Z miłości do garbusów

Od ponad 18 lat w Tarnowie prężnie działa Tarnowski Klub Miłośników Garbusów. Fani kompaktowych samochodów osobowych wyprodukowanych przez niemiecką markę Volkswagen każdego roku biorą udział w zlotach, a także wyjazdach integracyjnych, gdzie dzielą się swoją wiedzą na temat ulubionych pojazdów, których ceny mogą sięgać nawet 120 tys. zł!

W 2001 roku w Tarnowie, z inicjatywy Janusza Tulickiego, powołano do życia Tarnowski Klub Miłośników Garbusów.

Volkswagen Garbus to pojazd, który jak żaden inny samochód na świecie zapisał się w historii motoryzacji. Za jego produkcją stał nie kto inny jak… Adolf Hitler, który wymarzył sobie stworzenie pojazdu, na który stać byłoby większość niemieckiego społeczeństwa. Sama nazwa „Volkswagen”, z języka niemieckiego znaczy „samochód dla ludu”. Chociaż pojazd został zaprojektowany i wprowadzony do produkcji w latach 30., masowa produkcja ruszyła w 1945 roku, po zakończeniu II wojny światowej. Ostatecznie do dziś wyprodukowano ponad 21 mln egzemplarzy tego modelu.

W 2001 roku w Tarnowie, z inicjatywy Janusza Tulickiego, powołano do życia Tarnowski Klub Miłośników Garbusów. Dziś należy do niego ponad 40 pasjonatów tego pojazdu z całego regionu. – Byłem wówczas i nadal jestem posiadaczem garbusa. Co jakiś czas przyjeżdżały do mnie kolejne osoby, abym naprawił coś w ich samochodach. Pomyślałem, że skoro garbusy cieszą się, aż taką popularnością w naszym regionie, to może warto byłoby założyć klub. Pamiętam, że w Tarnowie i okolicach po ulicach jeździło wtedy około 180 garbusów. Stosunkowo szybko wraz ze znajomymi znaleźliśmy chętnych do wstąpienia w nasze szeregi – mówi Janusz Tulicki, który twierdzi, że bardzo łatwo zakochać się właśnie w tym pojeździe. – Jeżeli ktoś przynajmniej raz usiądzie w takim samochodzie, ciężko jest mu z niego wysiąść. Jego wnętrze po prostu nas olśniewa. Podobnie jak praca silnika. Jestem szczęśliwym posiadaczem garbusa z 1959 roku i nie wyobrażam sobie, abym mógł się go kiedykolwiek pozbyć. Garbusy mają w sobie magię, która przyciąga kolejnych miłośników tych pojazdów.

Chrabąszcz z Marilyn Monroe

Niewiele osób wie, że popularny u nas garbus, w różnych zakątkach świata posiada również inne nazwy. Niemcy i Amerykanie nazywali go chrabąszczem. Są również nacje, które nazywają go: myszą, żółwiem, a nawet… pchłą. W 1968 roku garbus był najlepiej sprzedającym się samochodem na świecie. W szczytowym momencie co cztery sekundy zjeżdżał z taśmy produkcyjnej, a za jego kierownicą zasiadały największe gwiazdy polityki, muzyki i kina z Marilyn Monroe na czele.

– Jest to bez wątpienia najbardziej popularny pojazd na świecie. Nawet jeżeli ktoś nie interesuje się samochodami, to na słowo „garbus” od razu ma przed oczami jego obraz – mówi Joanna Gawron, pełniąca funkcję sekretarza Tarnowskiego Klubu Miłośników Garbusów. – Obecnie w skład naszego klubu wchodzi 20 stałych członków oraz ponad 20 sympatyków. Oczywiście, jak każdy klub mamy roczne składki – u nas wynoszą one 100 zł. Oprócz tego organizujemy comiesięczne spotkania, podczas których omawiamy bieżące sprawy i dzielimy się swoimi spostrzeżeniami na temat funkcjonowania zespołu, a przede wszystkim bierzemy udział w licznych zlotach i specjalnych wyjazdach integracyjnych w Bieszczady, które mają miejsce na początku i na zakończenie sezonu. Co ciekawe, aby być członkiem naszego klubu, wcale nie musimy posiadać garbusa. Wystarczy, że jesteśmy jego miłośnikami. W naszym zespole mamy posiadaczy garbusów, ale nie brakuje również właścicieli samochodów takich, jak: Ford Taunus, Opel Olympia, czy Citroen 2CV. Ja i mój mąż, który sprawuje obecnie funkcję prezesa klubu, również przez wiele lat byliśmy posiadaczami garbusa, ale od jakiegoś czasu wymieniliśmy go na Volkswagena T3. Zresztą osób, które posiadają właśnie taki samochód, jest mnóstwo w naszych szeregach.

TKMG każdego roku sezon rozpoczyna od wyjazdu integracyjnego w Bieszczady. Tam, jak mówią sami członkowie klubu, mogą naładować baterie i odpocząć na łonie natury. Pierwszą poważną imprezą, która jest nieoficjalnym rozpoczęciem zlotów miłośników garbusów, jest „Garbojama”, która na początku czerwca odbywa się w Kryspinowie, niedaleko Krakowa. Co roku pojawia się tam setki garbusów i tysiące fanów tych samochodów. – Można zobaczyć tam prawdziwe perełki. Jako klub, zawsze wybieramy się tam grupą, jadąc 6-7 samochodami. Przez ostatnie lata udało nam się nawiązać wiele znajomości. Na takich zlotach czujemy się jak jedna wielka rodzina, przez co atmosfera jest wyśmienita. W trakcie sezonu, który trwa najczęściej do października, bierzemy udział w kilku takich imprezach. Jako klub oficjalnie rozpoczynamy sezon już pod koniec kwietnia, organizując w Brzesku specjalny zlot. Potrafi pojawić się na nim nawet 150 samochodów. Wszystko odbywa się na placu kościelnym parafii Miłosierdzia Bożego. Bierzemy udział w Eucharystii, ksiądz święci nasze pojazdy, a my przejeżdżamy barwną kolumną aż do Czchowa – mówi Joanna Gawron.

Garbus z… drewna

Roman Socha, członek klubu również posiadał garbusa i podobnie, jak pani Joanna jakiś czas temu zamienił go na Volkswagena T3. – Stworzyłem z niego małego kampera. Mam w nim łóżko, kuchnię i meble. Dzięki temu mogę na kilka dni udać się w podróż i nie martwić się o nocleg. Cieszę się, że miłością do garbusów pałają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. W naszym klubie można spotkać ponad 70-letnie osoby, ale również bardzo młodych ludzi. Garbus w pewien sposób łączy pokolenia. Niestety chcąc kupić taki pojazd, musimy nastawić się na niemały wydatek. Garbusy, które wymagają gruntownego remontu, można nabyć już za 10-20 tys. zł, jednak jego konserwacja kosztować będzie nas kolejne 20 tys. zł. Samochody już po remoncie, to wydatek rzędu 50-60 tys. zł. Warto zdać sobie również sprawę z tego, że kupić je jest jednak bardzo trudno, ponieważ coraz mniej znajduje się ich na rynku. Dodatkowo ich posiadacze również nie chcą ich się pozbywać.

Coraz częściej zdarza się więc, że ludzie sami… składają garbusy. Głośno zrobiło się w tym roku o pewnym cieśli z Dominikany, który zbudował… drewnianego Volkswagena Garbusa i wyruszył nim w podróż z Limy w Peru do Nowego Jorku. Nadwozie wykonane od podstaw zostało zamontowane przez cieślę na podwoziu klasycznego Volkswagena Beetle z lat 70. – Garbusy potrafią osiągać astronomiczne kwoty. Kiedyś sam na własne oczy widziałem amerykańską wersję garbusa wartą 120 tys. zł. To było prawdziwe cacko! – mówi Janusz Tulicki i dodaje, że popyt na garbusy cały czas jest olbrzymi, jednak na otwarcie fabryk tych pojazdów raczej się nie zanosi. – O ile w ponowną masową produkcję garbusa nie wierzę, to bardzo prawdopodobne, że ludzie we własnym zakresie sami będą składać te pojazdy. Części na rynku jest mnóstwo i złożenie garbusa od podstaw, nie stanowi żadnego problemu. Przy okazji to świetna zabawa i satysfakcja, że mogliśmy swój pojazd zbudować sami, według własnej wizji i zachcianek. Jestem przekonany, że fanów garbusów będzie cały czas przybywać, a i kolejne osoby z naszego regionu chętnie będą wstępować do naszego klubu, który z roku na rok będzie rósł w siłę.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *