Od kilku lat mieszkańcy części osiedla Dębowskiego w Wierzchosławicach borykają się ze sporym problemem. W wyniku braku kanalizacji burzowej, wiele domów nawet po niewielkich opadach deszczu, znajduje się pod wodą. Władze gminy zapowiadają pomoc mieszkańcom, ale dopiero w momencie, kiedy pojawi się szansa na otrzymanie zewnętrznych funduszy na przeprowadzenie inwestycji.

Od pięciu lat właściciele około 20 działek po opadach deszczu i to wcale niezbyt obfitych, mają na ulicy istne rozlewisko.

Na osiedlu Dębowskim w Wierzchosławicach wybudowanych jest około 60 domów. Pierwsze budynki stawiano tutaj pod koniec lat 80. Osiedle, które składa się z jednej głównej oraz czterech bocznych ulic, od wielu lat boryka się z problemem zalewania poszczególnych posiadłości przez padający deszcz. Pomimo tego, że główna trasa jest asfaltowa, to przez lata nikt nie wykonał instalacji odprowadzającej deszczówkę. Problem nasilił się jeszcze bardziej w ostatnim czasie, ponieważ osiedle systematycznie było rozbudowywane i wzbogacało się o nowe posiadłości. Nowi mieszkańcy budując swoje domy nawozili sporo ziemi, aby działki znajdowały się wyżej niż droga. To z kolei spowodowało, że gromadząca się po opadach deszczu woda spływa na działki, które znajdują się poniżej drogi.

– Od pięciu lat właściciele około 20 działek po opadach deszczu i to wcale niezbyt obfitych, mają na ulicy istne rozlewisko. Woda opadowa nie ma gdzie odpłynąć więc początkowo wsiąka w ziemię, a później zostaje na drodze. W ten sposób jesteśmy odcięci od własnych domów, ponieważ ulicą nie da się przejść pieszo. W najgorszych momentach na drodze pojawia się woda o wysokości 30 cm, która niszczy nasze mienie. W przypadku kilku domostw woda wlewa się do piwnic. Murki naszych ogrodzeń, które przez dłuższy czas są zalane, zaczynają się sypać. Wodą nasiąkają również fundamenty posesji. Dodatkowo zniszczeniu ulegają nasze samochody. Przejeżdżając przez rozlewisko na długości praktycznie całej ulicy, woda potrafi wlewać się przez progi do wnętrza pojazdu. Jednemu z naszych sąsiadów zalała układ klimatyzacji, trwale go uszkadzając – nie ukrywają swojego oburzenia mieszkańcy osiedla Dębowskiego.

Właściciele nieruchomości mieszczących się na tamtejszym osiedlu przekonują, że już kilkukrotnie interweniowali w tej sprawie w urzędzie gminy, jednak do tej pory nikt nie pomógł im w rozwiązaniu problemu. Co prawda dwa lata temu gmina zaproponowała mieszkańcom wykopanie dołków przed posesjami, jednak bez jakichkolwiek przepustów i bez odpływu do większego rowu melioracyjnego. Propozycja okazała się nie do przyjęcia, ponieważ przeprowadzone w ten sposób prace i tak nie wystarczyłyby na zgromadzenie potężnej ilości wody, a dodatkowo mieszkańcy stwierdzili, że doły stałyby się siedliskiem komarów i ich codzienne funkcjonowanie byłoby jeszcze trudniejsze.

– Chcieliśmy, aby wykonano kanalizację, która przede wszystkim odprowadzałaby wodę. Niecałe 100 metrów za naszymi domami jest poprowadzony jeden z głównych cieków melioracyjnych, gdzie woda spokojnie mogłaby uchodzić. Powstał podobno projekt takiego odwodnienia, jednak nikt do tej pory go nie widział. Od urzędników słyszymy jedynie, że czekają na dotację. Podczas ulewnych opadów pod koniec maja, które trwały kilka dni, nasze posesje workami z piaskiem zabezpieczały jednostki straży pożarnej. Jedyne co w tej kwestii robi dla nas urząd, to przysyłanie jednostek OSP, które rozstawiają często dwie duże spalinowe pompy pracujące po półtorej godziny. W tym czasie potrafią one przepompować nawet 100 000 litrów wody. Takie sytuacje mają miejsce nawet kilkanaście razy w roku – mówią mieszkańcy i dodają, że sytuacja jest jeszcze poważniejsza tuż po zimie, kiedy nadchodzi wiosna i w ciągu dnia pojawiają się dodatnie temperatury. – Śnieg na drodze zamienia się w wodę, a nocą gdy przychodzi mróz, woda zamienia się w lód. W ten sposób na całej długości drogi mamy darmowe lodowisko. Niestety poruszanie się pieszo po tym lodzie jest bardzo niebezpieczne, ponieważ droga w tym miejscu nie jest posypywana piaskiem ani solą. Władze gminy w końcu muszą coś z tym zrobić!

Pytany o całą sprawę wójt Wierzchosławic, Andrzej Mróz mówi, że doskonale znany jest mu problem mieszkańców osiedla Dębowskiego i już od pewnego czasu podejmuje działania, aby pojawiająca się na tamtejszych ulicach woda była dla nich jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. – Trudno jest mi powiedzieć, dlaczego w przeszłości nikt nie pomyślał o wykonaniu odpływów na tamtejszej ulicy. Teren jest płaski, nie ma żadnych rowów, więc woda nie ma się gdzie podziać. Wykonaliśmy już projekt na odwodnienie tej drogi. Chcieliśmy aplikować na dofinansowanie ze środków unijnych, ale okazało się, że program przewidziany był jedynie dla miast powyżej 100 tys. mieszkańców, więc nasz projekt nie mógł być realizowany w tym naborze. Podobny problem, jak z osiedlem Dębowskim pojawia się jeszcze w Woli, gdzie mamy zamiar przedłużyć rów melioracyjny i połączyć go z rowem, który uchodzi do Dunajca. Czekamy jednak na możliwość ubiegania się o dofinansowanie na te dwie inwestycje. Obliczyliśmy, że koszt przeprowadzenia prac to około 700 tys. zł. Gdybyśmy przeprowadzili je jedynie w oparciu o pieniądze z własnego budżetu, ktoś mógłby zarzucić nam niegospodarność, a fundusze z dofinansowania mogłyby pokryć nawet 60 proc. kosztów związanych z inwestycjami. Wszystkie niezbędne dokumenty mamy gotowe. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku pojawi się program, w ramach którego będziemy mogli ubiegać się o pieniądze.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *