Zeyn S-Latef: To media nazwały mnie „polskim Zidanem”!

– To nie ja nazwałem siebie „polskim Zidanem”, tylko media mnie nim nazwały. Mówiłem wtedy, że bardzo mi milo słyszeć takie określenia, ale ja do wszystkiego muszę dojść sam. Gdybym miał przytoczyć ci te wszystkie określenia, które padały pod moim adresem, to ten wywiad musielibyśmy robić cały dzień – mówi Zeyn S-Latef, piłkarz szwedzkiego Ängelholms FF.

Pamiętasz te słynne słowa samego Pele, który powiedział o tobie, że będziesz wielkim piłkarzem?
Oczywiście, że pamiętam.

I jak odbierasz je dzisiaj? Od tamtego czasu minęło już 6 lat.
Odbieram je tak samo jak wtedy, czyli że bardzo miło słyszeć takie opinie z ust tak wybitnego niegdyś piłkarza. A przecież kto mógł przewidzieć moją późniejszą karierę? Nikt nie mógł przewidzieć! Tylko Bóg! A ja sam nadal robię rzeczy, o których marzy tysiące osób – gram profesjonalnie w futbol i tym zarabiam na chleb. Dodatkowo ciężko pracuję na treningach, aby być coraz lepszym zawodnikiem.

Nie uwierzę jednak, że nie myślałeś wtedy, że dziś będziesz w zupełnie innym miejscu, niż jesteś.
Nie powiem, ze nie myślałem, ale też nie wiedziałem przecież co przez ten okres się wydarzy. Przecież ja przez ostatnie pięć lat miałem cztery operacje! Czy ktoś o tym w Polsce wie? Jestem pewien, że nikt. Ok, pewnie myślałem, że to wszystko będzie inaczej wyglądało, ale z drugiej strony, jeżeli człowiek przechodzi w tak młodym wieku przez tyle niepowodzeń co ja, związanych przede wszystkim z tymi licznymi kontuzjami, to może się załamać. Jestem dumny z tego, że jednak do tego nie doszło. Przecież nikt mi nie gwarantował, że dziś będę najlepszym piłkarzem na świecie. Do wszystkiego musiałbym dojść poprzez ciężką pracę, a kontuzji nie można niestety przewidzieć.


Określenie „polski Zidane” w tamtym czasie było nieprzypadkowe?
Pamiętam tamto określenie. Zaznaczyć trzeba jedno – to nie ja nazwałem siebie „polskim Zidanem”, tylko media mnie nim nazwały. Mówiłem wtedy, że bardzo mi milo słyszeć takie określenia, ale ja do wszystkiego muszę dojść sam. Gdybym miał przytoczyć ci te wszystkie określenia, które padały pod moim adresem, to ten wywiad musielibyśmy robić cały dzień.

Wiesz, że byłeś nadzieją Polski na lepszą przyszłość?
Zdaję sobie z tego sprawę. Ja naprawdę robiłem wszystko co w mojej mocy, aby te oczekiwania w stosunku do mojej osoby zostały spełnione, ale nie wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Dlaczego więc nie wyszło? Przez kontuzje?
Nie wiem co rozumiesz przez pojęcie „nie wyszło”? Takie określenie można różnie definiować. Przecież futbol jest dla mnie nadal czymś czym zarabiam na życie. To, że nie jestem w takim miejscu, w jakim powinienem być? Mam marzenia. Ale do ich spełnienia nie zawsze potrzebny jest tylko talent i chęci. Czasami potrzebne jest również, a może przede wszystkim, szczęście.

Jak najbardziej, tyle tylko, że Michał Globisz, w jednym z wywiadów powiedział, że ty byłeś zawodnikiem, który był gwiazdą treningów, a gdy przyszło do oficjalnych spotkań, nie byleś już tak błyskotliwym piłkarzem.
Nigdy tego nie słyszałem. Z tego co pamiętam, to niejednokrotnie od trenerów reprezentacji dostawałem tytuł najlepszego zawodnika podczas meczów juniorskiej reprezentacji Polski. Jeżeli byłem tylko gwiazdą treningów, to dlaczego do kadry trener Globisz powołał mnie aż 28 razy? Przecież to mijałoby się z sensem. Nie zgadzam się z takim określeniem. Wtedy mieliśmy naprawdę silną reprezentację. Było mnóstwo świetnych zawodników. A ja w tej kadrze zawsze miałem swoje miejsce. Slaby więc chyba nie bylem…

Miałeś konflikt z Michałem Globiszem?
Mieliśmy małe nieporozumienie, ale to wszystko zostało bardzo szybko wyjaśnione. Trener Globisz w pewnej sprawie miał swoje zdanie, a ja swoje. Czy był to konflikt? Ja nazwałbym to nieporozumieniem. Gdybyśmy teraz spotkali się gdzieś na ulicy, to bez problemow i z szacunkiem byśmy się przywitali. W Polsce nie lubi się kogoś, kto ma własne zdanie i to było chyba powodem tego naszego nieporozumienia.

Jednym z powodów tego nieporozumienia był fakt, że za swoją kartę przetargową w reprezentacji Polski, uważałeś to, że interesowała się tobą kadra Szwecji?
Nie. Na pewno nie. Ale nie będę ukrywał, że reprezentacja Szwecji się mną interesowała. Interesowała i to był fakt. Dziwne byłoby to, gdyby się mną nie interesowali, bo w końcu w tym kraju się wychowałem.

Dobrą opinię wystawił ci między innymi Henrik Larsson, z którym grałeś razem w Helsingborgu.
Dokładnie. Cieszę się, że wypowiadał się na mój temat pochlebnie, ale pewnie widział w akcji tysiące takich zawodników jak ja i o nich tez miał dobre zdanie. To normalne. Nie przywiązywałem do tego jakoś szczególnie wielkiego znaczenia. Przecież nie możesz wszystkiego przyjmować do swojej świadomości, bo inaczej byś zgłupiał. Najważniejsze, to samemu ciężko pracować, a opinie innych ludzi brać mniej poważnie. Jeden mnie pochwali, a drugi zgani. O takich rzeczach staram się myśleć jak najmniej. Podobnie było z opinią Larssona.

Brałeś w ogóle grę w kadrze Szwecji na poważnie? Swego czasu powiedziałeś mi, że czujesz się pół Polakiem, pół Irakijczykiem.
Bo tak jest! Przecież to nie reprezentacja Polski zrobiła ze mnie Polaka! W domu rozmawiamy po polsku, staram się jak najczęściej odwiedzać Polskę. Ostatni raz bylem w zimie, ale kiedy tylko mam okazję, to bez zastanowienia wsiadam w samolot i przylatuję. Szanuję Szwecję jako kraj, ale nie czuję się Szwedem. Powiedzmy sobie szczerze – gdyby pojawiła się oferta występów w reprezentacji Szwecji, to nie wierzę, by taka sama propozycja nie pojawiłaby się ze strony Polski. A wtedy na pewno wybrałbym grę w biało-czerwonych barwach.

W Szwecji spędziłeś większość swojego życia, ale miałeś tez epizod w Anglii, a dokładnie w Sheffield United.
Tam miałem styczność z naprawdę profesjonalnym podejściem do futbolu. Same treningi stały na wyższym poziomie, niż te z którymi spotkałem się w Szwecji. Miałem bliski kontakt z pierwszym zespołem Sheffield, ponieważ zaliczyłem z nimi kilka treningów. Myślałem, że dostanę szansę gry, ale tak się nie stało. To była bardzo dziwna sytuacja i nie chcę o tym mówić ale okazało się, że w rzeczywistości nie wszystko zależy od ciebie samego.

Była opcja, abyś grał w Polsce. Jednak i ten pomysł nie wypalił. Zależało ci na tym, aby grać w naszej lidze?
Jeżeli dobrze czujesz się poza boiskiem, to dobrze czujesz się i na boisku. Wiedziałem, że wracam do domu. Ja nadal tak myślę! Gdyby dziś była opcja zagrać na boiskach w Polsce, czy to w Ekstraklasie, czy 1 lidze, to bez wahania pakuję się i przyjeżdżam. Polska jest moim domem. Tu czuję się najlepiej. W Szwecji się wychowałem. Mam tu wielu kolegów i część swojej rodziny. To zawsze będzie ważny dla mnie kraj, ale to Polska jest moim prawdziwym domem.

Grasz teraz w szwedzkim Ängelholms FF. To dobra drużyna?
To zespół 2 ligi szwedzkiej. To zespół, który nie ma zbyt dużo pieniędzy, ale który stawia na młodych zawodników. Gramy przyjemną dla oka piłkę. Uważam, że w przyszłym sezonie możemy włączyć się do walki o awans do szwedzkiej ekstraklasy. Ja do Szwecji wróciłem po ośmiomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Chciałem gdzieś grać. W pierwszym spędzonym tutaj sezonie grałem w większości spotkań, a później pojawiła się kolejna kontuzja. Tym razem stopy. Dwa miesiące temu przeszedłem kolejną operację…

Kontuzje zniszczyły ci karierę…
Nie chcę się w ten sposób tłumaczyć, bo za chwilę ktoś powie – zasłania się tylko kontuzjami. Wiem jak w Polsce będzie się mówiło. Mogę tylko powiedzieć, że w tym roku miałem już dwie operacje. W tej chwili walczę, aby dojść do jak najlepszej dyspozycji. Chcę w nowy sezon wejść, jako 100% zdrowy piłkarz. I na tym się skupiam. Nie chcę poruszać tematu kontuzji, bo niektórzy mogliby to odczytać w różny sposób.

Pięć lat temu nie sądziłeś pewnie, że dziś będziesz grał w 2 lidze szwedzkiej.
Na pewno nie. Ale nie sądziłem również, że w ciągu tych ostatnich pięciu lat będę miał, aż cztery operacje. Oczyma wyobraźni widziałem siebie w koszulce reprezentacji Polski podczas Euro 2012. Widziałem siebie w dobrym europejskim klubie. Nie wyszło. Wierzę jednak, ze Bóg w stosunku do każdego z nas ma jakieś plany. Być może, te w stosunku co do mojej osoby, dopiero przede mną? Każdy krok, który robię ma jakiś cel.

Zaczynasz teraz wszystko od nowa?
Staram się nie patrzeć wstecz pod względem marzeń, które wtedy pojawiały się w mojej głowie, ale patrzę wstecz pod względem tego wszystkiego co już w piłce przeżyłem. Myślę sobie o tych wszystkich występach w koszulce juniorskiej reprezentacji Polski i czuję dumę. Teraz skupiam się na każdym kolejnym dniu. Nie patrzę zbyt daleko w przyszłość, bo można bardzo łatwo się rozczarować. Kiedy patrzę na siebie, kiedy miałem 17 lat i porównuje go ze sobą z dziś, to uważam, ze teraz jestem dużo lepszym zawodnikiem, niż wtedy, pomimo tych wielu kontuzji. Gdybym nie był lepszym, to futbol w moim przypadku nie miałby sensu. Jestem bardziej dojrzalszy pod względem piłkarskim. Więcej rzeczy dostrzegam na boisku. Doświadczenie robi swoje.

Miałeś myśli, aby skończyć z piłką?
Nie powiem, że nigdy nie miałem takich myśli. Kiedy już po raz kolejny leżałem na stole operacyjnym, to pojawiały się tego typu myśli. Na cale szczęście miałem bliskich, którzy wspierali mnie na każdym kroku i mówili, że skoro tyle lat temu poświęciłem, to złym rozwiązaniem byłoby to wszystko rzucić z dnia na dzień. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Pytałem się ciebie, gdzie widziałeś się oczyma wyobraźni pięć lat temu. Zapytam również, gdzie widzisz się oczyma wyobraźni dzisiaj za pięć lat?
Mam nadzieję, że jestem w miejscu, gdzie będę blisko rodziny. W miejscu, gdzie nadal profesjonalnie gram w piłkę, gdzie mam już zonę i dzieci. W miejscu, gdzie jestem zdrowy. Klub? Nie istotne. Moim celem jest teraz, aby dojść do jak najwyższej formy. Na tym się skupiam. A co dalej? Tylko Bóg to wie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *