Pingpongowy zawrót głowy

15-letni Miłosz Sawczak niedawno sięgnął po wicemistrzostwo Polski kadetów w tenisie stołowym. To kolejny sukces na arenie ogólnopolskiej młodego sportowca pochodzącego ze Świebodzina w gminie Pleśna. Co ciekawe miłość do tego sportu odziedziczył po swoim ojcu, również Miłoszu Sawczaku, z którym reprezentuje obecnie barwy słowackiego klubu STJ Družba Bardejov.

Miłosz Sawczak z tatą.

Miłoszów dwóch
47-letni Miłosz Sawczak od wielu lat profesjonalnie gra w tenisa stołowego. W swojej karierze był zawodnikiem kilku klubów w polskiej 2. lidze, ale również grał w lidze: angielskiej, czy szwajcarskiej. Od 10 lat jest natomiast zawodnikiem słowackiego klubu STJ Družba Bardejov, z którym w ubiegłym roku awansował do najwyższej ligi. Co ciekawe, zawodnikiem tego zespołu i jego kolegą klubowym od trzech lat jest jego syn, również… Miłosz Sawczak. – O tym, aby nadać takie samo imię synowi, zadecydowała moja żona – śmieje się 47-latek. – Aby nie było nieporozumień na początku funkcjonował on, jako „Miłosz Sawczak junior”, a później nazywaliśmy go „Mimi”. W zasadzie tak zostało do dziś. Nie ukrywam, iż marzyłem o tym, aby syn poszedł w moje ślady, dlatego, kiedy miał 5 lat, zacząłem trenować z nim grę w tenisa stołowego. Nie szło mu najlepiej, ale to… moja wina. Miałem w stosunku do niego zbyt wysokie wymagania. Chciałem, aby wszystkie elementy opanowywał z marszu i od początku był najlepszy. Z czasem zrozumiałem mój błąd i postanowiłem zapisać go na zajęcia tenisa stołowego do MOSIRu Tuchów, gdzie mógł się uczyć gry z dala od moich wygórowanych ambicji..

Miłosz Sawczak junior, śmieje się, że była to najlepsza decyzja, jaką podjął jego tata. – Wiele razy chciałem rzucić rakietką w kąt. Z czasem wręcz znienawidziłem wspólne treningi z tatą. Ciągle tylko na mnie krzyczał. Rozpoczęcie treningów w Tuchowie było dla mnie wybawieniem. Po ponad 2,5 wróciłem jednak pod skrzydła ojca. Niespodziankę zrobiła nam moja mama, która specjalnie dla nas w jednym z garażów przygotowała profesjonalną salę do treningu tenisa stołowego. Od tego momentu jesteśmy nierozłączni. Razem z tatą jesteśmy wdzięczni mamie za to, że jest naszym najwierniejszym kibicem. Wspiera nas na wielu meczach – mówi 15-latek, który dodaje, że miłością do popularnego ping-ponga zapałał tak naprawdę, dopiero w momencie, kiedy zaczął odnosić pierwsze sukcesy. – Przełomowym momentem był mój występ na Grand Prix w Jastrzębiu Zdroju. Miałem 11 lat i byłem rozstawiony z numerem 8. Udało mi się jednak wygrać cały turniej, w którym występowali najlepsi młodzi zawodnicy w kraju! To wówczas poczułem, że moją przyszłość mogę związać z tenisem stołowym.

Czołowy kadet w Polsce
Następne lata zaowocowały kolejnymi sukcesami młodego sportowca. Pomimo zaledwie 15 lat, Miłosz może pochwalić się zwycięstwami w Grand Prix Polski żaków i młodzików. Mistrzostwem Polski młodzików oraz wicemistrzostwem w grze podwójnej. W zawodach międzynarodowych zwyciężał w cyklu turniejów Joola Satelite Cup na Słowacji i w Czechach, zdobył brąz w deblu na World Tourze na Słowacji z Michałem Gawlasem i srebro w drużynie na World Tourze w Egipcie. Dodatkowo na jego koncie pojawiło się zwycięstwo w prestiżowym turnieju Mini Olimpic Games, a także srebrny medal w mistrzostwach Polski kadetów. Wszystkie te sukcesy zaowocowały tym, że pochodzący ze Świebodzina tenisista znalazł się w reprezentacji Polski kadetów na tegoroczne mistrzostwa Europy, które miały odbyć się w chorwackim Zagrzebiu. Niestety z powodu pandemii koronawirusa impreza została odwołana. – Reprezentowanie Polski było od zawsze moim marzeniem i cieszę się, że udało mi się je spełnić. Liczę na to, że w przyszłości będę silnym punktem seniorskiej reprezentacji. Obecnie uczę się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Dzięki temu mogę również profesjonalnie uprawiać sport, który nie koliduje z nauką – mówi Miłosz, który od trzech lat jest gwiazdą słowackiego klubu STJ Družba Bardejov, w którym występuje razem ze swoim tatą. – W tym roku udało nam się awansować do słowackiej ekstraklasy. Na razie mogę pochwalić się bilansem: 8 zwycięstw i 1 porażka, dzięki czemu jestem drugim najlepszym zawodnikiem w całych rozgrywkach. Obecnie liga z powodu pandemii została zawieszona, jednak liczę na to, że wkrótce wznowimy rywalizację. Tenis stołowy na Słowacji w moim odczuciu jest popularniejszy niż w Polsce. Rozgrywki ligowe są szeroko omawiane w prasie, czy telewizji, a spotkania ligowe transmitowane na żywo. Poziom sportowy jest niższy niż w naszym kraju, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ nasza liga jest jedną z najlepszych na Starym Kontynencie. Cieszę się, że mogę grać na takim poziomie, pomimo swojego bardzo młodego wieku. Wystarczy powiedzieć, że jestem w trójce najmłodszych zawodników w całej lidze.

Tata Miłosza nie ukrywa, że jego wielkim marzeniem było wystąpić w jednej drużynie z synem i chociaż jest to mało spotykane zjawisko, czerpią z tego ogromną radość. – Do Bardejova mamy 100 km. Mecze ligowe rozgrywamy w weekendy. Mój syn jest bardzo dobrym uczniem i świetnie potrafi pogodzić naukę z grą. W rodzinie hierarchia jest zachowana i ja jestem ojcem, on jest synem, jednak w momencie, kiedy zakładamy koszulki klubu ze Słowacji, stajemy się partnerami i klubowymi kolegami. Podpowiadamy sobie nawzajem, co powinniśmy zmienić w naszej grze, wspieramy się i ganimy. Władze STJ Družba Bardejov poszły nam na rękę i nie musimy trenować razem z innymi klubowymi kolegami. Pojawiamy się tylko na meczach ligowych. Ja trenuję w domowym zaciszu raz dziennie, natomiast mój syn odbywa w Rzeszowie dwa treningi każdego dnia. Chciałbym grać w tenisa stołowego, jak najdłużej. Myślę, że uda mi się dociągnąć do „pięćdziesiątki” – śmieje się 47-latek.

Marzenie o Igrzyskach Olimpijskich
Miłosz Sawczak senior, pytany o umiejętności syna, nie ma wątpliwości, że są zdecydowanie wyższe niż jego. – Można śmiało powiedzieć, że już w wieku 15 lat uczeń przerósł mistrza. Syn gra na zdecydowanie wyższym poziomie niż ja. Mam nadzieję, że uda mu się zrobić międzynarodową karierę. To wielki talent, a do tego jest bardzo pracowity i poukładany. Wiem, że chciałby w przyszłości wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich. Uważam, że jeżeli nadal będzie się tak rozwijał, to ma na to wielkie szanse.

15-latek nie ukrywa, że to właśnie Igrzyska Olimpijskie są jego największym marzeniem. – Być może nie uda mi się tego zrealizować już za 4 lata, ale myślę, że za 8 lat mogę wystąpić na tej imprezie z orzełkiem na piersi. Będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby tak się stało. Obecnie skupiam się jednak na rozgrywkach ligowych na Słowacji. Chcemy z naszym klubem utrzymać się w najwyższej lidze, co byłoby sporym sukcesem. Po cichu liczę także na to, że uda mi się zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. Moim wymarzonym klubem jest KS Dartom Bogoria Grodzisk Mazowiecki, która świetnie radzi sobie również na międzynarodowym podwórku. Mam też ulubionego zawodnika, na którym się wzoruję, a jest nim Brazylijczyk, Hugo Calderano, który reprezentuje barwy niemieckiej Borussii Düsseldorf. To właśnie jego styl gry staram się przekładać na swoją grę. Wierzę w to, że w przyszłości będę mógł się utrzymywać z gry w tenisa stołowego. To jest sport, z którym chcę związać swoje życie. Chcę to zrobić dla siebie, ale również mojego taty, który zawsze we mnie wierzył – kończy pochodzący ze Świebodzina 15-letni tenisista.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.