Teresa Waydowicz i jej lalkowa kolekcja

Tarnowianka Teresa Waydowicz od wielu lat kolekcjonuje porcelanowe lalki. W swoich zbiorach posiada ich ponad 900 sztuk z różnych zakątków świata. Mimo, iż jej lalki pojawiają się na wystawach na terenie całego kraju, kolekcjonerka chciałaby stworzyć na terenie Tarnowa prywatne muzeum, w którym lokalna społeczność mogłaby zapoznać się z jej wieloletnią pasją.

Teresa Waydowicz lalki

Teresa Waydowicz i część jej bogatej kolekcji

Miłością do lalek zapałała ponad 20 lat temu, kiedy będąc na wycieczce we Włoszech na jednej z wystaw sklepowych zobaczyła „małe porcelanowe cudo”, jak często określa lalki ze swojej kolekcji. – Akurat przechadzaliśmy się po ulicach Asyżu. Za jedną ze sklepowych gablot zobaczyłam lalkę. Spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam wejść do środka i zapytać o jej cenę. Przekraczając próg sklepu moim oczom ukazało się dziesiątki porcelanowych lalek. Byłam oczarowana. Niestety ceny były tak wysokie, że decydując się na zakup jednej sztuki… nie starczyłoby mi pieniędzy, aby przetrwać do końca wycieczki. Zrezygnowałam z zakupu, ale obiecałam sobie, że jeżeli tylko wrócę do kraju, znajdę podobną lalkę i bez zawahania wydam na nią pieniądze.

Pani Teresa pierwszą lalkę zakupiła w… Pewexie. Nie pamięta ile za nią zapłaciła, jednak były to nieporównywalnie mniejsze pieniądze w stosunku do tych, które miała wydać we Włoszech. – Dziewczęcy ubiór, biały fartuszek w groszki… Wtedy postanowiłam, że na jednej na pewno się nie skończy. Zaczynałam odwiedzać mniejsze sklepiki, targi, czy bazary. Szukałam unikatów. Tematem lalek w Polsce nikt za bardzo się nie interesował, więc niektóre kosztowały mnie naprawdę grosze. Zresztą do dziś nie zapłaciłam za lalkę więcej, niż 100 zł, mimo iż ich realna wartość jest kilkukrotnie wyższa. Obecnie w swojej kolekcji posiadam ponad 900 lalek z rożnych zakątków świata. Mam lalki z Francji, Anglii, Niemiec, Japonii, USA, Chin, czy Kostaryki. Znajdują się u mnie lalki Armand Marseille, Franklin Mint, czy Leonardo Collection, z której posiadam jedną z 12 limitowanych lalek – pięknego anioła ze skrzydłami z piór w złotym płaszczu z materiału ryżowego. Mam też lalkę, której produkcja sięga przełomu XIX i XX wieku. Wartość niektórych egzemplarzy jest naprawdę duża. Cena uwarunkowana jest przede wszystkim od firmy, która ją wyprodukowała, czy lalka jest sygnowana oraz czy posiada dodatkowe gadżety.

Pod pojęciem słowa „gadżet” mieszczą się różne dodatki, w które wyposażona jest lalka. – Jeden z moich skarbów pochodzi z kolekcji lalek ślubnych. W tym przypadku gadżetami są naszyjnik z prawdziwych pereł, wmontowana pozytywka, a także… Biblia, którą lalka trzyma w dłoni o rozmiarach 5cm na 5cm, w której znajdziemy wszystkie ewangelie, czy przypowieści, które znajdują się w Piśmie Świętym naturalnych rozmiarów. Aby tego było mało oprócz sukni ślubnej, lalka posiada kompletną bieliznę. Inne lalki z mojej kolekcji również posiadają ciekawe dodatki, chociażby oryginalne żółte… trapery, powozy, własne domki, czy… naturalne włosy. Jest też jeden dosyć specyficzny egzemplarz, ponieważ lalka przedstawia zakonnicę w habicie. Wcześniej producent musiał uzyskać zgodę od zakonu, aby właśnie w taki sposób można było ją przyodziać. Pani Teresa pytana o to, jakiej lalki najbardziej brakuje jej w kolekcji, odpowiada bez zastanowienia – W Moskwie mieszka kobieta, która wykonuje pojedyncze egzemplarze lalek. Nazywa się Alexandra Koukinova i tworzy lalki, których stroje uszyte są z najdroższych koronek francuskich i włoskich. Dodatkowo wyposaża je w naturalną biżuterię, diamenty, czy kryształy Swarovskiego. Po stworzeniu lalki, niszczy matrycę, aby nikt inny nie mógł stworzyć tego samego egzemplarza. Chciałabym posiadać chociaż jedną taką lalkę w swojej kolekcji. Problem w tym, że ich ceny sięgają 100 tys. dolarów. Cena kosmiczna dla zwykłego śmiertelnika – śmieje się kolekcjonerka.

Tarnowianka zwiedziła już wiele wystaw ze swoimi lalkami. Ubiegłego roku przez dwa miesiące mieszkańcy Dębna mieli możliwość podziwiania jej kolekcji na tamtejszym zamku. Wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem lokalnej społeczności. – Każda wystawa to nie tylko prezentacja lalek. Przy okazji wystawy istotna jest też przekazywana wiedza łącząca lalki z historią porcelany, a także rolą laki jako modelki. Dawniej były one przedmiotem kultu religijnego, często też ze względu na podobieństwo do człowieka wykorzystywano je jako medium. Staram się dzielić tą wiedzą ze zwiedzającymi, aby pokazać im, że są to nie tylko przedmioty, ale przede wszystkim kawałek bogatej historii naszego świata.

W najbliższym czasie pani Teresa planuje pokazanie swoich „skarbów” w Wojniczu, a za jakiś czas również w Tarnowie, choć jak sama przyznaje chciałaby wynająć w centrum miasta lokal, w którym powstałoby muzeum lalek. – W domu chodzę slalomem. Ponad 900 lalek znajduje się w kartonach i naprawdę nie mam już ich gdzie pomieścić. Chciałabym mieć pomieszczenie, w którym zorganizowałabym stałą wystawę swojej kolekcji. Z informacji jakie posiadam, jedna z takich wystaw znajduje się w Paryżu, gdzie ojciec wraz ze swoim synem zgromadzili blisko 600 lalek. Prawdopodobnie moje muzeum byłoby więc największym tego typu w Europie! Wiele osób pytało mnie, czy byłabym skłonna odsprzedać swoją kolekcję. Wszystko uwarunkowane jest od pieniędzy, a mówiąc zupełnie poważnie, do tej pory nie sprzedałam, ani nie wymieniłam żadnej ze swoich lalek na inną. Kiedy znajomi chcą kupić mi prezent z okazji imienin, czy urodzin, to zamiast kwiatów, wręczają mi lalkę. Są one częścią mojego życia. Rezygnując z kolekcji musiałabym zrezygnować ze szczęścia, które mi daje. A przecież szczęście jest w życiu najważniejsze…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *