrą robotę.

Swoją przygodę ze skokiem w dal rozpocząłeś stosunkowo późno.

Co prawda w dal zacząłem skakać w gimnazjum, jednak tak naprawdę częściej grałem w piłkę nożną i nie za bardzo ciągnęło mnie w stronę lekkiej atletyki. Poza tym w Wojniczu skąd pochodzę, nie było klubu, w którym mógłbym szkolić się akurat w skoku w dal. Wszystko zmieniło się, gdy poszedłem do szkoły średniej. W Zespole Szkół Technicznych im. Ignacego Mościckiego w Tarnowie uwagę zwrócił na mnie nauczyciel wychowania fizycznego. Pojechałem na Licealiadę, a na niej wpadłem w oko Jarosławowi Wałaszkowi, trenerowi sekcji lekkiej atletyki AZS PWSZ Tarnów. Dopiero wówczas przekonałem się do skoku w dal i moja kariera nabrała rozpędu.

Kiedy poczułeś, że wybrałeś odpowiednią drogę?

W 2017 roku, kiedy podczas Halowych Mistrzostw Polski Juniorów, które odbywały się w Toruniu, zdobyłem srebrny medal. Skoczyłem wówczas 7,48 m, a przecież jeszcze dwa lata wcześniej skakałem dwa metry bliżej! To ogromna różnica. Już miesiąc po tych zawodach, wystąpiłem na Mistrzostwach Polski Juniorów na otwartym stadionie i również sięgnąłem po srebro. Dzięki wysokim pozycjom dane było mi reprezentować Polskę na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy do lat 20. We Włoszech byłem debiutantem, miałem zaledwie 17 lat, a i tak zająłem znakomitą szóstą lokatę. Rok 2017 był bez wątpienia przełomowy.

Mimo wszystko próbowałeś swojego szczęścia również w innych dyscyplinach…

Zgadza się. Zacząłem biegać 100 metrów, a także skakać w trójskoku. Z trójskoku szybko zrezygnowałem. Zaczęły doskwierać mi kontuzje, przede wszystkim kolan, a także odcinka lędźwiowego kręgosłupa. To zupełnie inna dyscyplina sportu niż skok w dal. W trójskoku wybicie bardziej kierujemy ku górze, a nie do przodu. Nie za bardzo mi to odpowiadało. W przypadku 100 metrów wyniki osiągałem już jednak bardzo dobre, jednak mimo wszystko skok w dal bardziej mnie kręci, ponieważ to tutaj osiągam sukcesy.

Szybkość w skoku w dal odgrywa znaczącą rolę?

Oczywiście. Szybkość to podstawa, podobnie jak skoczność. Bez tych dwóch elementów, które dodatkowo muszą ze sobą współgrać, trudno osiągać sukcesy w tym sporcie. Dołożyłbym również do tego wytrwałość.

Dużo czasu poświęcasz treningom?

Trenuję sześć razy w tygodniu. Ludzie myślą, że jeżeli jesteś skoczkiem w dal, to ćwiczysz jedynie na skoczni, a prawda jest zupełnie inna. W dal skaczę jedynie raz w tygodniu. W inne dni trenuję na siłowni oraz ze sprinterami. Odkąd poważnie zacząłem skakać w dal, nie opuściłem jeszcze ani jednego treningu, dlatego zaznaczyłem wcześniej, że kluczem do sukcesu jest także wytrwałość. Nie każdy potrafi pogodzić życie prywatne i naukę ze sportem. Do osiągania coraz lepszych wyników napędza mnie również rywalizacja. Z Piotrem Tarkowskim, który jest srebrnym medalistą Mistrzostw Polski seniorów w skoku w dal, na co dzień jesteśmy przyjaciółmi, ale podczas zawodów stajemy się rywalami. Razem napędzamy się do osiągania coraz lepszych wyników.

W AZS PWSZ Tarnów masz wszystko, co potrzebne jest zawodnikowi do szczęścia?

Wielu młodych zawodników decyduje się w pewnym okresie swojego sportowego życia na zmianę klubu. Powody są różne. Ja też miałem taką okazję pół roku temu. Wówczas musiałem podjąć decyzję dotyczącą wyboru uczelni, na której będę studiował. Zdecydowałem się pozostać w Tarnowie i na pewno nie ruszę się stąd przez najbliższe 4 lata. AZS z każdym kolejnym rokiem się rozwija. Mamy coraz liczniejszą i silniejszą kadrę. Pojawiają się pieniądze na unowocześnienie sprzętu, np. w moim przypadku zakupiono specjalne urządzenie do pomiaru prędkości osiąganej przez zawodnika na skoczni. To wszystko sprawia, że w Tarnowie mogę rozwijać się na wysokim poziomie.

O tym, że jesteś w formie, mogliśmy się przekonać podczas ostatniego 65. Orlen Memoriału Janusza Kusocińskiego, który odbył się na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

W ostatnim skoku podczas tej imprezy uzyskałem swój najlepszy w tym roku rezultat 7,67 m, co jest ósmym w Europie wynikiem wśród młodzieżowców. Pozwoliło mi to stanąć na najniższym stopniu podium. Przegrałem i to jedynie o 4 cm z najlepszym obecnie polskim skoczkiem w dal, Tomaszem Jaszczukiem oraz reprezentantem Ghany, Abrahamem Seaneke. Jestem zadowolony z tego występu, jak i obecnej mojej dyspozycji, zwłaszcza że już wkrótce wezmę udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy, które odbędą się w dniach 11-13 lipca w Gavle w Szwecji. Jadę tam powalczyć o medal, co byłoby moim największym sukcesem w dotychczasowej karierze.

Twoim wielkim marzeniem jest również przekroczenie bariery 8 metrów.

W tej chwili mój rekord życiowy podczas oficjalnych zawodów wynosi 7,80 m. Na treningach w wielu swoich skokach zbliżam się jednak do granicy 8 metrów, a nawet ją pokonuję. Jestem pewny, że już wkrótce, o ile dopisze szczęście i dobre warunki atmosferyczne na stadionie, jestem w stanie pokonać tę odległość. Być może uda się tego dokonać na Mistrzostwach Europy. Będę wówczas reprezentował Polskę w stroju z orzełkiem na piersi, więc będzie to dla mnie dodatkowa motywacja.

W przyszłym roku Igrzyska Olimpijskie odbędą się w japońskim Tokio. Jest szansa, że ujrzymy cię tam w barwach naszego kraju?

Wszystko uzależnione jest od tego, jak daleko będę skakał. Jeżeli regularnie będę lądował w granicach 8 metrów, to jestem przekonany, że uda mi się dostać do kadry olimpijskiej, a to byłaby już wielka sprawa. W tej chwili jednak o tym nie myślę i skupiam się przede wszystkim na najbliższych celach. Po Młodzieżowych Mistrzostwach Europy będę starał się osiągnąć minimum uprawniające mnie do występu na seniorskich mistrzostwach Starego Kontynentu. Najważniejsze, aby moja kariera przebiegała płynnie i z pokonywaniem kolejnych wyzwań.

Czujesz, że jesteś przykładem dla młodych sportowców z Wojnicza, że pochodząc z małej miejscowości i tak można osiągać międzynarodowe sukcesy?

Nie patrzę na to w ten sposób. Oczywiście bardzo się cieszę, że udaje mi się realizować swoją pasję i być przykładem na to, że każdy może osiągnąć sukces, jednak wydaje mi się, że o wiele ważniejsze od tego, skąd się pochodzi, jest zaangażowanie. Żyjemy w takim świecie, że obecnie nie ma zbyt wielu przeszkód, aby osiągnąć wyznaczone przez siebie cele. Najważniejsze to wierzyć w to, że się uda. Ważna jest również postawa rodziców, którzy nie tylko potrafią w odpowiedni sposób zmotywować dziecko, ale i poświęcić swój czas i samochodem odwieźć je na trening lub zawody. Jestem przekonany, że osób pochodzących z małych miejscowości, a osiągających wielkie sportowe sukcesy będzie z każdym rokiem przybywać.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *