Nalewka dobra na wszystko!

Nie od dziś wiadomo, że nasz kraj słynie z nalewek. Okazuje się, że jest to nie tylko wspaniały trunek, ale również lekarstwo na wiele chorób. Pani Jadwiga Ratuszyńska z Tuchowa, która od ponad 12 lat w domowym zaciszu przygotowuje nalewki z owoców zebranych w swoim ogrodzie twierdzi, że nic nie poprawi nam humoru w zimny, deszczowy wieczór, jak kieliszek nalewki domowej roboty.

Jadwiga Ratuszyńska i jej nalewki

Nalewki są typowo polską specjalnością, pomimo tego, że alkohol z ziołami i miodem był używany jako lek już w starożytności. Wszystko zaczęło się od rosiczki, która w średniowieczu uznawana była za skuteczny lek na wiele ludzkich ułomności, m.in. miała rozweselać, dodawać energii i wzmacniać organizm. W naszym kraju nalewki zapoczątkowała szlachta. To właśnie na dworach szlacheckich powstawały receptury nalewek, które pijamy również dzisiaj.

Jedną z osób, które zakochały się w nalewkach bez pamięci, jest mieszkanka Tuchowa, Jadwiga Ratuszyńska. W swojej piwnicy trzyma kilkadziesiąt sztuk butelek z nalewkami, począwszy od trunków z derenia i czarnej porzeczki, a skończywszy na nalewkach z pigwy, czy wiśni. – Wszystko zaczęło się 12 lat temu. Pracowałam w kiosku z gazetami i pewnego dnia w moje ręce trafił artykuł poświęcony nalewkom. W Burzynie mam działkę, na której roi się od różnego rodzaju owoców. Pomyślałam, że zamiast wykorzystywać je tylko na dżemy i soki, może warto byłoby zrobić z nich kilka nalewek. Na pierwszy ogień poszedł dereń. Korzystając z przepisu, zrobiłam pierwszą butelkę. Okazała się wyśmienita! To wówczas postanowiłam związać się z tym hobby na dłużej.

Pani Jadwiga twierdzi, że w ciągu roku potrafi zrobić ponad 60 półlitrowych buteleczek swojego ulubionego trunku. Aby cieszyć się jego smakiem, do produkcji potrzebuje szczelnych butelek, ponad dwulitrowych słoików, lejków, wagi kuchennej, filtrów, noża oraz drewnianych łyżek. – Jest to hobby przede wszystkim dla ludzi cierpliwych, którzy potrafią czekać kilka miesięcy na efekty swojej pracy. Jedną z najważniejszych rzeczy przy przyrządzaniu nalewek są oczywiście owoce, które muszą być świeże i dojrzałe. Sama korzystam tylko z tych, które urosną w moim ogródku. Jedynie w przypadku cytrynówki, cytryny zakupuję w sklepie. Ważne jest również dobranie odpowiedniego alkoholu. W przypadku nalewki z pigwy proporcje wyglądają następująco – kilogram owoców, pół kilograma cukru, pół litra spirytusu i pół litra wódki. Najpierw do słoika wkładamy pokrojone owoce i cukier, po czym odstawiamy go na 2-3 tygodnie, codziennie mieszając, by cukier się rozpuścił. Po upływie tego czasu zalewamy wszystko alkoholem i odstawiamy na 2-3 miesiące. Później nalewkę przecedzamy i rozlewamy do półlitrowych buteleczek. Przepis jest bardzo prosty, a koszt wyprodukowania jednej butelki wyniesie nas około 15 zł.

Okazuje się, że nalewki są nie tylko wspaniałym trunkiem, który podawany w małych kieliszkach może urozmaicić spotkanie w gronie przyjaciół. Dodatkowym atutem są ich właściwości lecznicze. Pijąc pigwówkę, wzmacniamy naszą odporność, działa ona przeciwbakteryjnie i wpływa na lepszą kondycję naszego serca. Nalewka imbirowa pozytywnie wpływa na nasze zaburzenia trawienne spowodowane małym wytwarzaniem soków żołądkowych. Malinówka działa przeciwgorączkowo i przeciwkaszlowo, a nalewka z czarnego bzu pozwala pozbyć się toksyn z naszego organizmu. – Zawsze powtarzam znajomym i rodzinie, aby codziennie każdego wieczoru wypili kieliszek swojej ulubionej nalewki. W alkoholizm na pewno nie wpadną, ponieważ przeważnie nalewka zawiera w sobie około 30-40 proc. alkoholu. Po wypiciu malutkiego kieliszka tego trunku nie tylko poprawią swój nastrój, dzięki niezwykłemu smakowi i aromatowi, ale również wzmocnią swój organizm przed chorobami – mówi mieszkanka Tuchowa.

Miłośnicy nalewek rzadko prezentują swoje wyroby na pokazach, czy targach. Wynika to z tego, że produkcja nalewek, podlega wielu rygorom wynikającym z przepisów podatkowych, ale także i z regulacji dotyczących produkcji wyrobów spirytusowych. Najczęściej więc pije się je samemu lub w gronie przyjaciół. – Od jakiegoś czasu organizuje się konkursy, na których nalewki są oceniane. Do tej pory tylko raz brałam udział w takim wydarzeniu. Było to blisko 6 lat temu podczas imprezy organizowanej przez Polski Związek Emerytów Rencistów i Inwalidów. Wówczas moja agrestówka okazała się bezkonkurencyjna – śmieje się pani Jadwiga i dodaje – O sprzedaży swoich wyrobów nie ma mowy. Człowiek mógłby narobić sobie większych problemów niż przyjemności, dlatego wolę dać komuś zrobioną przez siebie nalewkę w prezencie. Tak było chociażby w przypadku chrześniaka mojej córki, który podczas swojego wesela, podarowanymi przeze mnie nalewkami uzupełnił specjalnie przygotowany na tę okoliczność tzw. wiejski stół. Wśród gości zrobiły one prawdziwą furorę. Takie sytuacje sprawiają, że człowiek jeszcze z większym zapałem podchodzi do kolejnych produkcji. Jeżeli wiesz, że swoją pracą uszczęśliwiasz też innych, czujesz się doceniony i usatysfakcjonowany tym, co robisz. Z nalewkami można eksperymentować, robiąc je po swojemu, na swój smak. To wszystko sprawia, że nie traktujemy tego zajęcia jako ciężkiej pracy, ale przede wszystkim jako naprawdę świetną zabawę.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • RSS
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop