Trzy nauczycielki z Tarnowa wpadły na dość niespotykany pomysł – chcą uruchomić w Szynwałdzie w gminie Skrzyszów leśne przedszkole! Dzięki takiej placówce chcą rozwijać wśród dzieci wyobraźnię i twórcze zdolności. Na realizację swojego pomysłu potrzebują 50 tys. zł, dlatego od pewnego czasu zbierają pieniądze w internecie. Chętnych na wsparcie ich przedsięwzięcia nie brakuje.

Leśne przedszkole w Szynwałdzie

Leśnym przedszkolem nazywane są placówki, w których proporcja czasu spędzanego pod gołym niebem do czasu w pomieszczeniu wynosi około 80 proc. do 20 proc. Jeszcze do niedawna w naszym kraju taka forma edukacji przedszkolnej nie miała racji bytu, ale przede wszystkim w krajach skandynawskich, Japonii, czy USA leśne przedszkola działają od kilkudziesięciu lat i cieszą się dużą popularnością.

– Jesteśmy nauczycielkami z Tarnowa. Jedna z nas wróciła do tego miasta po studiach pedagogicznych i waldorfskich oraz kilkuletniej pracy w szkołach alternatywnych. Druga poświęca swój czas, aby uczyć dzieci, jak opiekować się roślinami i przygotowywać zdrowe posiłki. Trzecia, nauczycielka po kursach i warsztatach Porozumienia bez Przemocy od wielu lat walczy w Tarnowie o nowe metody nauczania i podmiotowe podejście do uczniów. Prowadziła warsztaty edukacyjne dla dzieci z nauczania domowego i założyła fundację Ogród Żyrafy, w ramach której postanowiłyśmy wspólnie działać – mówi Dorota Zaród, jedna z inicjatorek stworzenia leśnego przedszkola. – Zależy nam na wychowywaniu dzieci w bliskim kontakcie z naturą i w serdecznej relacji z innymi ludźmi. Publiczny system oświaty nie spełnia naszych oczekiwań, a Tarnów to małe miasto, w którym wciąż brakuje alternatyw. Postanowiłyśmy zatem wziąć sprawy w swoje ręce i założyć leśne przedszkole „Swoją Drogą”. Marzymy o tym, aby dzieci w naszym mieście mogły mieć dostęp do wartościowej i pod każdym względem zdrowej edukacji. Marzymy o tym, by uczyć w miejscu przyjaznym dla dzieci, rodziców i nauczycieli. W miejscu, w którym potrzeby każdego człowieka są dostrzegane i brane pod uwagę.

Nauczycielkom po roku poszukiwań i starań udało nam się kupić ziemię, która stanowi bazę dla nowego przedszkola. Pół hektara pierwotnie zarośniętego i dzikiego sadu w Szynwałdzie w bliskim sąsiedztwie lasów ma stać się krainą szczęścia dla dzieci. Na zakupionym przez panie terenie znajdują się dwa budynki: stary, wiejski dom oraz stodoła, które wymagają generalnego remontu, aby mogły służyć przedszkolakom. – Staramy się zadbać o tę przestrzeń nakładem własnych sił i środków – mówi Ewa Szymczuk, druga z nauczycielek. – Pomagają nam nasze rodziny i przyjaciele. Samodzielnie kosimy działkę, przycinamy drzewa, zbieramy i zamierzamy przetwarzać owoce, z których zysk przeznaczymy na materiały do dalszych prac. Wspólnie podpięliśmy prąd, oczyściliśmy studnię, wysprzątaliśmy pomieszczenia, wstawiliśmy nowe szyby, sprzątamy i malujemy. Wystąpiliśmy do różnych organizacji z wnioskami o granty na wyposażenie przedszkola. Obecnie panujące warunki w obiektach są wręcz spartańskie i przyjęcie do takich budynków dzieci jest niemożliwe. Zorganizowałyśmy więc zbiórkę pieniędzy na portalu zrzutka.pl. Na razie udało nam się uzbierać niespełna 5 tys. zł. Potrzebujemy około 50 tys. zł, aby przeprowadzić wszystkie niezbędne prace. Chcemy przystosować przynajmniej jeden z budynków w takim stopniu, by mógł stanowić bazę, w której dzieci będą mogły schronić się i ogrzać w razie bardzo złych czy wręcz niebezpiecznych warunków atmosferycznych, by mogły przechowywać swoje rzeczy, skorzystać z toalety i przebrać się w suche ubrania. Potrzebujemy pieniędzy, by móc zakupić przydomową oczyszczalnię, pompę do studni, zamontować toalety i umywalki, wyremontować podłogi i kuchnię. Jeżeli uda nam się zgromadzić potrzebne fundusze w ciągu najbliższego miesiąca, to przedszkole mogłoby już ruszyć na początku przyszłego roku.

Okazuje się, że zainteresowanie projektem jest bardzo duże. Nauczycielki już otrzymują zapytania od rodziców dzieci, które chciałyby posłać swoje pociechy do placówki. – Zdarzają się zapytania nawet z Gorlic. To pokazuje, że o naszym projekcie rzeczywiście zrobiło się głośno. W Polsce jest około 40 takich placówek. Takie obiekty dopiero raczkują w naszym kraju, ale np. w Skandynawii biją rekordy popularności. Bez względu na porę roku oraz pogodę większość zajęć odbywa się na zewnątrz. Nic nie daje dziecku takiego poczucia szczęścia, jak cały dzień spędzony na zewnątrz przy wspólnej zabawie z kolegami i koleżankami – mówią nauczycielki.
Inicjatorki przedsięwzięcia przekonują, że przebywanie na świeżym powietrzu to samo zdrowie. Dzieci podczas zabawy nabierają naturalnej odporności, mniej chorują, a ruch zapewnia im harmonijny rozwój. Oprócz tego kontakt z przyrodą daje poczucie równowagi i wewnętrznego spokoju, a także uczy szacunku do otaczającego je świata i do przyrody. Pokazuje w praktyce również, jak o nią dbać i jak korzystać z jej dobrodziejstw, aby zdrowo i szczęśliwie żyć, i ponieść te nawyki w dorosłość. Warto również zauważyć, że w takiej placówce problem z wysokim poziomem hałasu nie istnieje. Komfort pracy opiekunów zabawy i nauki dzieci jest nieoceniony. W otoczeniu przyrody dzieci zastanawiają się, zadają pytania, wyruszają w podróż w głąb siebie. Spędzają zajęcia na rozpalaniu ogniska, sadzeniu warzyw i owoców, a także poznają rodzaje roślin i gatunki zwierząt.

– Docelowo w naszej placówce mogłoby znaleźć swoje miejsce około 30 dzieci. Nastawiamy się na to, że zainteresowane będą nie tylko dzieciaki z Tarnowa i okolic, ale i dalszych rejonów. Na zajęcia będą mogły uczęszczać dzieci w wieku 3-6 lat. Zakładamy, że na co dzień będziemy korzystać z cateringu, ale w planach mamy również to, aby dzieci… same potrafiły ugotować kilka potraw na miejscu. Zasadzenie nasionka, z którego wyrośnie dojrzały owoc lub warzywo, a następnie przygotowanie z niego konkretnego dania będzie wielką lekcją dla tych maluchów. Wierzymy, że przy wsparciu wielu osób, a także dzięki naszemu zaangażowaniu już wiosną przyszłego roku, najmłodsi będą mogli wspinać się na drzewa, bawić w błocie i konstruować zabawki z patyków i kamieni w naszym przedszkolu – kończy Ewa Szymczuk.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.