Albert Radwan z Zabłędzy od 1965 r. prowadzi własną pasiekę. Pszczelarz jest członkiem Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych, a jego ule znajdują się w 8 miejscowościach Pogórza Ciężkowickiego. Pomimo tego, że pszczół z każdym kolejnym rokiem ubywa, pan Albert zapewnia, że miodu wystarczy dla wszystkich.

Pszczelarz1
Albert Radwan

W pszczołach zakochany od dziecka
– Najpierw ule posiadał mój dziadek, później mój tata, a teraz pszczelarstwem zajmuję się ja – mówi pan Albert, który jest właścicielem 300 uli, w tym jednego wyjątkowego – Ten pochodzi z 1965 roku – wskazuje palcem na stary, mały, drewniany ul. – Przejąłem go od dziadka i stanowi dla mnie niezwykłą wartość sentymentalną. To od niego wszystko się zaczęło – mówi z wyraźnym wzruszeniem w głosie. W tej chwili, „miodowy biznes” prowadzi wraz ze synem. Swoje pasieki rozmieścił w różnych rejonach powiatu tarnowskiego, bo jak sam mówi, tylko taka forma ma sens i pozwala pszczołom zarezerwować sobie większy obszar do zebrania pyłków.

Pozyskuje różnego rodzaju miody: rzepakowy, akacjowy, mniszkowy, wielokwiatowy, malinowy, lipowy, gryczany, wrzosowy, spadziowy oraz nektarowo-spadziowy. Ponadto produkuje pierzgę, pozyskiwaną ręcznie z plastrów i rozcieraną z miodem. – W Tarnowie otworzyłem nawet sklep, w którym sprzedaję swoje wyroby. Dodatkowo można w nim kupić także wyrabiane przeze mnie świece woskowe. Nie jestem artystą, więc przeważnie kupuję gotowe formy silikonowe. Wszystko musi być jednak dopięte na ostatni guzik. Markę buduje się latami i nie można sobie pozwolić nawet na drobną wpadkę, która w jednej chwili może wszystko przekreślić.
Dlatego też, w opinii pana Alberta, nie każdy zawodowo może zajmować się pszczelarstwem. – Trzeba mieć odpowiednie predyspozycje. Przede wszystkim ważna jest samodyscyplina. Nie można pozwolić sobie nawet na chwilę lenistwa. Od wiosny do późnej jesieni, przy ulach spędza się całe dnie. Nawet niedziele i święta. Ważne są umiejętności stolarskie, dzięki którym można samemu zbudować ule i zaoszczędzić na ewentualnym kupnie. Pszczelarz nie może być także uczulony. Wymagania nie są więc takie małe.

Nagminne kradzieże i znienawidzone konkursy
W swoim fachu, pszczelarz narażony jest nie tylko na niski zbiór miodu, ale również… kradzieże. – W tym roku skradziono mi już 6 uli. To i tak niewiele, bo w naszym regionie pszczelarze stracili ich znacznie więcej. Sprawy są zgłaszane na policję, ale nigdy sprawcy nie są znani. Chyba, że samemu złapie się go na gorącym uczynku – śmieje się pan Albert, po czym opowiada pewną historię – Kilka lat temu, z moich uli znikały ramki z miodem. Długo nie potrafiłem ustalić sprawcy. Doszły mnie jednak słuchy, że ludzie widzieli mężczyznę, który za tym wszystkim stał. Okazało się, że był to jeden z mieszkańców. Wraz z księdzem, który również był pszczelarzem, wpadliśmy na pomysł, aby wysłać mu list z zaproszeniem do klasztoru. Mężczyzna ubrał nowy garnitur i pojawił się na spotkaniu u księdza. Jakież było jego zdziwienie, kiedy oznajmiono mu, że zamiast uroczystej kolacji, czekają na niego poszkodowani pszczelarze. Od tamtej pory, nie zginęła już ani jedna ramka z miodem.

Albert Radwan często uczestniczy w różnego rodzaju targach i warsztatach. Jeździ także na dożynki gminne, powiatowe i wojewódzkie. Jego miody brały udział także we wszelakiego rodzaju konkursach, do których z biegiem czasu zraził się do tego stopnia, że od kilku lat się na nich nie pojawia. – Tego typu imprezy najczęściej są farsą, a nie prawdziwym konkursem. Przeważnie w jury zasiadają osoby, które albo się na tym nie znają, albo wybierają zwycięzców na tylko sobie znanych zasadach. Jak można ocenić jakość miodu, kiedy minutę wcześniej jadało się kapuśniak? Jak mają zareagować na to kubki smakowe? Pomimo wielu spływających do mnie konkursowych zaproszeń z różnych stron Polski, przeważnie odmawiam. Najważniejszą ocenę wystawiają mi moi klienci, a nie pan pod krawatem. To oni kupują mój towar i to oni są dla mnie ważniejsi, niż ktokolwiek inny.

Pszczelarz, jak lekarz
Z roku na rok, pszczoły są coraz słabsze i masowo wymierają w wyniku chorób, stosowania szkodliwych środków chemicznych w rolnictwie, czy niszczenia ich siedlisk. To bez wątpienia spory problem, bo pszczoły odpowiedzialne są za zapylanie dużej części roślin uprawnych, a przez to mają wpływ na produkcję 30 proc. żywności, w tym większości owoców. – Małopolska i Podkarpacie nie mają jeszcze takiego problemu z wymieraniem pszczół, jak inne rejony Polski. Chemizacja rolnictwa robi swoje i prawdą jest, że pszczół ubywa, jednak pszczelarze każdego roku odbudowują pasieki, przez co ubytek nie jest zbyt duży. Niestety odbudowa niesie za sobą spore koszty, stąd nie wszystkich na to stać. Kilka lat temu, z powodu choroby, z 43 uli, zostało mi tylko trzy. To pokazuje skalę zjawiska. Według pana Alberta, zbliżająca się zima nie powinna jednak wyrządzić znaczących szkód w pasiekach – Jeżeli pszczoła ma właściwy pokarm, nie ma pasożytów i nie jest chora, to nic jej nie grozi. Pszczelarz jest swego rodzaju lekarzem i jego rolą jest, aby pszczoły były silne. Należy więc wymieniać plastry, czy przeprowadzić dezynfekcję uli, aby zlikwidować wszelkie podłoże bakteryjne, wirusowe i grzybiczne.

I mimo tego, iż pszczół cały czas ubywa, to miodu na pewno nikomu nie zabraknie. – Obecnie cena miodu minimalnie wzrosła, a to na skutek poprzednich, niezbyt dobrych dla pszczelarzy lat. Teraz jednak zbiory są bardzo dobre. W naszym kraju miodu na pewno nie zabraknie. Tego czego nie wyprodukujemy sami, dostarczą nam zagraniczni producenci. Są kraje, gdzie kwiaty kwitną cały rok, przez co produkcja miodu jest duża, a dodatkowo tania. Chiny są obecnie największym producentem miodu na świecie, a dodatkowo sprzedają go po naprawdę niskich cenach.

Koło Pszczelarzy w Tuchowie, którego Albert Radwan jest prezesem, w najbliższym czasie będzie odwiedzać szkoły podstawowe na terenie gminy Tuchów. – Będziemy prowadzić prelekcje na temat roli pszczół w rolnictwie i naturalnym środowisku przyrodniczym. Celem nie jest nauka pszczelarstwa, ale przyjazne nastawienie społeczeństwa do samych pszczół. Jeżeli jednak ktoś po wykładach zdecyduje się związać swoją przyszłość z pszczelarstwem, to będziemy z tego powodu szczęśliwi. Bo posiadanie własnej pasieki powoduje, że na świat patrzymy oczyma pszczół, przez co otaczająca nas rzeczywistość wydaje nam się jeszcze bardziej kolorowa…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *