Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, aby nauczanie indywidualne zostało usunięte ze szkół. Rodzice niepełnosprawnych dzieci są w szoku. Ich zdaniem jest to jawna dyskryminacja, ponieważ od teraz ich pociechy będą miały do wyboru zajęcia w szkole specjalnej, albo w domu. Najbardziej na zmianach mogą ucierpieć dzieci z mniejszych miejscowości, które chcąc kontynuować naukę będą zmuszone pokonywać kilkadziesiąt kilometrów dziennie.

fot. wikimedia.com

MEN chce zrezygnować z zapisu, który pozwalał na organizowanie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego oraz indywidualnego nauczania na terenie przedszkola lub szkoły, ponieważ według ich opinii, ta forma kształcenia przeznaczona jest tylko dla dzieci i młodzieży, których stan zdrowia „znacznie utrudnia lub uniemożliwia” realizację obowiązku nauki. Według ministerstwa obecne nauczanie indywidualne w szkołach i przedszkolach obejmowało także uczniów sprawiających trudności wychowawcze i niedostosowanych społecznie. Na zmianach, które miałyby wejść w życie już 1 września tego roku, najbardziej ucierpieć mogą niepełnosprawni uczniowie, którzy obecnie mają możliwość uczestnictwa w zajęciach w budynku szkolnym oraz w części lekcji. Rodzic ma do wyboru cztery opcje nauczania swojej pociechy: nauczanie w domu i częściowo w szkole, nauczanie indywidualne w szkole, nauczanie indywidualne wyłącznie w domu oraz nauczanie indywidualne w szkole i częściowo na lekcjach. Po wejściu w życie nowych przepisów opcje pozostaną dwie – albo udział w zajęciach w szkole specjalnej, albo nauka w domu.

Rodzice niepełnosprawnych dzieci są w szoku. Uważają, że takie postawienie sprawy to dyskryminacja niepełnosprawnych uczniów oraz stygmatyzacja. – Moje dziecko od urodzenia cierpi na autyzm. Od lekarzy usłyszałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie dla niego nauczanie indywidualne w szkole i częściowo na lekcjach, co pozytywnie wpłynie na jego rozwój i otwarcie się na świat. Efekty rzeczywiście są pozytywne. Syn poprzez kontakt ze zdrowymi rówieśnikami uwierzył, że w niczym od nich się nie różni. Pomysł ministerstwa jest absurdalny, bowiem okaże się, że nasza kilkuletnia praca pójdzie na marne i będziemy zmuszeni przenieść dziecko do szkoły specjalnej, albo zorganizować mu naukę w domu. Takie zachowanie to postawienie muru między zdrowymi i chorymi dziećmi – mówi matka chorego na autyzm 10- latka.

Okazuje się, że w Polsce uczniów korzystających z indywidualnego nauczania jest blisko 22 tys. Według Barbary Duran, prezes stowarzyszenia „Wszystkie Dzieci Nasze Są” działającego w Olszynach w gminie Rzepiennik Strzyżewski proponowane przez ministerstwo zmiany najbardziej dotkną rodziców i dzieci z mniejszych miejscowości, które obecnie uczęszczają do zwykłych szkół, a niedługo będą zmuszone korzystać z oferty szkół specjalnych. – Nie wyobrażam sobie, aby dziecko, które porusza się na wózku inwalidzkim, a takich jest mnóstwo, każdego dnia dojeżdżało ponad 30 kilometrów do szkoły, gdzie po kilku godzinach nauki ponownie pokonywałoby taką samą trasę, jadąc tym razem do domu. W poszczególnych gminach naszego powiatu nie funkcjonują szkoły specjalne, więc większość niepełnosprawnych dzieci będzie zmuszonych dojeżdżać do Tarnowa.

Barbara Duran nie ukrywa, że jest zwolenniczką nauki dzieci niepełnosprawnych w masowych szkołach, a podobnego zdania jest również większość rodziców dzieci należących do tamtejszego stowarzyszenia. – Przecież jedynym ratunkiem dla takich osób jest wyciągnięcie ich z czterech ścian. Zajęcia indywidualne w domu spowodują jeszcze większe pogłębienie problemu. Mamy przykład chłopaka, który jest w bardzo poważnym stopniu niepełnosprawny, porusza się na wózku i na co dzień uczęszcza na zajęcia do masowej szkoły w Olszynach. On, jak i jego rodzice są bardzo zadowoleni i widać, że chłopak pomimo swojej niepełnosprawności odnajduje się w świecie zdrowych dzieci.

Pytana o ewentualne zmiany w przepisach Renata Wrzos, wicedyrektorka Specjalnego Ośrodka Szkolno- Wychowawczego w Tarnowie mówi, że szkoły takie jak SOSW powinny być jedynie alternatywą dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, a nie odgórnym przykazem. – Chore dzieci uczęszczające na wspólne zajęcia ze zdrowymi rówieśnikami to piękna idea i nie wiem, dlaczego ktoś próbuje w nią ingerować. Obecnie do naszej placówki uczęszcza ponad 240 dzieci z różnymi problemami, przede wszystkim natury intelektualnej. Teoretycznie nie byłoby problemu, jeżeli liczba uczniów miałaby gwałtownie wzrosnąć, ponieważ jeszcze w latach 90′ na zajęcia uczęszczało do nas ponad 600 dzieci. Pytanie tylko, czy rzeczywiście jest taka potrzeba? Wielu rodziców dzieci niepełnosprawnych, chce, aby ich pociechy rozwijały się w towarzystwie zdrowych rówieśników. Szkoły specjalnej nie traktują poważnie, ponieważ od lat funkcjonuje stereotyp, że są to tzw. placówki drugiego wyboru, a niestety jest to zupełnie błędne rozumowanie – mówi Renata Wrzos dodając, że samo określenie „specjalna” powinno sugerować, że w murach takiej szkoły na nasze pociechy czeka coś ekskluzywnego – Nauczyciele w takich placówkach są specjalnie szkoleni do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. W żadnej innej szkole dziecko nie ma możliwości współpracy w grupach składających się z 3-4 osób, dzięki czemu uwaga wychowawcy na danym uczniu jest zdecydowanie większa, niż w szkołach masowych. Należy pamiętać również o systemie oceniania. O ile w standardowej szkole wymagania wobec uczniów niepełnosprawnych są zdecydowanie niższe, niż wobec zdrowych dzieci, o tyle w szkołach specjalnych nie ma to miejsca, dzięki czemu dziecko otrzymując dobrą ocenę jest w pełni świadome, że swoimi umiejętnościami na nią zasłużyło, przez co z czasem jego samoocena wzrasta. Mimo wszystko, to rodzic powinien mieć możliwość wyboru drogi nauczania dla swojego dziecka. Ograniczenie wyboru w tym zakresie może przynieść zdecydowanie więcej złego niż dobrego.

Rodzice niepełnosprawnych dzieci nie zamierzają pozostawać obojętni wobec pomysłu MEN i zapowiadają protesty oraz pisma w tej sprawie. W Internecie już można podpisywać petycję pt. „Rezygnacja z projektu rozporządzenia w sprawie nauczania indywidualnego”. Do tej pory podpisało ją już blisko 14 tys. osób.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *