Praca na wagę złota…

Ludzie od dawna zajmowali się wyrobem biżuterii. Początkowo wykonywano ją z piór, czy kości, a z czasem zaczęto używać do tego drogocennych kamieni, srebra i złota. Zawód jubilera uznawany był za wyjątkowy, a żeby zajmować się tym na poważnie, należało ukończyć masę kursów i szkoleń. Dziś jubilerzy nie są tak szanowani, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, co wcale nie oznacza, że chętnych na nowy łańcuszek, pierścionek, czy kolczyki jest z każdym rokiem coraz mniej.

Jubiler Dariusz Sulowski podczas codziennej pracy…

Według wielu ekspertów branża jubilerska ma przed sobą świetlaną przyszłość. Roczna globalna sprzedaż w 2020 roku ma osiągnąć 250 mld euro, a to o około 5 proc. więcej niż jeszcze cztery lata temu. Nic dziwnego, że coraz więcej osób marzy o tym, aby związać swoją przyszłość właśnie z tym zawodem. Należy jednak pamiętać, że oprócz zdobycia specjalistycznego wykształcenia jubiler powinien charakteryzować się zdolnościami manualnymi i kreatywnością, a w dzisiejszych czasach o dobrych fachowców jest zdecydowanie trudniej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

– Nie ma tak dobrych szkół, jak kiedyś, przez co coraz trudniej trafić na dobrego jubilera – mówi Dariusz Sulowski jubiler z Tarnowa. – Swoje robią też „sieciówki”, w których klienci mogą kupić biżuterię za zdecydowanie mniejsze pieniądze, ale również zdecydowanie gorszej jakości niż u jubilera. Często więc klienci kupując taką biżuterię, zniechęcają się do zakupu kolejnych kolczyków, pierścionków i łańcuszków, bo te szybko się psują. Takie działania bardzo źle wpływają na rynek i postrzeganie jubilerów, którzy akurat w tym przypadku są absolutnie bez winy. Trudno wówczas przekonać kogoś, że dobry jubiler naprawdę potrafi zrobić cuda. Zdarzyło mi się wykonywać srebrną barkę dla klientki, która zawoziła ją do Watykanu. Wykonywałem ważący 50 gramów złoty łańcuch, czy berło dla Bractwa Kurkowego w Tarnowie. Trzeba pamiętać, że jesteśmy przede wszystkim rzemieślnikami. Wszystko robimy ręcznie. Walcujemy, zginamy, kujemy… Jeżeli ktoś decyduje się na unikatową biżuterię, musi liczyć się z dodatkową opłatą za poświęconą przez nas pracę. Ostateczne koszty uzależnione są od trudności wykonania zadania i wahają się od 500 do 2000 zł, jednak biżuteria służy nam później przez 30 lat i nie trzeba co chwilę jej naprawiać.

Nasz krajowy rynek wyrobów ze złota i innych metali szlachetnych to już niemal 3 mld zł i w ostatnich latach rośnie w stałym tempie co najmniej o kilka procent rocznie. Z danych, które niedawno udostępniła ambasada Włoch wynika, że w 2017 r. do Polski trafiły wyroby jubilerskie za niemal 261 mln euro, natomiast eksport tej kategorii urósł o ponad 17 proc., do 154 mln euro. Najpopularniejsze niezmiennie od kilku już lat są pierścionki i obrączki wykonane z białego złota, natomiast obrączki ze srebra kupowane są najrzadziej. Dodatkowo należy zaznaczyć, że coraz więcej osób decyduje się na zakup biżuterii platynowej. Szacuje się, że udział platynowej biżuterii w rynku nie jest duży, ale stabilny i utrzymuje się na poziomie 3-4 proc. ogólnego rynku sprzedaży biżuterii. Trzeba pamiętać, że platyna to jeden z najbardziej wartościowych metali szlachetnych, przez co bardzo często łączona jest z diamentami, dlatego też biżuteria z niej wykonana jest jedną z najdroższych dostępnych na naszym rynku.

– W Tarnowie w ostatnich latach rekordy popularności biją „celebrytki”, czyli delikatny łańcuszek z zawieszkami w kształcie serca, koła, litery, czy koniczynki. Noszą je gwiazdy kina, więc stąd ich nazwa. Są tanie, więc często również słabej jakości – mówi Józef Spiszak z firmy złotniczo-jubilerskiej „Artes”. – Tarnowianie nie wydają zbyt dużo pieniędzy na biżuterię. Oczywiście od czasu do czasu zdarzy się jakiś większy zakup, ale przeważnie zakupują oni kolczyki, łańcuszki i pierścionki za kwotę 300-400 zł. Po cichu liczymy, że klienci będą bardziej rozrzutni w czasie zbliżających się świąt, chcąc sprawić przyjemność swojej drugiej połówce. Mamy u siebie dużą kolekcję diamentową, która powoli zostawia za swoimi plecami cyrkonie. Ceny nie są wówczas małe, ponieważ za klasyczny pierścionek z kamieniem o średnicy 3 mm musimy zapłacić 1500 – 2500 zł. Trzeba jednak przyznać, że takie zakupy nie zdarzają się zbyt często i raczej mają miejsce przy okazji ważnego wydarzenia takiego jak ślub, czy rocznica.

Nie jest zaskoczeniem również fakt, że w sklepach jubilerskich przeważnie pojawiają się kobiety, a nie mężczyźni. Panie, kiedy na wystawie widzą niedrogą biżuterię, zawsze sięgną do portfela po 20-30 zł, aby tylko poprawić sobie humor. Jeżeli u jubilera pojawia się mężczyzna, to w większości przypadków stoi za tym… jego partnerka. Nowym naszyjnikiem, czy kolczykami starają się oczarować swoją drugą połówkę. Spinki do mankietów, spinki do krawata, grube łańcuchy, sygnety, czy męskie kolczyki w żaden sposób nie mogą konkurować pod względem zainteresowania z typowo damską biżuterią.

– W pewien sposób to kobiety ciągną ten biznes do przodu – śmieje się Jerzy Stachowiak z tarnowskiej pracowni złotniczej. – Na pewno trzeba zaznaczyć, że akurat w naszym mieście dominuje srebro, a nie złoto. Nie ma chyba sklepu, który w swojej kolekcji nie dysponowałby bogatym asortymentem wykonanym właśnie ze srebra. Wynika to z tego, że jesteśmy raczej biednym społeczeństwem i jeżeli kupujemy biżuterię, to częściej jest ona ze srebra, a nie złota. Dawniej, aby otworzyć pracownię złotniczą lub sklep jubilerski należało zdobyć koncesję. Teraz może to zrobić praktycznie każdy. Z jednej strony to dobrze, że jest łatwiej, jednak z drugiej strony na rynku zaczęło pojawiać się więcej materiałów bez gwarancji i ludzi, którzy nie do końca są kompetentni. Przez to zawód ten nieco stracił na renomie. Dodatkowo w ostatnich latach na rynku jubilerskim doszło do sporych zmian. Wcześniej był to rynek producenta, a od jakiegoś czasu zmienił się w rynek konsumenta. Sklepów sprzedających biżuterię jest tak dużo, że teraz głównym wyznacznikiem zakupu nie jest jakość, a przede wszystkim cena. Uważam jednak, że ten zawód ma przed sobą wspaniałą przyszłość. Rzemieślnicy coraz częściej odchodzą w zapomnienie, a my cały czas mamy się dobrze. Bo komu nie podobają się kolorowe ozdoby i błyskotki?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

1 Komentarz

  • Ja wole lokalnych wlasnie jubilerow niz ‚sieciowki’ – nie dosc, ze taniej, to jeszcze mozna sie dogadac i zrobic sobie cos na zamowienie indywidualne:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *