Rafał Szablowski, 19-letni mieszkaniec Pleśnej od kilku lat osiąga międzynarodowe sukcesy w trójboju siłowym, czyli konkurencji składającej się z: martwego ciągu, przysiadu, a także wyciskania sztangi w pozycji leżącej. W swojej stosunkowo krótkiej karierze już teraz może pochwalić się tytułem mistrza Polski do lat 18, a także mistrzostwem Europy w tej samej kategorii wiekowej.

Rafał Szablowski

Mieszkaniec gminy Pleśna już od najmłodszych lat interesował się sportem. Nie biegał jednak za piłką, jak jego szkolni koledzy, a postawił w swoim życiu na sporty siłowe. Mając 13 lat, wystąpił w zawodach szkolnych w pchnięciu kulą. Zdarzyło mu się również startować w zawodach z rzutu dyskiem. – Osiągałem naprawdę dobre rezultaty. Myślałem nawet, aby zająć się tym na poważnie. Wiązało się to jednak z przeprowadzką do Krakowa, której nie za bardzo byłem zwolennikiem. Trenując pchniecie kulą, zawsze podobały mi się ćwiczenia na siłowni. Stwierdziłem, że może właśnie w ciężarach mógłbym poszukać swojej szansy na sukces. Od jednego z trenerów usłyszałem o zawodach w trójboju siłowym, na który składa się: martwy ciąg, czyli konkurencja polegająca na podnoszeniu z podłoża ciężaru do momentu, w którym wykonujący ćwiczenie ma proste plecy oraz nogi w kolanach, podnoszenie ciężaru w przysiadzie, a także wyciskanie sztangi w pozycji leżącej. Okazało się, że już w swoim debiucie zostałem mistrzem Polski do lat 18. Wówczas zdałem sobie sprawę, że trójbój siłowy to jest to, z czym chciałbym związać swoją przyszłość – tłumaczy Rafał Szablowski, który podczas treningów wspierany jest przez tarnowskiego byłego strongmana, a obecnie zawodnika MMA, Sławomira Rawińskiego. – Sławek dzieli się ze mną wieloma cennymi radami. Dzięki jego wskazówkom rozwijam się coraz szybciej. Niewykluczone, że kiedy osiągnę już duży międzynarodowy sukces w trójboju siłowym, to spróbuję swoich sił również jako strongman. To mogłoby być ciekawe doświadczenie – dodaje 19-latek z Pleśnej.

Rafał bardzo szybko zaczął osiągać sukcesy nie tylko w Polsce, ale również na arenie międzynarodowej. W czerwcu ubiegłego roku został mistrzem Europy WPA w trójboju siłowym w kategorii do 125kg! Tytuł wywalczył w Pabianicach, osiągając w trzech konkurencjach: martwym ciągu, przysiadzie i wyciskaniu sztangi leżąc, łącznie 600kg! Znakomitą formę i sezon młodego sportowca podkreślił również późniejszy start w Pucharze Świata. Na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku Rafał przywiózł z Siedlec II miejsce w Pucharze Świata XPC w kategorii TEEN 17 do 125 kg z wynikami: przysiad 230 kg, wyciskanie leżąc 160 kg, martwy ciąg 235 kg. Siłaczowi z Pleśnej zabrakło zaledwie 4 kg, by wyjechać z Siedlec ze złotem.

– Ćwiczę naprawdę sporo. Pięć dni spędzam na siłowni, a dodatkowo w jeden dzień biegam lub jeżdżę na rowerze. Do tego dochodzi też odpowiednia dieta. Jem zdrowo, ale w olbrzymich ilościach. Niektórzy znajomi nie mogą nadziwić się, jak potrafię wchłonąć tak duże ilości pokarmu – śmieje się Rafał, który nie ukrywa, że poranna jajecznica w jego przypadku musi składać się z co najmniej siedmiu jajek. – Najzabawniejsze są wyjścia ze znajomymi do restauracji. Zdarzyło mi się, że kelnerzy nie potrafili uwierzyć, kiedy zamawiałem u nich trzy porcje mięsa wołowego. Kiedy natomiast robimy grilla w ogródku, kilogram mięsa nie jest dla mnie żadnym problemem. W ten sposób dbam o swoją późniejszą siłę.

19-latek tłumaczy, że podnoszenie tak dużych ciężarów niejednokrotnie kończy się kontuzjami. – Co ciekawe wcale najbardziej nie cierpi kręgosłup, a mięśnie, które zdarza się, że są pozrywane lub naciągnięte. Trzeba uważać, przede wszystkim przed zawodami, aby nie zrobić sobie zbyt dużej krzywdy, ponieważ każdy uszczerbek na naszym zdrowiu powoduje, że wyciskamy mniejsze kilogramy, niż te, na jakie jesteśmy przygotowani, a na takim poziomie nawet kilogram różnicy może zadecydować o końcowym zwycięstwie – mówi Rafał i dodaje, że pandemia koronawirusa miała duży wpływ na przebieg jego treningów. – Przez ponad miesiąc nie mogłem znaleźć siłowni, w której mógłbym spokojnie przygotowywać się do kolejnego sezonu, ponieważ w związku z pandemią kluby fitness zostały zamknięte. Dopiero jeden z mieszkańców Lisiej Góry użyczył mi swoją prywatną siłownię. Takie sytuacje sprawiają, że człowiek zaczyna zabezpieczać się na przyszłość, dlatego teraz powoli zaczynam urządzać siłownię w swoim domu, aby koronawirus, czy inne tego typu zdarzenia już nigdy nie stanęły na mojej drodze do odpowiedniego przygotowania się do startów.

Już pod koniec sierpnia siłacz z Pleśnej stanie do walki o kolejny tytuł mistrza Europy tym razem do lat 20. Cel, jaki stawia przed sobą, jest prosty – ponowne sięgnięcie po złoty medal. – Konkurencja na pewno będzie spora, ale ja jestem pewny swoich umiejętności i siły. Na treningach wyciskam łącznie 650 kg. Przy odpowiedniej pracy mogę zbliżyć się nawet do 700 kg. Moim celem jest łączny wynik ponad 1000 kg. Uważam, że jestem w stanie go osiągnąć w perspektywie najbliższych 5 lat. Byłby już to rezultat, z którym mógłbym walczyć o sukcesy także wśród seniorów – tłumaczy Rafał i dodaje, że jego największym marzeniem jest występ na zawodach Arnold Strongman Classic. – Byłoby to dla mnie spełnienie marzeń, a jeszcze większą sprawą byłoby wygranie tych zawodów, co nie udało się jeszcze żadnemu Polakowi. Są to doroczne, indywidualne zawody siłaczy organizowane od 2002 r. w mieście Columbus w USA przez Arnolda Schwarzeneggera. Do udziału w tych elitarnych zawodach zapraszani są najlepsi, światowi zawodnicy. Zwycięzca otrzymuje statuetkę z wizerunkiem kanadyjskiego siłacza, Louisa Cyra. Zmagania trwają dwa dni i są to jedne z najbardziej prestiżowych na świecie zawodów siłaczy. Dodatkową atrakcją są bardzo wysokie nagrody pieniężne. Jestem przekonany, że kiedyś wystąpię na tej imprezie, a jeżeli już to się stanie, to będę walczył o zwycięstwo! Wówczas o „siłaczu z Pleśnej” zrobiłoby się głośno na całym świecie – kończy z uśmiechem 19-latek.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.