Znajdujemy i oddajemy

Wydawać by się mogło, że w czasie pandemii koronawirusa, kiedy krąży nad nami widmo zarażenia się COVID19, niezbyt chętnie będziemy sięgać po przedmioty nieznanego pochodzenia leżące na ziemi, aby później dochodzić, kto może być ich właścicielem. Nic bardziej mylnego! W tym roku do tarnowskiego Biura Rzeczy Znalezionych trafiło już około 30 przedmiotów zgubionych przez tarnowian. To o kilkanaście więcej niż w latach poprzednich.

Fot. Canva

Znalazłeś na ulicy praktycznie nowy telefon i chciałbyś zgodnie z prawem stać się jego posiadaczem? Okazuje się, że jest to możliwe, ale dopiero po upływie dwóch lat. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w sytuacji kiedy znajdziemy dany przedmiot, a nie jest znany nam jej właściciel, powinniśmy zawiadomić o tym fakcie starostę. Wyjątki stanowią sytuacje, kiedy rzecz zostałaby znaleziona w budynku publicznym lub w środku komunikacji miejskiej. W tych przypadkach znalazca powinien oddać zgubę zarządcy budynku lub przewoźnikowi. Natomiast w momencie znalezienia amunicji, broni, czy materiałów wybuchowych, niezwłocznie zawiadamia się policję. W przypadku, gdy zguba nie zostanie odebrana przez prawowitego właściciela, mimo iż wręczono mu wezwanie do jej odbioru, a nie jest zabytkiem, rzecz stanie się własnością znalazcy po roku. W sytuacji braku możliwości ustalenia właściciela i wysłania mu wezwania, znalazca ma prawo do znalezionej rzeczy po upływie dwóch lat.

Z racji pandemii koronawirusa i panujących obostrzeń, coraz mniej tarnowian pojawia się w przestrzeni publicznej i większość czasu spędza w domach. COVID19 spowodował również, iż zaleca się dezynfekowanie większości pomieszczeń, ale również przedmiotów, które chcemy wziąć w swoje dłonie. Wydawać by się więc mogło, że liczba zgubionych przez nas przedmiotów będzie zdecydowanie niższa niż w latach ubiegłych, a i osób, które chętnie sięgną na ulicy po czyjąś zgubę będzie mniej z racji obawy przed zakażeniem się koronawirusem, który może znajdować się na podejrzanym przedmiocie. Jest jednak zupełnie inaczej!

– W tym roku oddano do nas blisko 30 przedmiotów. To o ponad 10 więcej niż w poprzednim roku, kiedy nie mieliśmy jeszcze do czynienia z koronawirusem – mówi Dariusz Luboń z tarnowskiego Biura Rzeczy Znalezionych. – Pandemia wymusiła na nas pewne zmiany w przyjmowaniu znalezionych przez tarnowian przedmiotów. Przede wszystkim wszystko odbywa się z zastosowaniem środków ostrożności. Najpierw pracownik portierni informuje nas o tym, że ktoś chce oddać znaleziony przez siebie przedmiot. Odbieramy go w maseczkach na twarzy. Przejmując dany przedmiot robimy to także w rękawiczkach ochronnych, ale nie przeprowadzamy jednak żadnej jego dezynfekcji. Następnie po sporządzeniu odpowiedniego protokołu zawierającego m.in. miejsce znalezienia przedmiotu, a także dane osoby, która go znalazła, zapakowany przekazywany jest do depozytu. Warto pamiętać jednak o tym, że jeżeli wartość znalezionego przedmiotu nie przekracza 100 zł, nie przyjmujemy go do swojego biura.

Dariusz Luboń nie ukrywa, że jest nieco zaskoczony tym, jak wiele przedmiotów w ostatnim czasie trafia do tarnowskiego Biura Rzeczy Znalezionych. Okazuje się bowiem, że koronawirus nie stanowi dla większości osób problemu, aby podnieść znaleziony przedmiot z ziemi i oddać go do biura lub na policję. – To na pewno budująca postawa, ponieważ pokazuje, że jesteśmy uczciwi i COVID19 nie wpływa na to, że od teraz nie będziemy pomagać właścicielom w odnalezieniu swojej zguby. Niedawno mieliśmy przypadek taksówkarza, który na tylnym siedzeniu znalazł telefon komórkowy. Przypuszczał, że mógł należeć do klienta, który podróżował podczas ostatniego kursu. Po dwóch dniach udało nam się skontaktować z właścicielem, który odebrał swoją zgubę. Kilka dni wcześniej starsza kobieta w obrębie ogródków działkowych znalazła portfel z dokumentami. Również i w tym przypadku doszło do szczęśliwego zakończenia, ponieważ okazało się, że portfel należał do jednego z mężczyzn pracujących w firmie budowlanej. Wcześniej prowadził tam inwestycję i zgubił dokumenty. Nie wszystkie przedmioty tak szybko znajdują swoich właścicieli. Dwa miesiące temu policja przywiozła do naszego biura zestaw 50 sztuk kompletnie nowych i nieużywanych… mopów. Oprócz tego przy ul. Bernardyńskiej znaleziono w workach kilkadziesiąt nowych szalików, beretów i czapek. Ich właściciel nadal się nie odnalazł.

Ci, którzy oddają znalezione przedmioty do Biura Rzeczy Znalezionych mogą liczyć na wypłatę „znaleźnego”. Znalazca ma prawo żądać od właściciela rzeczy „znaleźnego”, które wynosi 1/10 wartości przedmiotu. Znalazca będzie uprawniony do znaleźnego tylko wtedy, jeżeli zgłosi swoje żądanie najpóźniej w chwili wydania rzeczy osobie uprawnionej do jej odbioru. W sytuacji zaś, gdy rzecz nie jest przechowywana przez znalazcę, znalazca może zastrzec wobec przechowującego, np. Biura Rzeczy Znalezionych, że będzie żądał „znaleźnego”. W takim przypadku przechowujący zawiadamia znalazcę o wydaniu rzeczy osobie uprawnionej do jej odbioru oraz o jej adresie zamieszkania, a znalazca może zgłosić żądanie „znaleźnego” w terminie jednego miesiąca od dnia zawiadomienia go o wydaniu rzeczy.

Obecnie w tarnowskim Biurze Rzeczy Znalezionych znajduje się blisko 300 przedmiotów, które w ciągu ostatnich lat trafiły do placówki. Z pełną listą można zapoznać się w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta Tarnowa. W większości przypadków zguby dotyczą portfeli, gotówki i telefonów komórkowych, ale na liście nie brakuje i takich przedmiotów, jak: rowery, łańcuszki, wózek dla osoby niepełnosprawnej, czy… stara czarno-biała fotografia przedstawiająca grupę siedmiu mężczyzn z napisem „Stara Administracja”. – Niemal codziennie odbieramy po kilkanaście telefonów od tarnowian, czy przypadkiem ich zguba się u nas nie znalazła. To pokazuje, że osób, które zgubiły przynajmniej jedną rzecz w swoim życiu, nie brakuje. Prawdopodobnie każdy z nas przynajmniej raz coś zgubił. To czy uda nam się odnaleźć zagubiony przedmiot nie zawsze zależy już tylko od szczęścia, ale i od uczciwości drugiego człowieka. Cieszy to, że tych uczciwych ludzi nie brakuje – dodaje Dariusz Luboń.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.