Czy obostrzenia coś dają? Szwecja udowadnia, że nie!

Chcecie przekonać się, jak w rzeczywistości obostrzenia chronią nas przed COVID19? Proszę bardzo. Z pomocą przychodzi nam Eurostat i jego statystyki.

Fot. Canva

Kojarzycie taki kraj jak Szwecja, prawda? Taki tam kraj na północy Europy, w którym służba zdrowia przez większość pandemii działała w normalnym trybie. Jest to też kraj, w którym w przeciwieństwie do Polski nie wprowadzano na taką skalę lockdownu. Pamiętacie, jak cały czas mówiono nam – „Nie wprowadzili lockdownu i ludzie umierają w Szwecji częściej niż u nas! Ich plan się nie sprawdził”. Nie wiem, kto był autorem tych bredni, bo dziś można nazwać to bredniami, ponieważ dane Eurostatu mówią zupełnie co innego…

Szwecja jeszcze do końca października ubiegłego roku miała stosunkowo dużo przypadków śmiertelnych COVID-19. Było ich 6 tys. Dla porównania w Polsce było ich wówczas 5,8 tys., a dodatkowo trzeba pamiętać, że Szwecja pod względem liczby obywateli jest krajem ponad trzykrotnie mniejszym od Polski. Tak było jednak do końca października, ponieważ już miesiąc później, czyli z końcem listopada sytuacja drastycznie się zmieniła. O ile w Szwecji liczba ofiar wzrosła do 6,7 tys., to w Polsce ofiar śmiertelnych z powodu COVID19 przybyło do 16,7 tys!

Na dziś w Polsce oficjalnie na COVID19 (również z chorobami współistniejącymi) zmarło ponad 38 tys. osób. W Szwecji nieco ponad 12 tys. osób. Statystyka więc bardzo się wyrównała. Co ciekawe, w Szwecji umarło mniej osób z innych przyczyn niż COVID19, a w Polsce odwrotnie. Gdyby wyłączyć śmiertelne przypadki spowodowane COVID19, to zgonów w Szwecji było o 1,2 proc. mniej w porównaniu z średnią z dwóch poprzednich lat! Dla porównania w naszym kraju w ciągu minionych 12 miesięcy wystawiono o ponad 70 tys. aktów zgonów więcej niż w 2019 roku!

Reasumując… W Szwecji w stosunku do liczby mieszkańców umierała podobna liczba ludzi na COVID19, jak w Polsce, tyle tylko, że tam nikt nie wprowadzał takich obostrzeń, jak u nas! Zachorował ten kto miał zachorować i umarł ten, kto miał umrzeć. Uważam, że tak samo jest w Polsce, bo to, że nie spotykamy się w restauracji, kinie, na stadionie, nie sprawia, że nie zarazimy się koronawirusem w sklepie, w pracy, w autobusie…

Ciekawe, nieprawdaż?

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.