Jesteśmy zestresowani, smutni i pełni obaw. Normalne, czy jednak nienormalne?

Lady Gaga (amerykańska wokalistka od „Poker Face” i innych hitów) i jej fundacja zdecydowali się przeprowadzić badanie dotyczące stanu psychicznego młodzieży w USA. Jak zapewne się domyślacie, raczej trudno było oczekiwać wyników typu: jestem szczęśliwy, mam kapitalne perspektywy, świat kocha mnie, a ja kocham świat, w domu czeka na mnie różowy jednorożec przyrządzający mi naleśniki z masłem czekoladowym.

Okazuje się, że ponad 60 proc. osób poniżej 25 roku życia czuje się zestresowana, smutna i pełna obaw. 90 proc. osób martwi się o swoje zdrowie psychiczne. Więcej niż połowa zmaga się już z problemami wynikającymi z załamań nerwowych czy depresji, 55 proc. przyznało, że żyje w dużym stresie, 34 proc. czuje się non stop smutnymi, a 30 proc. czegoś się boi.

I mówimy o USA! O kraju, który w wyobrażeniach niektórych Polaków jest ziemią miodem i mlekiem płynącą. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałyby wyniki badań, gdyby zdecydowano się je przeprowadzić w Polsce. Chociaż, kto wie? Być może nasze dzieci są już tak zaprawione w „bojach”, że większość odpowiadałaby na pytania w stylu:
– żyjemy od pierwszego, do pierwszego, więc luz
– rodzice zapomnieli o racie kredytu, ale w ubiegłym roku nie zapłaciliśmy aż dwóch, więc odnotowaliśmy postęp
– mojego tatę zwolnili z pracy, ale to już piąty raz, więc wkrótce na pewno znajdzie kolejną

A teraz na poważnie. Wyniki nikogo nie dziwią, a mogą jedynie smucić. Niestety świat wybrał błyskawiczną formę rozwoju, zapominając o najważniejszym, czyli o… ludziach. Wszędzie mamy do czynienia z „wyścigiem szczurów”. Ludzie zamiast wzajemnie sobie pomagać, podstawiają sobie kłody pod nogi. Sąsiad zazdrości sąsiadowi i życzy wszystkiego najgorszego. Młodzież nie ma szacunku do pracy (bo często nie chce się jej pracować), a pracodawcy kompletnie nie szanują swoich pracowników (wymagając od nich cudów i jednocześnie płacąc grosze).

Czy patrząc dziś na swoje dzieci mamy poczucie, że w przyszłości sobie poradzą? Oczywiście, że nie. I wcale nie chodzi o to, że uważamy, iż są za głupi, za leniwi, czy zbyt okrutni dla innych. Nawet gdybyśmy mieli do czynienia z geniuszem i pracoholikiem, nikt nie może zagwarantować nam tego, że nasze dziecko „wygra przyszłość”, bo o przyszłości nie decydują jednostki (w tym nasze umiejętności), tylko kilku gości, którzy owinęli sobie poszczególne kraje wokół palców i co roku zmieniają zasady funkcjonowania społeczeństwa.

Jak dziecko w dzisiejszym świecie ma się czuć niezestresowane, być uśmiechnięte i być pełne wiary w przyszłość, skoro kilka osób trzyma nad nią swoje łapska i w każdej chwili może ją zmienić? Czy jesteśmy pewni, że za rok nie każą nam płacić za podatki i śmieci 200 proc. tego, co dziś? A kto im zabroni? Czy już wkrótce większość naszych sąsiadów nie będą stanowiły pary homoseksualne lub uchodźcy? Czy jutro nie zablokują nam prawa do wygłaszania własnych poglądów?

A teraz fikcja, która kto wie, czy nie będzie miała prawa bytu za 40-50 lat, kiedy nasze dzieci będą już dorosłe. Skąd wiemy, czy w przyszłości ktoś nie zdecyduje o zniszczeniu Ziemi i transporcie tylko najbogatszych osób na księżyc, czy inną planetę? Dziś niektórzy zaśmieją się pod nosem, myśląc sobie „co ten głupek wygaduje”, ale cofnijcie 20 lat wstecz. Telefony komórkowe, Internet, hologramy, samochody solarne… To wszystko mogliście podziwiać jedynie na filmach science-fiction, a dziś korzystacie z tego na co dzień. To tylko 20 lat! Jaką macie pewność, jak będzie wyglądał nasz świat za 50 lat? Być może ludzie nie będą już pracować, bo zastąpią ich roboty?

Przykre, bo w ulepszaniu świata i dążeniu do doskonałości zapomnieliśmy o ludziach, dla których ten świat został stworzony. Dziś drugi człowiek wydaje się zbędny. Młodzi ludzie boją się o swoją przyszłość i wcale się im nie dziwię. Mam nieodparte wrażenie, że podobnie jak ja czekają, czy ktoś w końcu powie temu wszystkiemu „STOP”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *