Zawód strażaka od zawsze kojarzy nam się z walką z ogniem i ratowaniem ludzi. Zapominamy jednak o tym, że strażacy niejednokrotnie wyciągają swoją pomocną dłoń również do zwierząt. W tym roku interwencji ze zwierzętami w roli głównej w naszym regionie jest mniej niż w roku ubiegłym, ale zgłoszeń dotyczących węży na posesji, kotów na drzewach, czy też gniazd szerszeni pod dachem nadal nie brakuje.

Strażacy i bobry (fot. OSP Stare Żukowice)

W 2019 roku strażacy z regionu podjęli 60 interwencji, w których głównymi bohaterami były zwierzęta. 30 takich przypadków miało miejsce w Tarnowie i tyle samo w powiecie tarnowskim. Najczęściej strażacy wyjeżdżali do usunięcia gniazd os i szerszeni. Łącznie takich interwencji było aż 32. Sytuacji z uwięzionymi kotami w rynnach, na drzewach, czy w kominach było 11. Siedmiokrotnie strażacy interweniowali w przypadku uwięzionych ptaków, a tylko raz na ratunek byli wzywani w przypadku uwięzionego w przepuście drogowym psa. Nie brakowało również pojedynczych interwencji związanych ze schwytaniem węża, czy… schwytaniem bobra.

– W tym roku takich interwencji mamy jeszcze mniej – mówi rzecznik prasowy PSP w Tarnowie, Paweł Mazurek. – Łącznie zanotowaliśmy do tej pory 28 interwencji, w które zamieszane były zwierzęta. Najwięcej, bo 16 przypadków dotyczyło gniazd szerszeni i os. Pięciokrotnie interweniowaliśmy w przypadku węży w domach i na posesjach, czterokrotnie w przypadku uwięzionych kotów, mieliśmy jeden przypadek z zaplątanym w linki łabędziem, a także dwa przypadki z udziałem saren. Raz doszło do kolizji zwierzęcia z pojazdem, a drugim razem sarna zaplątała się w ogrodzenie na jednej z posesji.

Paweł Mazurek zwraca uwagę na to, że strażacy mogą pomagać zwierzętom, ponieważ mają taki obowiązek, a także dysponują odpowiednim sprzętem. – W czasie pandemii koronawirusa nie zauważyłem, aby ludzie mniej korzystali z pomocy służb, mimo iż interwencji związanych ze zwierzętami jest mniej niż w ubiegłym roku. Uważam, że dobrze się dzieje, kiedy zgłaszają nam takie sytuacje. Od tego przecież jesteśmy. Kiedy schwytamy niebezpieczne zwierzę, mamy możliwość umieścić je w specjalnych i bezpiecznych pojemnikach lub workach. Do swojej dyspozycji mamy również chwytaki, a także specjalne chwytaki z pętlą na psy. W sytuacji, kiedy udajemy się na interwencję związaną z gniazdami os i szerszeni, mamy na sobie specjalne kombinezony. Ubrania przeciwko owadom zapewniają skuteczną ochronę całego ciała ratownika. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu kilkuwarstwowej konstrukcji, uszczelnieniu połączeń oraz dokładności wykonania. Niebezpieczne owady nie są w stanie przedostać się pod kombinezon, obuwie czy rękawice. Ważne, aby strażak do wykonywania zadań z tego zakresu, ubrany był w kompletny strój, dlatego na głowach mamy też czapki z siatką, podobne do tych, których używają pszczelarze.

W sytuacjach, kiedy strażacy mają za zadanie schwytać dziko żyjące zwierzę, najpierw umieszczają je w worku lub pojemniku, a następnie wywożą w znacznej odległości od zabudowań do lasu. Inaczej ma się sprawa, kiedy interweniują podczas kolizji pojazdów ze zwierzętami. Wówczas strażacy wzywają na miejsce zdarzenia weterynarza i to on decyduje o tym, czy zwierzę będzie leczone, czy też nie. Warto również pamiętać o tym, że nawet jeśli wydaje nam się, że zwierzę nie przeżyło wypadku, nie powinniśmy do niego podchodzić. Może się bowiem okazać, że jest w szoku i tylko udaje martwe, a jego reakcje na zbliżającego się człowieka mogą być nieprzewidywalne i niebezpieczne dla naszego zdrowia.

Strażacy z powiatu tarnowskiego nie ukrywają, że wiele interwencji związanych ze zwierzętami nie jest zbyt niebezpiecznych. Nie brakuje jednak i ciekawych przypadków. – Nie tak dawno jeden z mieszkańców poprosił nas o pomoc w wyciągnięciu… krowy z rzeki. Oczywiście ruszyliśmy na ratunek – mówi Łukasz Giemza, komendant gminny OSP Tuchów. – Warto pamiętać, ponieważ niektórzy ludzie tego nie rozumieją, że straż pożarna może interweniować w sprawie usunięcia gniazd owadów jedynie wtedy, gdy mogą one stworzyć bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia. Dotyczy to przede wszystkim miejsc, w których są osoby o ograniczonej zdolności poruszania się, w tym osoby starsze, niepełnosprawne czy duże grupy dzieci. Strażacy interweniują również w budynkach użyteczności publicznej i placówkach oświatowych. W pozostałych przypadkach wzywanie straży jest zwykle nieuzasadnione. Oczywiście zdarza się, że wyjeżdżamy do naszych mieszkańców, ale są to przeważnie tzw. wyjazdy gospodarcze w ramach dobrej współpracy ze społecznością lokalną.

Łukasz Łach z OSP Zakliczyn mówi, że w tym roku rzeczywiście interwencji związanych ze zwierzętami jest bardzo mało w stosunku do lat ubiegłych. – Nie mieliśmy żadnej interwencji dotyczącej węża na posesji lub w domu, a wcześniej zdarzały się takie interwencje. Kilka razy wyjeżdżaliśmy do gniazd szerszeni, a także mieliśmy kota, który wpadł do studni. W zasadzie nic ciekawego… W podobnym tonie wypowiadają się strażacy z OSP Ciężkowice. – Ludzie coraz mniej korzystają z pomocy strażaków, bo są od tego specjalne firmy. Z wężami jest ten problem, że kiedy ktoś zadzwoni po nas po pomoc, zanim dojedziemy na miejsce, to węża… już nie ma. Poza tym w 99 proc. takich przypadków mamy do czynienia z padalcami lub zaskrońcami, czyli wężami, które nie wyrządzą ludziom krzywdy. Jeżeli jednak ktoś nie zna się na wężach, zawsze lepiej zadzwonić po pomoc. Nie możemy być bowiem pewni, że nie mamy do czynienia ze żmiją. Ludzie coraz rzadziej dzwonią również, prosząc o pomoc w sprowadzeniu na ziemię kotów z drzewa, czy z dachu. Powód jest prozaiczny. Taka interwencja często wywołuje… uśmiech na twarzach sąsiadów i mało kto decyduje się na taki krok.

Sebastian Wróbel z OSP Wojnicz mówi, że pandemia koronawirusa nie sprawiła, aby interwencje dotyczące zwierząt wyglądały inaczej, niż miało to miejsce w ubiegłych latach. – Kiedy ktoś wzywa nas np. do węża w domu, to i tak nie przebywamy z domownikami w jednym pomieszczeniu, ponieważ przeważnie boją się oni niebezpiecznego i nieproszonego gościa i starają się trzymać od niego z daleka. Oczywiście podczas takich interwencji zachowujemy odpowiedni dystans, a zanim zjawimy się na akcji dopytujemy, czy w domu nie ma osoby zarażonej COVID19 lub lokatorzy nie przebywają na kwarantannie – mówi strażak z Wojnicza i dodaje, że większość interwencji związanych ze zwierzętami zgłaszanych jest przez osoby starsze. – To zdecydowana większość zgłoszeń. Młodzi potrafią jeszcze na własną rękę poradzić sobie z problemem, ale ze staruszkami sprawa wygląda inaczej. Oni czekają na naszą pomoc. To dobrze, bo strażak jest od tego, aby służyć pomocą. W każdej sytuacji…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.