Przedszkola w regionie nadal oblegane

Kilka tygodni temu premier Mateusz Morawiecki ogłosił nowe zasady walki z koronawirusem. W związku z rosnącą gwałtownie liczbą nowych zakażeń weszły w życie dodatkowe obostrzenia, w tym m.in. zdalne nauczanie dla wszystkich uczniów. Otwarte pozostały przedszkola, a także żłobki i jak się okazuje, rodzice dzieci z naszego regionu, pomimo ryzyka zakażeniem koronawirusem, nadal chętnie posyłają swoje pociechy na zajęcia.

Fot. Canva

Nie boją się lub nie mają co zrobić z dziećmi
Postanowiliśmy zapytać w kilkunastu przedszkolach działających w powiecie tarnowskim, jak prezentuje się frekwencja na organizowanych przez nich zajęciach. Okazuje się, że w zdecydowanej większości przypadków rodzice bardzo chętnie posyłają swoje pociechy do przedszkoli. Są placówki, w których frekwencja wynosi nieco ponad 50 proc., ale są i takie, gdzie sięga 80-90 proc.!

Pani Dagmara jest mamą 4-letniego Olka, który uczęszcza do jednego z przedszkoli w regionie. Kobieta nie ukrywa, że przedszkole jest dla niej w pewnym sensie wybawieniem, ponieważ ona i jej mąż na co dzień pracują i w tym czasie nie miałaby komu powierzyć opieki nad dzieckiem. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przedszkola miałyby przejść na naukę zdalną. Nie wiem co bym wówczas zrobiła. Myślę, że w podobnej sytuacji jestem nie tylko ja, ale również wiele innych matek. Nie obawiam się, że dziecko może zarazić się w przedszkolu koronawirusem, a następnie zarazić mnie i męża. Tak naprawdę, w obecnej sytuacji, kiedy ja i mąż również pracujemy, to także w swoich zakładach pracy możemy zostać zarażeni. Nie uważam więc, że to przedszkole może być miejscem, gdzie najłatwiej złapać COVID19, zwłaszcza, że panie przedszkolanki przykładają olbrzymią wagę do tego, aby sale były odpowiednio dezynfekowane i aby codziennie stosować się do wszelkich zasad bezpieczeństwa.

Koronawirusa nie obawia się również pani Kinga, mama 5-letniej Klaudii, która podobnie, jak pani Dagmara uważa, że patrząc przez pryzmat nowych rekordów zakażeń COVID19 w kraju, można zakazić się nim wszędzie, nie tylko w przedszkolu. – Ubolewam nad tym, że na naukę zdalną skierowane zostały też klasy 1-3, ponieważ mój syn jest uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej i zmuszony jest odbywać zajęcia przez internet. Uważam, że zbyt pochopnie podjęto tę decyzję. Jeżeli osoby starsze normalnie pracują i też są narażone na zakażenie, to odebranie nauki dzieciom w placówkach tak naprawdę nic nie zmienia. Jest to jedynie utrudnienie dla ludzi, którzy chcą normalnie pracować i zarobić jakikolwiek pieniądze w tym trudnym czasie, w jakim wszyscy się znaleźliśmy. Niektóre z moich koleżanek szukały w ostatnich dniach niań, aby zaopiekowały się ich dziećmi, które z powodu zawieszenia zajęć w szkołach, były zmuszone zostać w domu, a przecież zatrudnienie niani wiąże się z kolejnymi kosztami. Cieszę się, że przynajmniej moje drugie dziecko może uczęszczać do przedszkola i liczę na to, że nie ulegnie to zmianie.

Czekają na dzieci
Jedna z niższych frekwencji w przedszkolach w naszym regionie ma miejsce w placówce w Łękawicy. Tam na 66 dzieci na zajęcia uczęszcza około 50 proc. Być może jednym z powodów jest to, że jakiś czas temu koronawirusa wykryto u pracowników przedszkola. – Rzeczywiście mieliśmy kilku pracowników zakażonych COVID19, ale wrócili oni już do pracy i działamy w pełnym składzie – mówi dyrektorka przedszkola, Marzena Budzik. – Wielu rodziców nie posyła swoich pociech do przedszkola, ponieważ boją się, że mogą trafić na kwarantannę, a pracodawcy bardzo często niezbyt przychylnym okiem spoglądają na takie osoby. Nie wszyscy rodzice obawiają się jednak koronawirusa. Mamy m.in. jedną mamę, która jest w ciąży, a i tak posyła swoje dziecko na zajęcia. Uważam, że nie powinno nas się zamykać, tak jak szkoły podstawowe. Przedszkole nie spełniałoby swojej roli, gdyby było zamknięte. Podstawową funkcją takiej placówki jest zapewnienie opieki dzieciom. Jeżeli tej opieki nie zapewnimy, to po co tak naprawdę jesteśmy? Widzę, jak rodzice są przeciążeni. Niektórzy mówią nam wprost, że nie wyobrażają sobie sytuacji bez otwartego przedszkola. Kiedy przyprowadzają do nas swoje pociechy, w tym czasie… odrabiają lekcje ze starszymi dziećmi, które uczą się zdalnie. Cały czas czekamy na maluchów, a tym, którzy do nas docierają zapewniamy bardzo dobrą opiekę.

