Czy powódź znów nas zaskoczy?

Po ostatnich silnych opadach deszczu w Gromniku, Tuchowie i Zakliczynie, gdzie doszło do licznych podtopień, na nowo odżył temat zagrożenia powodzią w Tarnowie. Mając w pamięci sytuację z 2010 roku, kiedy to wysoka na ponad trzy metry fala na Wątoku przeszła przez miasto, podtapiając domy znajdujące się bezpośrednim sąsiedztwie rzeki, mieszkańcy miasta zadają sobie pytanie, czy mogą czuć się bezpieczni. Odpowiedź nie jest jednoznaczna…

Fot. Slawojar (wikipedia.com)

Wątok ciągle groźny

Mieszkańcy Tarnowa do dziś pamiętają, co działo się siedem lat temu, kiedy to ogromna masa wody przelała się przez miasto. Zalane domy, ulice, kładki dla pieszych, płynące śmieci i gałęzie drzew to obraz, który po kilku dniach tegorocznych poważniejszych opadów, na nowo rodzi się w naszych głowach i zmusza do zadania sobie pytania – czy to się nie powtórzy?

Włodarze miasta od kilku lat starają się zminimalizować ryzyko wystąpienia powodzi. W tym celu przeprowadzono mnóstwo prac, jednak według radnego, Jacka Łabno, to i tak kropla w morzu potrzeb. – Nie możemy zapominać o tym problemie. Powódź nie jest corocznym zjawiskiem i to nas usypia. Musimy pamiętać, że dla Tarnowa to realne zagrożenie. Nasze miasto jest tak skonstruowane, że kilkudniowy ulewny deszcz może spowodować duże zniszczenia. Przykład mieliśmy na początku maja w Skrzyszowie, gdzie trochę mocniejsze opady spowodowały kilka lokalnych podtopień.

Jacek Łabno twierdzi, że już od dłuższego czasu upomina się i nakłania prezydenta oraz radnych do uchwalenia programu ochrony przeciwpowodziowej w mieście. Według niego tylko konkretne i przygotowane już wcześniej działania są w stanie zagwarantować miastu i mieszkańcom zminimalizowanie szkód, jakie może wyrządzić padający z nieba deszcz. – Przygotowałem w tej kwestii już nawet projekt uchwały, ale pan prezydent jej nie przyjął, ponieważ uważa, że ustawa nie zmusza nas do podjęcia takich działań. Mam niesmak, bo moglibyśmy być liderem w tym aspekcie. Kto wie, czy na jego podstawie nie powstałby później narodowy program ochrony przeciwpowodziowej w Polsce? Niestety, ale w Tarnowie jest mnóstwo newralgicznych miejsc, które powinny być zabezpieczone lub wyeliminowane. Są to tereny, leżące niedaleko Wątkoku, który jest tym potokiem, w obrębie którego, skutki ulewnych deszczy są najbardziej widoczne. Mam tu na myśli przede wszystkim takie dzielnice jak: Gumniska, osiedle Krakowska i osiedle Koszyckie. Wystarczy spojrzeć, jak wygląda Wątok w okolicach starówki, gdzie jest uregulowany i czysty, a jak prezentuje się w innych miejscach. Obok niego rosną drzewa, które zaraz mogą się przewrócić i doprowadzić do spiętrzenia wody, co już w historii miasta Tarnowa miało miejsce w 2010 roku. Wówczas zalane zostały Gumniska, a winna była topola, która się przewróciła i spiętrzyła wody Wątoku.

Bezpieczeństwo kosztuje

Katarzyna Sutkowska z wydziału bezpieczeństwa publicznego w urzędzie miasta w Tarnowie twierdzi, że od momentu ostatniej większej powodzi wykonano bardzo wiele prac związanych z poprawą bezpieczeństwa mieszkańców i ograniczeniem skutków powodzi. – Od 2011 toku zawarto szereg porozumień z instytucjami, zakładami pracy, firmami obejmujących wzajemną współpracę w ramach reagowania na zdarzenia kryzysowe z uwzględnieniem zagrożenia powodziowego. W latach 2015-2016 dokonano modernizacji systemu ostrzegania o zagrożeniach na terenie miasta Tarnowa. Łącznie wymienionych zostało siedem syren alarmowych, centrala alarmowa, a także zostało uruchomione zastępcze stanowisko sterowania syrenami. Dodatkowo uruchomiony został punkt pomiarowy rzeki Biała Tarnowska w Tarnowie na moście na ulicy Krakowskiej, dzięki któremu na bieżąco można monitorować poziom wody w Internecie. Wydaliśmy również poradnik „Zasady postępowania w sytuacjach wystąpienia różnych zagrożeń”, zawierający zasady postępowania również w sytuacji wystąpienia powodzi. Poradnik rozpowszechniany jest podczas szkoleń oraz spotkań organizowanych przez Wydział Bezpieczeństwa Publicznego UMT.

Powiat tarnowski już od jakiegoś czasu buduje Elektroniczny System Ostrzegania Powodziowego. O tym, czy uda się go dokończyć, zadecydują pieniądze. Potrzebnych jest blisko 3 mln zł. Wiesław Gadziała, dyrektor wydziału rozwoju w tarnowskim starostwie mówi, że powiat na obecną chwilę dysponuje ośmioma stacjami pomiarowymi na Białej, które mierzą poziom rzeki. – Aby w pełni wykorzystać jego możliwości, konieczne jest zainstalowanie dodatkowych dziesięciu stacji, które ulokowane zostałyby na dopływach rzeki. Obecnie otrzymujemy również dane z sześciu deszczomierzy należących do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Nie ukrywamy, że jednym z naszych głównych celów jest budowa radaru meteorologicznego, który mógłby stanąć w okolicach Falkowej. Wraz z instalacją stacji pomiarowych całość inwestycji wyniosłaby nas około 3 mln zł, a prace nie nastąpiłyby wcześniej, niż z końcem przyszłego roku. Szukamy jednak alternatywy, a jedną z nich jest współpraca z IMGW polegająca na wykorzystania danych dla naszego systemu z większych radarów, chociażby tego, który znajduje się w Rzeszowie.

Niestety w dalszym ciągu nic nie wynika z szumnych zapowiedzi podwyższenia wałów przeciwpowodziowych i budowy nowych wzdłuż rzeki Białej w Tuchowie i Tarnowie. Pytany przez nas Rafał Pater z Małopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych twierdzi, że projekt jest już na ukończeniu, jednak nie może jednoznacznie stwierdzić, kiedy zostanie zakończony i czy w ogóle uda się uzyskać pieniądze na jego realizację. – Wały Białej nie są w złym stanie, ale po wielu latach użytkowania wymagają one przeprowadzenia pewnych prac. Jeżeli pojawiłyby się pieniądze, to inwestycję moglibyśmy przeprowadzić nawet w tym roku. Projekt zakłada, że wały miałyby zostać podniesione do poziomu wody z 2010 roku i minimalnie zwiększone o dodatkowe zabezpieczenie. Jeżeli udałoby się go zrealizować, wówczas ze strony Białej zagrożenie powodzią zmalałoby niemal do zera.

Jeden polder nie wystarczy

Już teraz wiadomo, że oddany do użytku w 2014 roku polder zalewowy w Skrzyszowie będzie miał niebagatelny wpływ na zmniejszenie skutków powodzi nie tylko dla mieszkańców podtarnowskiej gminy, ale i mieszkańców samego Tarnowa. Czasza zbiornika rozciąga się na ponad 20 hektarach i może pomieścić ponad 750 tysięcy metrów sześciennych wody, jednak jak zauważa Stefan Piotrowski, zastępca dyrektora Wydziały Infrastruktury Miejskiej, jeden polder nie jest w stanie poradzić sobie z potencjalnym zagrożeniem. – Co roku na konserwacje rowów wydajemy około 250 tys. zł. Na cele inwestycyjne związane z gospodarką przeciwpowodziową jest to już blisko 500 tys. zł. Od ponad dwóch lat robimy generalną przebudowę potoku Klikowskiego, dzięki czemu możemy przepuścić przez niego o 60 proc więcej wody, niż jeszcze kilka lat temu. Wszystko po to, aby sytuacja z 2010 roku się nie powtórzyła. Oddanie do użytku zbiornika w Skrzyszowie wspomoże walkę z powodzią, ale na pewno jej nie zapobiegnie. Wiem, że pojawił się już projekt na zlecenie Małopolskiego Zarządu Melioracji przebudowy całego dorzecza Wątoku, w ramach którego powstałoby kilka polderów zalewowych. Obecnie prowadzone są starania, aby uzyskać pieniądze na ten cel z Banku Światowego. Gdyby udało się zrealizować to zadanie, to problemu powodzi w naszym mieście praktycznie by nie było. W grę wchodzi również budowa wydajnej, dużej przepompowni na starym Wątoku. Wiąże się to z wydatkiem 6-7 mln zł. Jeżeli udałoby się pozyskać środki na ten cel, to jesteśmy gotowi, aby przygotować odpowiednią dokumentację.

Jacek Łabno wierzy, że na obietnicach się nie skończy i miasto rzeczywiście przejdzie do konkretnych działań. A zacząć trzeba już od najprostszych rzeczy. – Lokalne podtopienia wynikają również z niedrożności systemu kanalizacji opadowej. Pod tym względem mamy bardzo duże zaległości. W ostatnim czasie kratki ściekowe zostały co prawda wyczyszczone, ale zrobiono to zaledwie na kilkudziesięciu sztukach, a tych w mieście jest setki. W Tarnowie znajduje się również magazyn Obrony Cywilnej. Byłem w nim jakiś czas temu w formie kontroli z komisją rewizyjną. Pojawiło się kilka zaleceń, które prezydent miasta wykonał, przeprowadzając m.in. inwentaryzację. Pomimo tego, według mojej oceny magazyn jest mizernie wyposażony w urządzenia, które pomagają w walce z powodzią. Łopaty, cholewy, siekiery… Tego jest niewiele. Wspomagamy się strażakami, a magazyn Obrony Cywilnej jest pusty. Stwórzmy w końcu poważny program, który opierałby się na konkretnych działaniach i inwestycjach. Zacznijmy poświęcać większe środki na ten cel. Anomalia pogodowe będą występować coraz częściej. Obyśmy znowu nie byli świadkami powtórki z rozrywki…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • RSS
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop