Po raz trzeci w ciągu ostatnich 12 miesięcy strażacy gasili pożary budynków na jednej z posesji w Siedliskach w gminie Tuchów. O ile podczas pierwszego pożaru ustalono, że doszło do samozapłonu i sprawa została umorzona, o tyle w drugim i trzecim przypadku brany jest pod uwagę udział osób trzecich. Czy policji uda się ustalić sprawcę?

Pożar pustostanu w Siedliskach, fot. OSP Tuchów
Pożar pustostanu w Siedliskach, fot. OSP Tuchów

Sprawa z pożarami ciągnie się już od 1 lutego 2015 roku. Wtedy właśnie doszło do pożaru stodoły wraz ze stajnią. Na tej samej posesji, w Nowy Rok ponownie do akcji musieli wkroczyć strażacy, bowiem zapalił się budynek zbudowany w miejsce spalonej wcześniej stodoły. Dzięki szybkiej reakcji strażaków z OSP Siedliska Tuchowskie, pożar udało się ugasić niemalże w zarodku, więc ogień nie rozprzestrzenił się na cały budynek. Nie minęło pięć dni, a straż ponownie została wezwana do pożaru. Tym razem zapalił się dom – pustostan. Wszystkie zdarzenia miały miejsce na jednej i tej samej posesji, której właścicielem jest Stanisław Szumlański. – Nie potrafię wytłumaczyć logicznie tego co się dzieje. Ostatni rok, to jakiś koszmar – mówi wyraźnie przerażony całą sprawą 81-latek. – Ostatni pożar dotyczył domu rodzinnego mojej żony. Mieszkam niedaleko. Przybiegł do mnie wnuk i już w drzwiach krzyczał, że się pali. Był to pustostan. Nie było w nim prądu, więc nie mogło dojść do samozapłonu. Ten dom stanowił dla mnie dużą wartość sentymentalną. Zależało mi na nim.

Na posesji, na której doszło do pożarów, stoi jeszcze jeden budynek. Zamieszkują go wnuczka i wnuk pana Stanisława. Wychowują się sami, ponieważ kilka lat temu stracili rodziców. – Śmierć taty też była tajemnicza i do dziś nie daje nam spokoju – mówi Gabriela Świat, wnuczka pana Stanisława. – Blisko trzy lata temu, ojciec zszedł do piwnicy przyłożyć do pieca. Przypuszcza się, że w czasie otwarcia drzwiczek nastąpił wybuch. Miał spalone 70 proc. ciała. Przez miesiąc przebywał w śpiączce, po czym zmarł. Teraz ogień również rujnuje nam życie. Czujemy się zagrożeni. Nie mamy wrogów, nie mamy długów, z nikim nie zadzieramy. Albo ktoś robi to z zazdrości, albo ze złości, albo chce nas zastraszyć…

Policja stara się wyjaśnić sprawę. – W tej chwili prowadzone jest dochodzenie. Nie wiemy, jak długo potrwa – mówi rzecznik tarnowskiej policji, asp. sztab. Paweł Klimek. – W lutym zeszłego roku spłonęła stodoła i stajnia. Według naszych ustaleń doszło do samozapłonu i postępowanie zostało umorzone. Wówczas wartość strat oszacowano na 10 tys. zł. Podczas ostatniego pożaru, biegły z zakresu pożarnictwa ustalił, że było to podpalenie. W budynku nie było podpiętych żadnych instalacji, elektrycznych, czy gazowych, więc wykluczono samozapłon. Straty oszacowano na 50 tys. zł. Sprawą zajmują się teraz policjanci z Tuchowa.

Rzecznik tarnowskiej policji nie ukrywa, że policjanci biorą pod uwagę różne wersje zdarzeń. – Jedną z nich jest ta, że podpalenia dokonał strażak ochotnik. W tym wypadku rozchodzi się oczywiście o pieniądze, ponieważ strażacy za każdy wyjazd do akcji mają wypłacany ekwiwalent. Możliwe też, że podpaleń dokonuje ktoś, kto rajcuje się płomieniami. Nie wykluczamy również wersji, że pożary wzniecane są przez właściciela budynku lub kogoś z rodziny, mając na uwadze otrzymanie odszkodowania. Za środki uzyskane w ten sposób, dokonaliby rozbiórki budynku.

Wnuczka pana Stanisława dziwi się podejrzeniom, by to oni mieli dokonywać podpaleń. – Jesteśmy niewinni! Uważam, że zeszłoroczny pożar też nie był wynikiem samozapłonu, a ktoś po prostu podpalił stodołę i stajnię. Słyszałam już głosy, jakoby mój brat miał rzucić petardę i doszło do pożaru. To kompletna bzdura. My naprawdę się boimy i nie wiemy, czy za chwilę nie dojdzie do kolejnego pożaru. Czujemy się obserwowani. Ostatnio ktoś pojawia się w okolicach naszego domu. Jakiś czas temu, przed godziną 22. zaobserwowałam kogoś majstrującego przy naszym garażu. Zapaliłam światło, a ten ktoś uciekł. Wezwałam policję. Przyjechali i obserwowali teren. Jesteśmy przerażeni. Wieczorami boimy się wychodzić na zewnątrz.

Słowa pani Gabrysi potwierdza asp. sztab. Paweł Klimek – Rzeczywiście otrzymaliśmy w ostatnim czasie zgłoszenie, że ktoś kręci się koło tamtejszego budynku. Wysłaliśmy w tamten rejon patrol. Niestety nie zaobserwowano nic niepokojącego.

Mieszkańcy Siedlisk są przerażeni, ale liczą na to, że w końcu uda się rozwiązać zagadkę tajemniczych pożarów. – Mamy nadzieję, że policja szybko ustali sprawcę podpalenia. Boimy się o siebie, swoje rodziny i posiadłości. Nigdy nie wiadomo, czy podobne zdarzenia nie będą miały miejsca, w innym rejonie naszej miejscowości – mówią z obawą.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *