Tarnowscy strażnicy miejscy po raz kolejny stają do walki z osobami, które w Internecie w nieodpowiedni sposób komentują ich działania. Komendant Krzysztof Tomasik złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez cztery osoby, które w październiku i listopadzie zamieściły w Internecie obraźliwe wpisy pod adresem strażników. Informacja wywołała burzliwą dyskusję wśród tarnowian. Niektórzy twierdzą, że takie działania bardziej zaszkodzą strażnikom, niż pomogą.

Wiele osób nie ma wątpliwości, że działania strażników są słuszne, ponieważ pozwolą w jakimś stopniu pozbyć się chamstwa z sieci. Nie brakuje jednak komentarzy, że strażnicy taką postawą… jeszcze bardziej sobie zaszkodzą.

500 zł za „bandę nierobów”

Do pierwszego w historii Tarnowa wyroku za wpis krytykujący strażników miejskich doszło w czerwcu tego roku. Wówczas jeden z działaczy społecznych na portalu społecznościowym zamieścił wpis, w którym nazwał funkcjonariuszy straży miejskiej „bandą nierobów”. Strażnicy nie mieli zamiaru przymykać oczu na takie komentarze i czując się urażonymi wpisem, o możliwości popełnienia przestępstwa powiadomili prokuraturę.

– Nie wyrażamy zgody na to, aby za wykonywanie przez nas swojej pracy, ktoś nazywał nas w taki sposób. Według nas w tym konkretnym przypadku doszło do naruszenia prawa, ponieważ osoba w sposób zdecydowany i agresywny napisała komentarz, który był nieprawdziwy, a przede wszystkim pomawiający naszą instytucję. Z naszej strony nie ma pozwolenia na tego typu wpisy i każdą podobną treść będziemy zgłaszać prokuraturze – mówił wówczas komendant tarnowskiej straży miejskiej, Krzysztof Tomasik.

Ostatecznie autor wpisu przyznał się do winy i wyraził skruchę. Pomimo tego sąd uznał go za winnego popełnionego czynu, jednak warunkowo umorzył postępowanie na rok próby. Dodatkowo autor komentarza został zobowiązany zapłacić 500 zł na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym oraz pokryć koszty sądowe.

Okazuje się jednak, że strażnicy miejscy nie żartowali i nadal pilnie przeglądają sieć, wypatrując hejtu kierowanego przez internautów pod ich adresem. Już wkrótce mogą o tym przekonać się kolejne cztery osoby, które według komendanta pomówiły i obraziły swoimi wpisami strażników miejskich. Krzysztof Tomasik tłumaczy, że z racji tego, iż sprawa trafiła już do prokuratury, nie może powiedzieć, które komentarze były przez strażników zgłoszone, jednak zaznacza, że są to wpisy, które w sposób niebudzący żadnej wątpliwości zniesławiają funkcjonariuszy, przez co narażają ich na utratę zaufania społecznego potrzebnego dla wykonywania tej funkcji.

– Sprawa dotyczy wpisów w Internecie z października oraz listopada. Stoją za nimi cztery różne osoby. Sprawa znajduje się obecnie pod nadzorem prokuratury i nie możemy przytoczyć treści wpisów. To typowy hejt, pod którym kryje się zniesławienie, czy pomówienie. Takie zachowania w naszym odczuciu są niedopuszczalne. Wykonujemy swoją pracę rzetelnie i sumiennie. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby działać dla ludzi i im pomagać. Zdarza się, że musimy kogoś pouczyć, czy ukarać mandatem. Wykonujemy jednak obowiązki przypisane nam prawem. Nie działamy na własnych zasadach. Krytyka jest uzasadniona i powinna się pojawiać, ale nie w taki sposób, w jaki pojawia się w Internecie. Wielokrotnie mówimy mieszkańcom o tym, że zapraszamy ich do siebie na rozmowę, aby wyjaśnić budzące ich wątpliwości interwencje z naszej strony. W naszym odczuciu dużo lepszym rozwiązaniem jest rozmowa w cztery oczy, niż wylewanie swoich żalów w Internecie… – mówi komendant.

I jak tu krytykować?

Wśród mieszkańców naszego miasta wywołała się niemała dyskusja dotycząca strażników miejskich i tego, że sprawy związane z hejtem zgłaszane są przez nich prokuraturze. Wiele osób nie ma wątpliwości, że działania strażników są słuszne, ponieważ pozwolą w jakimś stopniu pozbyć się chamstwa z sieci. Nie brakuje jednak komentarzy, że strażnicy taką postawą… jeszcze bardziej sobie zaszkodzą.

„Teraz to chyba dla tej straży będzie najważniejsze zadanie po zakładaniu blokad na koła. Jak panowie są tacy wrażliwi na swoim punkcie, to niech zmienią pracę. Podobno nie ma w Tarnowie bezrobocia. Na pewno znajdą pracę na miarę swoich wrażliwości” – pisze w sieci osoba pod pseudonimem „karol”. „Zlikwidować! Skończy się ta błazenada” – grzmi z kolei osoba o pseudonimie „Tarwa”. „To już w tym kraju nie ma wolności słowa!!!” – dodaje „vip”, a osoba pod pseudonimem „szpilka” całą sytuację skomentowała dosadnym – „Ha ha ha. Teraz jak mój szef w pracy powie mi, że jestem „nierobem”, to go też podam do sądu”.

W podobnym tonie wypowiadają się również tarnowianie, których na ulicy zapytaliśmy o zgłaszanie przez strażników miejskich hejtu w Internecie. – Mam duży szacunek do naszej straży miejskiej, bo wiele razy otrzymałem pomoc z ich strony. Sam za nazwanie mnie „nierobem” być może bym się obraził, ale do głowy by mi nie przyszło, aby zgłaszać taką sprawę do prokuratury. Słowa: leń, obibok, czy leser są synonimami słowa „nierób”. Wszystko wskazuje więc na to, że nazywając kogoś w sieci leniem, musimy liczyć się z karą. To kompletnie niezrozumiałe, bo przecież w naszym odczuciu ktoś rzeczywiście może być leniem. Jak tu więc teraz kogoś skrytykować? – zastanawia się pan Zdzisław.

– Myślę, że to przesada, zgłaszać takie sprawy prokuraturze. Oczywiście strażnicy miejscy powinni walczyć o swoje dobre imię, ale uważam, że nie w taki sposób, w jaki to uczynili, ponieważ mogą zrazić do siebie jeszcze większą liczbę osób. W tym konkretnym komentarzu nikt nikomu nie groził, więc nie widzę problemu. Uważam, że strażnicy miejscy mają poważniejsze sprawy na głowie, a nie zabawę w internetowych detektywów – mówi z kolei pani Magda.

To nie mowa nienawiści

Pytany przez nas o całą sprawę Damian Wutke, sekretarz zarządu Otwartej Rzeczpospolitej, czyli stowarzyszenia działającego przeciw antysemityzmowi i ksenofobii mówi, że określenie „banda nierobów” to typowe zniesławienie niemające nic wspólnego z mową nienawiści, pod którą kryje się pojęcie hejtu. – Straż miejska jest jednostką organizacyjną samorządu. Zaufanie ludzi jest dla nich ważne. Jeżeli strażnicy poczuli się dotknięci takim komentarzem, mogli oddać sprawę do prokuratury i z tego skorzystali. Sam nie chcę wchodzić w kompetencje sądu, który wydał takie postanowienie, a nie inne. Uważam jednak, że w Polsce mamy o wiele poważniejsze sprawy dotyczące wpisów w sieci, które grożą tym, że od słów mogą doprowadzić do czynów, a i tak zamiatane są pod dywan. Prokuratura nie podejmuje spraw o wiele bardziej oczywistych niż ta w przypadku tarnowskich strażników miejskich – mówi Damian Wutke i dodaje, że problem hejtu w sieci przybiera w naszym kraju jeszcze inny problem. – Jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej wyczuleni na mowę nienawiści i dlatego wielu komentarzom w sieci przypinamy właśnie taką łatkę. To duży błąd, bo nie potrafimy rozróżnić szerzenia nienawiści od zwykłego chamstwa, czy mocniejszej krytyki. Nawet rok więzienia przewiduje polski kodeks karny za pomówienie w mediach, dlatego wiele osób traktuje artykuł 212 kodeksu karnego jako knebel dla krytyki. Od wielu lat trwa dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią polskiego porządku prawnego. Niewykluczone jednak, że w końcu dojdzie do pewnych zmian, bo niektóre zapisy tego artykułu wzbudzają spore kontrowersje.

Komendant tarnowskiej straży miejskiej, Krzysztof Tomasik mówi, że nie zastanawiał się nad tym, czy strażnicy zyskają, czy też stracą w oczach mieszkańców po zgłaszaniu internetowych komentarzy tarnowian w prokuraturze. – Uważam, że każdy, kto dba o swoje dobre imię, na pewno na tym zyskuje. Nie możemy dopuścić do tego, aby krytykowano nas bezpodstawnie i posługiwano się wobec nas bulwersującym językiem. Zachęcam również mieszkańców Tarnowa, by sami reagowali na hejt w sieci. Trzeba podejmować odpowiednie kroki, aby osób używających chamskiego języka i bezpodstawnie oskarżających innych było jak najmniej.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *