Pomagali przez lata, a teraz sami potrzebują pomocy. Trudna sytuacja DPS w Karwodrzy

Pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Karwodrzy w gminie Tuchów od kilku miesięcy nie mogą zmrużyć oczu. Sen z ich powiek spędza wnuczka wywłaszczonych właścicieli posesji, na której znajduje się dwór, a w którym mieści się DPS. Oczekiwania finansowe spadkobierczyni są ogromne. Wiele wskazuje na to, że niepełnosprawnych intelektualnie i chorych psychicznie pacjentów zamieszkujących na co dzień tamtejszy budynek będzie czekać przeprowadzka.

DPS Karwodrza

Dom Pomocy Społecznej w Karwodrzy

Kiedy w 1945 roku na podstawie realizacji reformy rolnej nastąpiło przejęcie Zespołu Parkowo- Dworskiego na rzecz Skarbu Państwa mało kto przypuszczał, że po tylu latach może dojść do sytuacji, kiedy o utworzony w zabytkowym budynku dawnego dworu Dom Pomocy Społecznej będzie upominać się wnuczka byłych właścicieli posesji. – Obiekty jakie otrzymaliśmy przed laty, jako powiat nie do końca były własnością Państwa, a następnie powiatu. Mimo, iż w księgach wieczystych właścicielem był powiat, teraz sądy orzekają i zwracają grunty wraz z zabudowaniami spadkobiercom byłych właścicieli – mówi wicestarosta tarnowski, Zbigniew Karciński. – Ostatnio taki przypadek spotkał DPS w Zbylitowskiej Górze i Stróżach koło Zakliczyna. Karwodrza jest kolejną miejscowością. W tym wypadku kancelaria adwokacka reprezentująca wnuczkę byłych właścicieli posesji w zamian za zabudowaną 4-hektarową działkę w Karwodrzy zażądała 3,5 mln zł. To kwota, która jest dla nas nie do przyjęcia! Ze swojej strony jesteśmy w stanie zapłacić 1,5 mln zł. Musimy zdać sobie sprawę, że jeżeli zaproponowana przez nas suma okaże się za niska, to bardziej będzie opłacało nam się wybudowanie nowego obiektu. Budowa wyniósłby w tym wypadku około 8 mln zł, ale należy pamiętać, że aż 75 proc. z tej kwoty pochodziłoby z dofinansowania ze środków unijnych. Dodatkowo mamy wtedy nowy obiekt, w którym zastosowane zostałyby najnowsze technologie, a także nie byłby wymagany nadzór konserwatorski, jak ma to miejsce obecnie.

Pytany o zaistniałą sytuację burmistrz Tuchowa, Adam Drogoś nie ukrywa, że gminy nie stać na przekazanie jakichkolwiek pieniędzy na spełnienie oczekiwań finansowych spadkobierczyni. – Sam nie podejmę decyzji. Od tego są radni. Nie sądzę jednak, aby zadecydowali o tym, żeby wspomóc finansowo DPS w Karwodrzy. Oczywiście chcielibyśmy, aby tamtejszy budynek nadal służył potrzebującym, jednak w tym wypadku główną rolę odgrywają finanse. Dla gminy byłaby to zbyt kosztowna inwestycja.

Pracownicy DPS-u nie rozumieją dlaczego gmina nie wyraża większego zainteresowania ich problemem zwłaszcza, że w budynku znajduje się ponad 230 osób, w tym około 100 pracowników, w większości pochodzących właśnie z gminy Tuchów. – Z jednej strony rozumiemy decyzję władz gminy. Wiemy, jakie są priorytety. Z drugiej strony, kiedy radny przekaże pieniądze na remont kilometrowej drogi, to w oczach mieszkańców znajduje uznanie. W momencie, kiedy może pomóc niepełnosprawnym okazuje się, że nie jest to wystarczający powód do chwały – nie ukrywa zdziwienia dyrektorka DPS-u w Karwodrzy, Władysława Stefańska.

W ostatnich latach starostwo wydało niemałe pieniądze na przystosowanie budynku dla potrzeb przebywających tam podopiecznych. Wymieniano okna, remontowano wszystkie pomieszczenia, dobudowano dodatkową kondygnację, wybudowano kilka mniejszych budynków na terenie działki oraz odnowiono ogród i park znajdujące się obok obiektu. – Kwota, którą zainwestowano przez te lata przekroczyła milion złotych. Teraz kiedy słyszymy, że ktoś chce nam to odebrać, w naszych oczach pojawiają się łzy. Po naszych podopiecznych widać, że bardzo to wszystko przeżywają, więc staramy się nie informować ich o przebiegu postępowania i aktualnej sytuacji. Dlaczego nikt nie potrafi zdać sobie sprawy z tego, że gdyby nie było tutaj DPS-u, nie byłoby niczego? W budynku, który popadałby w ruinę zbieraliby się narkomani i alkoholicy.

Z informacji uzyskanych przez nas w starostwie wynika, że jeżeli nie uda się uzyskać kompromisu ze spadkobierczynią, to DPS z Karwodrzy zostanie przeniesiony do… budynku szkoły w Dąbrówce Szczepanowskiej w gminie Pleśna, który od jakiegoś czasu stoi pusty. Władysława Stefańska twierdzi jednak, że tego typu krok może nieść za sobą bardzo poważne konsekwencje. – Jeżeli chodzi o dom środowiskowy, to uczęszczają do niego mieszkańcy z gmin Tuchów, Ciężkowice oraz Gromnik. Jeżeli obiekt zostanie przeniesiony na teren gminy Pleśna, najprawdopodobniej wszyscy z nich stracą możliwość korzystania z naszej opieki. Mówimy tutaj o blisko 50 osobach. Dodatkowo 80 naszych podopiecznych na stałe przebywa na terenie obiektu. Budynek szkoły w Dąbrówce Szczepanowskiej jest za mały, aby ich wszystkich pomieścić i na pewno konieczna będzie dobudowa przynajmniej jednego skrzydła. Kolejne pytanie, to kwestia personelu, który zatrudniony jest w oparciu o płace minimalne. Jeżeli będą zmuszeni wydawać pieniądze na codzienne dojazdy, to praca za taką stawkę nie będzie im się opłacać. Kogo zatrudni się w ich miejsce? To nie może być pierwsza, lepsza osoba. Należy spełniać określone kryteria i mieć pewne kwalifikacje. Nie wiem, jak to wszystko się potoczy. Cały czas wierzymy, że nie będziemy zmuszeni zmieniać budynku. Ostatnio naszym mottem stały się słowa papieża Franciszka, który mówił o tym, aby budować żywe pomniki w formie domów pomocy społecznej oraz domów dziecka. W Karwodrzy taki pomnik mamy już wybudowany, więc należałoby go utrzymać, a nie burzyć i budować coś na nowo. Pomagaliśmy, a teraz sami oczekujemy pomocy. Pytanie, czy ją otrzymamy?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *