Stefan Ślęzak – Zambijska przygoda

Pochodzący ze Skrzynki koło Szczucina 18-letni Stefan Ślęzak wrócił właśnie z Lusaki, stolicy Zambii, gdzie przebywał na wolontariacie. Podczas pobytu w Afryce Stefan prowadził budowę szkoły, w której uczyć będą się najbiedniejsze dzieci, otworzył salon gier dla mieszkańców Lusaki, nauczał ich biznesu oraz informatyki, a także pomagał w… kampanii wyborczej lokalnego polityka i działacza społecznego

18-latek podczas swojego pobytu w Lusace zorganizował i przeprowadził etap budowy murów szkoły, do której będą uczęszczały najbiedniejsze dzieci.

Stefan Ślęzak do Zambii wybrał się w czerwcu dzięki Fundacji Asbiro. Głównym celem jego wizyty w tym afrykańskim kraju było poszerzenie horyzontów zambijskiej młodzieży i pomoc w wyjściu z trudnej sytuacji. Podczas swojego pobytu chciał wesprzeć tamtejszą młodzież w uruchomieniu swoich pierwszych bizneów, które pozwoliłyby zarabiać im pierwsze pieniądze. 178-latek nie ukrywa, że podróż do Lusaki była dla niego niesamowitym przeżyciem. – Już na lotnisku zauważyłem, że trafiłem do kompletnie innego kraju, niż Polska. Na ulicach było pełno ludzi. Nie przejmowali się jeżdżącymi samochodami. Potrafili bez najmniejszego zastanowienia wejść na trzypasmową trasę i przejść na drugą stronę. Wiedziałem, że czeka mnie miesiąc niesamowitych przygód – śmieje się Stefan. – Na co dzień mieszkałem w Lindzie, czyli jednej z najbiedniejszych dzielnic Lusaki, którą zamieszkuje około 30 tys. mieszkańców. Fascynujące było to, że życie toczy się tam nieustannie. Dzieci potrafią spędzać czas na ulicy do bardzo późnych godzin nocnych. Co ciekawe jest tam naprawdę bezpiecznie. Nigdy nie zostałem przez nikogo zaczepiony, nikt też mi nie groził. Co więcej, stałem się nie lada… atrakcją turystyczną. Widok białego człowieka był dla mieszkańców Zambii czymś niespotykanym. Wiele razy zatrzymywałem się na ulicy i musiałem odpowiadać na pytania – skąd jestem i co robię w Zambii. Z czasem stało się to już naprawdę męczące.

18-latek podczas swojego pobytu w Lusace zorganizował i przeprowadził etap budowy murów szkoły, do której będą uczęszczały najbiedniejsze dzieci. Jak sam mówi, było to stresujące i wymagające przedsięwzięcie. – Ceny materiałów budowlanych rosną tam z tygodnia na tydzień, dlatego musiałem do ostatniego dnia wyliczać czy wystarczy mi funduszy. Na szczęście udało się zakończyć budowę niemalże z dokładnością do jednego grosza. Przed wyjazdem do Zambii zorganizowałem w internecie zbiórkę pieniędzy na ten cel. Ostatecznie udało się zebrać około 13 tys. zł. Największe podziękowania należą się panu Sławomirowi Skowronowi, dzięki któremu możliwe było wykonanie prac budowlanych i zakup materiałów. Bez tego budowa nawet by nie ruszyła. Założenie jest takie, aby szkołę oddać do użytku z końcem przyszłego roku. Jestem na bieżąco z postępem prac. Wierzę, że mieszkańcy Lusaki podołają temu zadaniu – mówi Stefan, któremu w Lindzie udało się także otworzyć salę komputerową w jednej ze szkół i zatrudnić nauczyciela informatyki. Dodatkowo wraz ze swoimi rówieśnikami z Zambii uruchomił mały biznes. Dzięki przekazanym przez ofiarodawców konsolom, grom i rzutnikom otworzył w Lusace… salon gier. – Salon jest otwarty tylko w czasie wolnym od szkoły, a chłopcy pracują na zmiany by mieć czas na naukę, odpoczynek i obowiązki domowe. Moim celem było nauczenie tamtejszej młodzieży odpowiedzialności i przedsiębiorczości, bo wierzę, że może to pozwolić im wyjść z beznadziejnej sytuacji życia w slumsach. Oprócz uruchomienia salonu gier, sprzedawaliśmy także popcorn, który jest jednym z największych przysmaków w Zambii. Z kolei otwarcie sali komputerowej to wielka szansa dla dzieci, które nie miały wcześniej dostępu do komputerów. W kraju, gdzie ludzie często nie potrafią pisać, a wszędzie panuje bieda, znajomość obsługi komputera jest dla nich dużą szansą i oknem na świat. Sam również uczyłem Zambijczyków informatyki. Starałem się kłaść nacisk na pokazywanie uczniom szans i możliwości, jakie niesie za sobą internet. Dla części z uczniów była to pierwsza w życiu okazja, by skorzystać z sieci.

Co ciekawe Stefan podczas swojej wyprawy miał okazję pomagać Johnowi, dyrektorowi szkoły, w której mieszkał w… kampanii wyborczej na stanowisko counsillora, czyli swego rodzaju burmistrza Lindy. – To była naprawdę fajna sprawa. Rozdawałem ulotki z jego programem wyborczym i przekonywałem mieszkańców Lindy na ulicach, aby oddali na niego swój głos. Wybory odbędą się w połowie sierpnia. Dla mnie byłaby to naprawdę świetna wiadomość, gdybym przyłożył swoją rękę do jego zwycięstwa. Myślę, że jeśli uda mu się wygrać, będzie mógł zmienić okolicę na lepsze. Aktualnie Linda jest w tragicznym stanie, po części także w wyniku nieudolności lokalnych władz – tłumaczy mieszkaniec Skrzynki, który nie ukrywa, że w Zambii miewał też pewne problemy. – Na pewno jednym z problemów był język. Pomimo tego, że językiem urzędowym w Zambii jest angielski, to nie wszyscy potrafią w nim się komunikować. Znaczna część społeczeństwa używa języków plemiennych, a tych w Zambii jest ponad 60! Problemem była również punktualność tamtejszych mieszkańców. Przekonałem się, że zegarek jest im kompletnie zbędny do życia. Jeżeli umawiałem się z kimś na godz. 8., to z góry wiedziałem, że ten ktoś spóźni się co najmniej 40 minut. Tam życie toczy się na zupełnie innych warunkach niż w Polsce. Sklepy otwarte są w przeróżnych godzinach. Wszystko uzależnione jest od właściciela. Kiedy kupowałem materiały budowlane potrzebne do budowy szkoły, sklep z artykułami był otwarty o godz. 12, następnie zamykano go o godz. 15, by ponownie otworzyć go o godz. 20. To było niesamowite… Problemem był również kurz na ulicach. Jeżdżące po ziemnych trasach samochody tworzyły niezliczone ilości pyłu. Z tego też powodu miałem olbrzymią suchość w gardle. Co ciekawe, w Lindzie prawie w ogóle nie dało się odczuć COVID-19. O ile w tamtejszych mediach jest to naprawdę popularny temat, o tyle na ulicach zupełnie tego nie widać. Oczywiście panują pewne ograniczenia, głównie w mieście, lecz w Lindzie i podobnych biedniejszych dzielnicach, ograniczenia nie są odczuwalne.

Stefan jest w ciągłym kontakcie ze swoimi przyjaciółmi z Zambii. Raz w tygodniu rozmawia z nimi za pomocą internetu. Wierzy, że już niebawem kolejny raz uda się tam z pomocą. – Na pewno będę tam chciał pojechać po raz kolejny. Już myślę o zebraniu pieniędzy na budowę dachu w szkole, dlatego wszystkich chętnych, którzy chcieliby wesprzeć to dzieło, zapraszam do kontaktu. Czuję, że mogę bardzo pomóc tamtejszym mieszkańcom w zasmakowaniu lepszego życia. Nie wykluczam też tego, że za jakiś czas wybiorę się w podróż do innego afrykańskiego państwa. Trochę zakochałem się w tamtejszym klimacie. Afryka ma w sobie coś, co mnie pociąga. Po pobycie w Zambii zacząłem jednak doceniać to, jak pięknym i funkcjonalnym krajem jest Polska… – kończy 18-latek.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.