Roman Osika i zapach wojny

 

W Jodłówce Tuchowskiej powstała prywatna Izba Muzealna, której założycielem jest Roman Osika. Izba kryje w swym wnętrzu wiele zagadek związanych z I i II wojną światową i stanowi regionalną sensację, bo oprócz przedmiotów codziennego użytku i broni, którą posługiwali się żołnierze, znaleźć możemy… części rozbitych samolotów.

Roman Osika

Roman Osika

Przechodząc przez próg prywatnego muzeum stworzonego przez Romana Osikę, mamy wrażenie cofnięcia się w czasie. Zawieszone na ścianach, albo ulokowane w widocznym miejscu historyczne przedmioty codziennego użytku, takie jak: wrzeciona, lampy naftowe, pralki ręczne, przedwojenny kredens, a nawet medale i odznaczenia za czasów zaborów wywołują spory podziw. Największe wrażenie robią części trzech rozbitych samolotów, które w czasie wojny spadły na terytorium Olszyn, Ryglic i Uniszowej u stóp Liweckiej Góry. – Przygodę z kolekcjonowaniem rozpocząłem w 2002 roku – mówi pan Roman. – Bardzo zainteresowała mnie historia zestrzelonego przez niemiecki myśliwiec samolotu, który rozbił się w czasie II wojny światowej nad Brzanką. Z racji tego, że pracowałem jako sprzedawca w sklepie, a dodatkowo pełniłem funkcję prezesa OSP w Jodłówce Tuchowskiej, posiadałem liczne kontakty, dzięki którym udało mi się dotrzeć do osób, które były w posiadaniu części z rozbitej maszyny. Ludzie chętnie dzielili się swoimi „skarbami”. Niektórzy podarowali mi je bezinteresownie, mając nadzieję, że trafiają w dobre ręce i zostaną w profesjonalny sposób wyeksponowane, inni zaś żądali coś w zamian. Czasami trzeba było postawić komuś przysłowiową flaszkę – śmieje się pan Roman.

Na początku swoją kolekcję gromadził w przydomowym garażu. Rosła jednak ona na tyle szybko, że musiał przenieść ją do budynku gospodarczego. Niektóre eksponaty zdobywa na własną rękę, inne zaś pochodzą z działalności partyzanckiej I Batalionu Barbara, który stacjonował w Jodłówce Tuchowskiej. – Niektóre rzeczy zdobywam z domów, które przeznaczone są do rozbiórki. Można znaleźć w nich naprawdę sporo wojennych skarbów. Mam tutaj hełmy, karabiny, pociski artyleryjskie, maski gazowe, czy bagnety. Odwiedza mnie bardzo wiele osób, które są pod ogromnym wrażeniem kolekcji. Najstarszą rzeczą, jaką posiadam, jest dokument kupna – sprzedaży z 1882 roku. Mam również ponad 100 egzemplarzy gazet pochodzących z czasów I i II wojny światowej.

Jego kolekcja liczy ponad 1000 eksponatów pochodzących z Jodłówki Tuchowskiej i okolicznych miejscowości. I mimo tego, że w poprzednim tygodniu wzbogacił ją o przedwojenny talerz oraz syfon na naboje, to największą frajdę sprawia mu zbieranie części rozbitych samolotów. – W tej chwili mogę pochwalić się, że w moim posiadaniu znajdują się m.in. śmigło samolotu, skrzynia, korbowód, cylinder, rakietnice, czy tylne koło. Posiadam około stu tego typu części. Ciągle poszukuję nowych. Wiem, że jeden z mieszkańców, niedaleko położonego ode mnie gospodarstwa, jest w posiadaniu… skrzydła jednej z rozbitych maszyn. Jeżeli tylko znajdę odpowiednie miejsce, gdzie mógłbym je przechowywać, to na pewno postaram się w jakiś sposób je zdobyć.

Pan Roman z góry zaznacza, że jego kolekcja nie jest na sprzedaż, ale do dziś wspomina historię, kiedy o mały włos jej nie stracił. – Na prośbę byłych partyzantów stawialiśmy obelisk w formie przypominającej popiersie żołnierza, który upamiętniałby najdłuższy postój jednego z batalionów na Brzance. Pewnego dnia zadzwonił do mnie mężczyzna. Poinformował mnie, że nie zgłosiłem do urzędu gminy chęci postawienia tego typu rzeźby i w zamian za to, aby nie informować o tym incydencie Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego zażyczył sobie, abym oddał mu zebrane przeze mnie części z rozbitych samolotów. Oczywiście tego nie zrobiłem, a sprawa zakończyła się rozebraniem obelisku…

Właściciel Izby Muzealnej nie ukrywa, że na samym początku w ogóle nie myślał o jej stworzeniu. Kolekcjonowanie traktował tylko jako hobby. Prywatne muzeum stało się jednak jego oczkiem w głowie, a dodatkowo posiadając tak wiele cennych rzeczy pochodzących z okresu I i II wojny światowej, marzy o tym, aby historią tego regionu zarazić najmłodszych mieszkańców Jodłówki Tuchowskiej i pobliskich miejscowości. – Odwiedza mnie sporo uczniów tutejszych szkół, którzy przychodzą tu wraz ze swoimi nauczycielami. Opowiadam im historię każdego zdobytego przeze mnie przedmiotu. Chciałbym kiedyś stworzyć tzw. lekcje muzealne podczas, których uczniowie mogliby poznawać na konkretnych przykładach historię naszego regionu. W tej chwili muzeum stanowi kolejną atrakcję Jodłówki Tuchowskiej, zaraz po bacówce, wieży widokowej, czy kościele z 1871 roku. Być może już za niedługo o mojej Izbie Muzealnej usłyszą ludzie z dalszych rejonów naszego kraju? Promocja tego regionu Polski poprzez jego bogatą historię, to naprawdę byłoby coś…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *