– Dla mnie faworytem do zagrania w wielkim finale są Niemcy i Holendrzy. Wydaje mi się, że będziemy świadkami właśnie „europejskiego” finału. Wiem, że w Brazylii już od początku Mundialu marzyło się o tym, aby w finale ograć Argentynę, ale mam nadzieję, że jeżeli doszłoby już do takiej potyczki, to nie dzięki błędnym decyzjom sędziów. Zresztą żaden z finałów nie byłby zaskoczeniem – mówi Robert Błoński, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”.

Robert Błoński liczy na finał Niemcy- Holandia (fot. You Tube)
Robert Błoński liczy na finał Niemcy- Holandia (fot. You Tube)

– Skład półfinału nie jest dla mnie zaskoczeniem. Znalazło się w nim miejsce dla czterech zespołów, które zajmują miejsca w pierwszej szóstce rankingu FIFA. Są to więc obecnie najlepsze reprezentacje na świecie – mówi Robert Błoński, dziennikarz „Przeglądu Sportowego” i szybko dodaje – Nie będę ukrywał, że strasznie zabolało mnie odpadniecie z turnieju reprezentacji Kolumbii. Chłopaki z tego kraju grali naprawdę fantastyczny futbol. James Rodriguez, czy Juan Cuadrado, to piłkarze klasy światowej, którzy podczas tego Mundialu potrafili robić na boisku różnicę. Uważam, że należał im się ten półfinał i nie będę też ukrywał, że zostali w jakiś sposób wyrzuceni z turnieju przez sędziów. W ogóle sędziowanie na tym Mundialu woła o pomstę do nieba. Widać, że gospodarzom pomagają ściany, ale i nie tylko one. Brazylia już jedną nogą była poza rozgrywkami w tym pamiętnym spotkaniu z Chile, kiedy dzięki dobrze wykonywanym rzutom karnym awansowała do ćwierćfinału. W tym spotkaniu fantastycznie jako sędzia spisywał się Anglik Howard Weeb. Powinien być przykładem dla innych arbitrów, jak powinno się prowadzić mecz z udziałem gospodarzy turnieju.

Dziennikarz nie ukrywa, że najbardziej realnym scenariuszem jest finał niemiecko- holenderski. – Dla mnie faworytem do zagrania w wielkim finale są Niemcy i Holendrzy. Wydaje mi się, że będziemy świadkami właśnie „europejskiego” finału. Wiem, że w Brazylii już od początku Mundialu marzyło się o tym, aby w finale ograć Argentynę, ale mam nadzieję, że jeżeli doszłoby już do takiej potyczki, to nie dzięki błędnym decyzjom sędziów. Zresztą żaden z finałów nie byłby zaskoczeniem. Nie bylibyśmy świadkami pojedynku Kolumbii z Belgią, chociaż przecież i taki finał jeszcze do ćwierćfinałów byłby możliwy. Uważam, że oba mecze półfinałowe dostarczą nam niezapomnianych emocji. Według mnie szanse rozkładają się w następujący sposób: 60% Niemcy – 40% Brazylia, a w drugim półfinale 55% Holandia i 45% Argentyna. Piłkarzom Albicelestes może być naprawdę bardzo trudno ograć podopiecznych Louisa van Gaala. Jak na razie wygląda to w ten sposób, że grę Argentyny ciągnie sam Leo Messi, mając u swego boku tylko 10 pomocników. Holendrzy dużo częściej faulują od piłkarzy Argentyny i to może być głównym kluczem do zatrzymania Leo Messiego i spółki w drodze do wielkiego finału.

Czy dla brazylijskich kibiców piłki nożnej, Mundial zakończył się wraz z kontuzją Neymara, której nabawił się w meczu z Kolumbią i przez którą nie zobaczymy go już podczas obecnego Mundialu? – Wiem, że niektórzy uważają, że Mundial dla Brazylii wraz z urazem Neymara dobiegł końca. Zupełnie się z tym nie zgadzam! Uważam, że ten turniej dla Canarinhos dopiero się rozpoczął! Oni tuż przed Mundialem mieli za główne zadanie dostać się do czołowej czwórki MŚ. Ten cel osiągnęli, a teraz tym bardziej nie będą chcieli poprzestać tylko i wyłącznie na meczu półfinałowym. Ich interesował będzie tylko finał! Uważam jednak, że będzie im o niego bardzo ciężko, zwłaszcza że przeciwko Niemcom zagrają bez Neymara i Thiago Silvy. Niemcy przecież też w gruncie rzeczy grają na tych mistrzostwach bez napastnika. Dodatkowo na Mundialu nie gra Marco Reus, dla mnie najlepszy obecnie niemiecki zawodnik. Mimo tego, to oni w starciu z Brazylią będą faworytem. Co więcej, to właśnie w nich upatruję przyszłego mistrza świata, mimo iż kciuki będę ściskał za Holendrów – mówi Błoński.

Dziennikarz „Przeglądu Sportowego” nie ukrywa również, że jest oczarowany poziomem sportowym podczas tegorocznych MŚ. – Jedno jest pewne – jesteśmy świadkami niesamowitej imprezy. Zaryzykuję nawet, że to najlepszy turniej XXI wieku. MŚ w 2002 roku w Korei i Japonii zakończyły się czwartym miejscem Koreańczyków, którzy do meczów półfinałowych byli ciągnięci za uszy na wszelkie możliwe sposoby. Euro 2004 zakończyło się tryumfem Greków, którzy grali defensywny futbol, brzydki dla oka. Później MŚ w Niemczech i pamiętne uderzenie „z byka” Zinedine’a Zidane’a. Następnie mieliśmy do czynienia z hegemonią Hiszpanów, do których przez lata nikt nie mógł się zbliżyć. Te mistrzostwa są naprawdę piękne, z bardzo dużą liczbą bramek. Będzie co wspominać po latach – kończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *