W czerwcu aż 36,52 proc. kursantów zdało egzamin praktyczny na prawo jazdy w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego w Tarnowie. To o ponad 5 proc. lepszy wynik niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Z powodu epidemii koronawirusa przez kilka tygodni tarnowski MORD w ogóle nie prowadził egzaminów. Od 11 maja znów się odbywają, ale z pewnymi ograniczeniami. Lęk spowodowany pandemią jest, ale nie tak duży, jak mogłoby się wydawać…

Do egzaminu na prawo jazdy nie mogą przystąpić osoby, które mają wyraźne oznaki przeziębienia i takie, które w ostatnich 14 dniach miały bezpośredni kontakt z osobą, u której stwierdzono zakażenie koronawirusem, a także osoby, których domownicy pozostają w okresie kwarantanny.

Koronawirus mocno dał się we znaki pracownikom MORD w Tarnowie. Przez pierwsze 6 miesięcy tego roku przeprowadzono tam zaledwie 4 284 egzaminów teoretycznych i 5 933 praktycznych. Dla porównania w ubiegłym roku było ich w tym samym okresie odpowiednio 6 673 i 10 700. Nie oznacza to jednak, że sytuacja w ośrodku związana z małą liczbą osób chętnych do zdawania egzaminów w dalszym ciągu się utrzymuje. W samym tylko czerwcu w statystykach odnotowano 1225 sprawdzianów teoretycznych i 1618 praktycznych. Dla porównania w czerwcu 2019 roku liczby były zdecydowanie mniejsze i wynosiły odpowiednio 972 i 1254.

– Powoli wracamy do normalności – mówi dyrektor tarnowskiego MORD, Paweł Gurgul. – Przez pierwsze miesiące od wybuchu pandemii ośrodek był całkowicie zamknięty. Następnie w maju przeprowadzaliśmy egzaminy, ale w ograniczonej liczbie. Od 7 lipca ponownie egzaminatorzy egzaminują dziennie po 9 osób. Wszystko odbywa się oczywiście z zachowaniem wszelkich reguł ostrożności. Przed wejściem na teren ośrodka specjalnie zatrudniony przez nas pracownik mierzy temperaturę. W sytuacji, kiedy wyniosłaby ona powyżej 37,5 st. C, osoba nie jest dopuszczana do egzaminu. Poza tym wszystkie osoby podchodzące do egzaminu teoretycznego, jak i praktycznego muszą mieć na twarzach maseczki. Ich dłonie również są dezynfekowane. Dezynfekcji poddawane są również same pojazdy, a niektórzy egzaminatorzy stosują również rękawiczki.

Do egzaminu na prawo jazdy nie mogą przystąpić osoby, które mają wyraźne oznaki przeziębienia i takie, które w ostatnich 14 dniach miały bezpośredni kontakt z osobą, u której stwierdzono zakażenie koronawirusem, a także osoby, których domownicy pozostają w okresie kwarantanny. Co ciekawe m.in. z tego też względu kilka osób odwoływało zaplanowane w ośrodku egzaminy.

– Ludzie rzeczywiście wykazują się dużą odpowiedzialnością. Dbają nie tylko o swoje zdrowie, ale i zdrowie innych. Mieliśmy przypadki, kiedy dzwoniły do nas osoby z prośbą o przeniesienie egzaminu na inny termin, ponieważ członek ich rodziny wrócił z zagranicy lub same przypuszczały, że mogły mieć kontakt z osobą zarażoną koronawirusem. To naprawdę budujące postawy – mówi Paweł Gurgul.

Z powodu koronawirusa wydłużeniu uległ czas oczekiwania na egzaminy. W przypadku egzaminów na kat. B na egzamin trzeba czekać około 3 tygodni. Przed pandemią było to zaledwie około 1,5 tyg. Osoby chcące jeździć motocyklem na egzamin muszą czekać z kolei aż 4 tygodnie. Nie wydłużył się natomiast termin egzaminów na kat. C+E. Udało się to, ponieważ egzaminy są prowadzone również po godzinie 15. Z kolei na egzamin teoretyczny trzeba czekać około tygodnia. Jest to nieco dłuższy czas niż dotychczas, a wynika to z tego, że w ramach środków ostrożności na sali egzaminacyjnej może przebywać 10, a nie jak do tej pory 19 osób.

Zapytani przez nas przyszli kierowcy o to, jak odnajdują się w czasie egzaminów na prawo jazdy w czasie pandemii, nie ukrywają, że jest to dodatkowo stresująca sytuacja, ale nie odgrywa ona większej roli w samym egzaminie. – Oczywiście wszystkie środki bezpieczeństwa łącznie z maseczkami, czy dezynfekcją trochę wytrącają człowieka z koncentracji, ale nie jest to jakiś duży problem. Nie boję się również, że mógłbym podczas egzaminu zarazić się koronawirusem. Środki ostrożności są na tak wysokim poziomie, że niebezpieczeństwo zakażenia jest naprawdę minimalne – mówi nam Paweł, który po raz drugi pochodził do egzaminu.

Koronawirusa nie obawiają się również sami egzaminatorzy, którzy przez pierwsze tygodnie z lekkimi obawami podchodzili do egzaminowania, zastanawiając się, czy ktoś może zarazić ich koronawirusem. W tym celu niektórzy z nich potrafili zakładać na dłonie rękawiczki… Teraz lęk jest już zdecydowanie mniejszy. – Nie widzę wśród egzaminatorów większego stresu związanego z tą sytuacją. Myślę, że większość z nich już przyzwyczaiła się do tego, ze życie dalej toczy się pomimo koronawirusa. Zresztą nie słychać również o przypadkach, aby w ośrodkach ruchu drogowego dochodziło do sytuacji, że ktoś zostaje zarażony. Wydaje mi się, że jesteśmy naprawdę bezpieczni – tłumaczy dyrektor MORD w Tarnowie i dodaje, że sytuacja związana z pandemią pozytywnie wpłynęła na… zdawalność egzaminów. – W przypadku najbardziej popularnej kategorii „B”, egzamin teoretyczny zdało w czerwcu 63,14 proc. osób, a praktyczny 36,52 proc. W poprzednim roku w tym samym miesiącu zdawalność wynosiła odpowiednio – 54,64 proc. oraz 31,51 proc. Wpływ na to może mieć kilka czynników. Do tej pory egzaminator mógł egzaminować osoby 50 minut, ale w sytuacji, kiedy nie był pewny umiejętności przyszłego kierowcy, mógł o kilka minut wydłużyć ten czas. Teraz w okresie pandemii nie ma już takiej możliwości i w ciągu 50 minut musi podjąć ostateczną decyzję, czy egzamin zaliczyć, czy też nie. To powoduje, że wielu kierowców bez popełnienia rażących błędów, zdaje egzaminy. Dodatkowo wpływ na tak dobre statystyki może mieć również fakt, że do egzaminów przystępują osoby, którym na zdobyciu „prawka” naprawdę zależy. Do tej pory często bywało tak, że mieliśmy egzaminowane osoby, które podchodziły do egzaminów, ponieważ były zachęcane przez członków swoich rodzin, czy znajomych, aby w końcu i one mogły pochwalić się prawem jazdy. Teraz nie pchają się one już tak do egzaminów, a także nie są zachęcane przez bliskich, ponieważ dobrą wymówką stała się ewentualność… zarażenia koronawirusem. Tym samym do egzaminów podchodzą w większości osoby, którym na jego zaliczeniu naprawdę zależy. Okazuje się więc, że koronawirus przyniósł nie tylko same negatywne skutki dla naszego społeczeństwa – kończy z uśmiechem, Paweł Gurgul.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.