24 stycznia 2020 roku pan Piotr (imię zmienione przez redakcję) wraca do budynku znajdującego się na gospodarstwie w Wojniczu, gdzie jest zatrudniony, a jego zadaniem jest opieka nad trzodą i uprawami rolnymi. Około godziny 2. w nocy budzi go światło w pomieszczeniu, w którym śpi. Przed sobą widzi trójkę zamaskowanych mężczyzn, a jeden z nich trzyma kij bejsbolowy. Nic więcej nie pamięta. Nad ranem znajduje go przyjaciel. Pan Piotr ledwo uchodzi z życiem…

Fot. Canva

Pan Piotr jest 23-letnim mieszkańcem gminy Wojnicz. Przez kilka lat pracował za granicą, jednak wrócił do Polski i tutaj rozpoczął pracę na jednym z gospodarstw rolnych. Opiekował się trzodą chlewną oraz uprawami. Doił krowy, jeździł traktorem, pracował na roli… Mieszkał w budynku wybudowanym obok stajni przez właściciela gospodarstwa. Niewielkich rozmiarów obiekt, w zupełności wystarczał mu do tego, aby w nim nocować.

24 stycznia 2020 roku mieszkaniec Wojnicza wybrał się do jednego z pobliskich barów wypić piwo. Do budynku, w którym mieszkał, wrócił przed godz. 23., po czym położył się spać. Około godziny 2. w nocy obudziło go światło w pomieszczeniu, w którym nocował. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą trójkę mężczyzn w kominiarkach. Jeden z nich trzymał w ręce kij bejsbolowy. Zamaskowani napastnicy zaczęli brutalnie bić pana Piotra. Mężczyzna nie wie ile czasu trwało całe zdarzenie. W pewnym momencie był już tak poobijany, że zaczynał tracić świadomość. Napastnicy widząc, że wyrządzili mu już odpowiednią krzywdę, opuścili budynek. Pan Piotr ostatkiem sił wdrapał się na łóżko. Leżał na nim w zupełnym bezruchu i ledwo łapiąc oddech. Walczył o każdą sekundę życia, aż do godziny 7. rano, kiedy zjawił się u niego przyjaciel, z którym razem pracowali na gospodarstwie. Ten widząc, w jakim stanie jest pan Piotr, od razu zaalarmował policję i pogotowie…

– Połamano mi wszystkie cztery kończyny. W rękach i nogach mam śruby i blachy. Nigdy już nie będę tak sprawny, jak dawniej – mówi pan Piotr i dodaje – W szpitalu spędziłem 3 tygodnie. Zastanawiające jest to, że po takim zdarzeniu nawet nie zaproponowano mi rozmowy z psychologiem. To był okropny czas. Walczyłem z bólem i natrętnymi myślami. Zastanawiałem się, kto mógł mi to zrobić i dlaczego. Po trzech tygodniach pobytu w szpitalu zamieszkałem u mamy. Opiekowała się mną przez miesiąc. Nie mogłem się ruszać, więc przygotowywała mi posiłki, a nawet była moją „mobilną toaletą”. W końcu jednak musiałem zagryźć zęby i spróbować wrócić do normalności. Pomimo bardzo dużego uszczerbku na zdrowiu, zatrudniłem się w innym gospodarstwie rolnym, w którym pracuję do dziś. Mój dzień zaczyna się o godz. 6 i kończy o godz. 21. Niestety w dni, kiedy pogoda nie dopisuje, zwijam się z bólu i nie mogę pracować. Często w nocy nie mogę spać. Budzi mnie nawet najmniejszy szelest. Cierpię fizycznie i psychicznie, zwłaszcza że policja nadal nie zatrzymała sprawców mojego pobicia. Boję się, że sytuacja może się powtórzyć, a wówczas niewykluczone, że nie uszedłbym już z życiem.

Pan Piotr twierdzi, że nie wie, kto mógł go pobić, chociaż nie ukrywa, że miał konflikt z niektórymi osobami. Nie ma jednak żadnej pewności, że to któraś z nich stoi za jego pobiciem.

O sprawę zapytaliśmy rzecznika prasowego tarnowskiej policji, Pawła Klimka, który powiedział nam, że sprawa cały czas jest w toku i prowadzone jest odpowiednie śledztwo. – Sprawą zajmuje się zarówno policja, jak i prokuratura. Badane są wszystkie poszlaki. Jak na razie nie udało nam się schwytać sprawców pobicia, jednak wierzymy w to, że z czasem do tego dojdzie. Trudno jednoznacznie określić ile czasu może to zająć. W niektórych przypadkach potrzebujemy tygodnia, a w innych ponad roku. Jeżeli mieszkaniec Wojnicza nadal czuje zagrożenie, powinien z taką sprawą udać się na policję. Wówczas moglibyśmy podjąć jakieś dodatkowe działania – tłumaczy Paweł Klimek.

23-latek od kwietnia ponownie pracuje. Tym razem na innym gospodarstwie rolnym poza Wojniczem. Chciałby, aby jego sprawa w końcu została wyjaśniona, bo jak twierdzi, nie może liczyć na żadną pomoc. – Nie mogę liczyć na rodzinę, czy przyjaciół. Zostałem z tym wszystkim sam. Strach jest obecny w moim życiu każdego dnia. Kiedy wracam wieczorem do domu i widzę większą grupkę ludzi, omijam ich szerokim łukiem. W głowie po zdarzeniach ze stycznia tego roku pojawiła się jakaś blokada, której nie mogę pokonać. Obecnie mieszkam sam w domu właściciela gospodarstwa, w którym pracuję. Budynek wybudowany jest z dala od innych zabudowań. To też nie sprzyja z uporaniem się z ciągle kotłującymi się w głowie myślami. Chciałem opowiedzieć publicznie swoją historię, aby ludzie wiedzieli, że takie sytuacje mają miejsce i nie można zamiatać ich pod dywan. Mam nadzieję, że policja szybko ustali sprawców mojego pobicia. Mam wówczas zamiar walczyć o odszkodowanie, ponieważ mój obecny stan zdrowia nie pozwala w 100 proc. poświecić się pracy, a przecież trzeba za coś żyć… Na pewno będę walczył o sprawiedliwość! – kończy pan Piotr.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.