Stosunkowo dobra frekwencja na zajęciach ma miejsce w przedszkolu publicznym w Zakliczynie. – Jesteśmy bardzo dużym przedszkolem, ponieważ uczęszcza do nas 150 dzieci, a do tego prowadzimy żłobek. Na zajęciach pojawia się każdego dnia ponad 60 proc. maluchów będących naszymi podopiecznymi – mówi dyrektorka placówki, Katarzyna Gaździk. – Na zajęcia przyjmujemy tylko zdrowe dzieci. Postępujemy zgonie z procedurami zarówno tymi otrzymanymi od ministerstwa, jak i naszymi wewnętrznymi. Zdecydowaliśmy, że wszyscy nasi pracownicy mają założone maseczki. Ściągane są one jedynie podczas czytania książek lub zajęć z logopedą, ale wówczas zachowujemy odpowiedni dystans. Przedszkole dla rodziców mamy zamknięte i przed wejściem do placówki dzieci są odbierane od ich opiekunów. Dokonujemy również codziennej dezynfekcji sali zabaw, ale nie tylko przez użycie płynów, ale przez dokładne mycie każdego elementu, czy zabawki. Maluchy przyzwyczaiły się już do trudnej sytuacji związanej z koronawirusem. Bywa nawet tak, że podczas zajęć same bawią się w… izolację, czy kwarantannę. Dawniej, kiedy dziecko po dłuższej nieobecności było dopytywane przez rówieśników, dlaczego nie było w przedszkolu, dziś główne pytania, jakie padają, to czy miało kwarantannę, czy też w jego rodzinie był koronawirus. Maluchy widzą co się dookoła nich dzieje. Codziennie w telewizji słyszą informacje o kolejnych zakażeniach, widzą swoich rodziców w maseczkach… Trudno ich przed tym wszystkim uchronić.

Rodzice nie chcą nauki za pomocą platform
W publicznym przedszkolu w Wierzchosławicach frekwencja na zajęciach jest jedną z najwyższych w regionie. Na zajęcia uczęszcza około 85 na 115 dzieci. Jak mówi dyrektorka tamtejszej placówki, Monika Masłoń, rodzice posyłają do przedszkola swoje pociechy, dbając jednak o to, aby nie miały żadnych objawów choroby. – Przed pandemią rodzice potrafili przyprowadzić do nas dzieci z katarem i kaszlem. Teraz się to nie zdarza. Są zdecydowanie bardziej odpowiedzialni. Jeżeli widzimy, że dziecko może być przeziębione, od razu mierzymy mu temperaturę i w razie konieczności wzywamy rodziców. Nie wiemy, czy przez kolejne tygodnie przedszkola nadal będą otwarte, jeżeli liczba zakażonych koronawirusem osób będzie systematycznie wzrastać. Na początku roku nasze przedszkole było już objęte nauką zdalną, więc pewnie bez problemu byśmy sobie z tym poradzili. Wysyłaliśmy wówczas za pomocą internetu zadania do rozwiązywania. Organizowaliśmy grupy messengerowe, na których nauczycielka języka angielskiego nagrywała filmiki z wypowiadanymi przez siebie słowami. Trudno jednak stwierdzić, jak ponownie na takie rozwiązanie zapatrywaliby się rodzice dzieci. Na pewno nie wszystkim byłoby to na rękę.

O lekcje zdalne za pomocą specjalnej ankiety zapytała rodziców dyrektorka przedszkola publicznego w Wojniczu, Katarzyna Kura. Okazało się, że aż 90 proc. rodziców nie chce korzystać z żadnych platform. – Rodzice chcą, aby przedszkolanki wysyłały zadania w formie mailowej. Powód jest prosty – rodzice nie mają takiej ilości komputerów w swoich domach, a na nauce zdalnej są już inne ich dzieci – mówi Katarzyna Kura. – Obecnie na zajęcia do naszego przedszkola uczęszcza około 90 ze 120 dzieci. To bardzo dobry wynik. W zasadzie nie widzimy żadnej różnicy w porównaniu z listopadem zeszłego roku, kiedy koronawirusa jeszcze nie było. Stosujemy jednak szczególne środki bezpieczeństwa. Przedszkolanki same ubierają i rozbierają maluchy. Mamy na to specjalne dyżury w godz. 6-9 i 14-17. Nie mierzymy jednak wszystkim dzieciom temperatury. Nie wyobrażam sobie zresztą, abyśmy mieli to robić. Jak takie dzieci mają odnaleźć się później w przedszkolu, kiedy już na wejściu są w ten sposób kontrolowane? Nie ukrywam jednak, że czasami mi, jak i przedszkolankom jest… przykro. Niejednokrotnie jesteśmy traktowane nie jako nauczycielki, które mogą dziecko czegoś nauczyć, a jako zwykłe opiekunki. To krzywdzące, bo w mojej opinii prawdziwa nauka zaczyna się już w przedszkolu i będzie ona miała wpływ na późniejsze losy każdego młodego człowieka. Czujemy się potrzebne, zwłaszcza w tym trudnym dla wszystkich czasie. Cieszy to, że coraz więcej rodziców zaczyna to doceniać…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.