Jak walczymy z inflacją?

Według GUS inflacja w Polsce w kwietniu wyniosła 12,4 proc. Tak wysoki wskaźnik wpływa na stale rosnące ceny wielu produktów i usług. Przedsiębiorcy z Tarnowa i regionu starają się sprostać wyzwaniu, obniżając koszty produkcji, aby klienci nie odczuwali zbyt mocno podwyżek cen. Nie jest to łatwe, a najlepiej świadczy o tym fakt, że coraz częściej decydujemy się na zmianę swoich nawyków żywieniowych.

Szukać oszczędności obniżając koszty produkcji
Jeszcze pod koniec ubiegłego roku z badania przeprowadzonego przez CBOS wynikało, że aż trzech na czterech badanych Polaków, aby radzić sobie ze wzrostem cen, zdecydowało się ograniczyć wydatki na codzienne zakupy. Część z ankietowanych stwierdziło, że z powodu rosnących cen towarów kupuje mniej, a część osób przyznało się do tego, że szuka tańszych zamienników. Już w ostatnich miesiącach 2021 roku poziom inflacji rósł w błyskawicznym tempie. Rok 2022 powitał nas wynikiem rzędu 8,6 proc., więc polski rząd zdecydował się uruchomić w lutym tarczę antyinflacyjną. Wybuch wojny na Ukrainie spowodował, że niewiele ona dała, o czym świadczy obecny wskaźnik inflacji w naszym kraju, który wynosi 12,4 proc. Tak wysoki wskaźnik wywołuje wiele negatywnych skutków, wśród których można wymienić: rosnące ceny w sklepach czy punktach usługowych, malejącą stopę życiową społeczeństwa, szybkie topnienie oszczędności, utrudnienie w prowadzeniu działalności gospodarczej, droższe kredyty, czy wyższe podatki. Przedsiębiorcy prowadzący swoje usługi w Tarnowie i regionie robią, co mogą, aby inflacja nie wpłynęła znacząco na ceny towarów na półkach, jednak nikt nie ukrywa, że jest to zadanie praktycznie niewykonalne.

Według Głównego Urzędu Statystycznego cena skupu mleka w marcu 2022 r. wyniosła 213,47 zł /1 hl i była wyższa aż o 40,2 proc. niż w kwietniu 2021 r.! Wojciech Woźniak, dyrektor Mlektar SA, jednego z większych zakładów mleczarskich w regionie tarnowskim mówi, że oszczędności szukane są wszędzie, aby zbytnio nie podnosić cen produktów. – Inflacja robi swoje, ale w górę poszły także ceny gazu, prądu, opakowań, czy wynagrodzenia pracowników. W tej chwili skupiamy się na szukaniu oszczędności w wykorzystaniu energii do produkcji. Największym kosztem jest jednak dla nas cena surowca. Rolnicy mocno odczuli inflację. Więcej płacą za paszę, nawozy, więc i cena mleka poszybowała w górę. W naszym przypadku najwyższy wzrost cen dotyczy produktów, które zawierają około 70 proc. mleka. Mam tutaj na myśli masło, czy twarogi. Podnosimy ceny, ale patrzymy też na to, co dzieje się na rynku. Musimy być konkurencyjni, ale w końcu dojdziemy do ściany. Ludzie zaczną mniej kupować, bo nie będą mieć pieniędzy. Każdy z nas będzie dwa razy patrzył na wydaną złotówkę i szukał tańszych substytutów.

W podobnym tonie wypowiadają się pracownicy zakładu rzeźniczo-wędliniarskiego „Sajdak” z Tuchowa. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny mięsa drobiowego wzrosły aż o 32 procent. Wołowina podrożała o 23 proc., a wieprzowina o niecałe 6 proc. – W pewnym sensie mamy związane ręce w walce z inflacją. Nasza branża nie działa na dużych marżach, więc to koszty generują cenę. Mamy o tyle szczęście, że mieliśmy podpisane długoterminowe umowy na gaz i prąd, więc na razie w tych przypadkach odbyło się bez podwyżek. Nie da się jednak ukryć, że w związku z inflacją również i my musieliśmy podnieść ceny na naszych wyrobach mięsnych. Średnio od początku roku są to podwyżki cen sięgające 10 proc. Cena końcowa jest wypadkową kilku czynników, a głównym kosztem jest cena surowca. Zboża drożeją, pasze drożeją, więc odbija się to również na naszej działalności.

Winna inflacja, ale nie tylko…
Aktualnie cena pszenicy konsumpcyjnej waha się od 1550 do 1720 zł netto na tonie i od ostatniego tygodnia wzrosła o średnio 30 zł/t. Rzepak kosztuje od 3800 zł do 4800 zł netto, więc jego cena wzrosła statystycznie o 90 zł/t. Nic więc dziwnego, że także piekarnie podniosły swoje ceny. Średnio cena chleba w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła aż o 30 proc.! Przez lata pieczywo z dużych sieci handlowych i supermarketów uchodziło za pieczywo gorszej jakości, a to dlatego, że często powstaje na bazie zamrożonego ciasta. Przy obecnych cenach klienci nie zwracają jednak na to już większej uwagi i coraz częściej to właśnie tam kupują chleb, czy bułki. – Cena mąki poszybowała w górę o 50 proc. Słonecznik i olej zanotowały ponad 100 proc. wzrost cen. To wszystko sprawia, że piekarnie też muszą podnosić ceny, aby móc cokolwiek zarobić – mówi Jan Starostka, właściciel jednej z tarnowskich piekarni. – Zaczyna robić się niebezpiecznie. Już widzę zmiany w preferencjach żywieniowych naszych mieszkańców. Wcześniej bardzo dużo osób sięgało po chleb i bułki fit. Jest to pieczywo pszenno-żytnie z niewielkim dodatkiem mąki orkiszowej, co znacznie poprawia jego prozdrowotne właściwości. Całe ziarna słonecznika, żyta, płatki żytnie i owsiane, siemię lniane i kasza sojowa sprawiają, że taki chleb jest idealną propozycją dla osób aktywnych fizycznie. Problem w tym, że tego typu pieczywo podrożało najbardziej. Jeszcze w 2019 r. za bochenek pszenno-żytni trzeba było zapłacić 2,65 zł. Dziś jest to już prawie 4 zł. Wpływ na to ma wzrost cen ziaren, a także ich chwilowy brak, jak np. ziaren słonecznika. Dlatego teraz mieszkańcy Tarnowa częściej sięgają po standardowe pieczywo, które jest po prostu tańsze.

Jan Czaja, członek Stowarzyszenia „Grupa OdRolnika” z Rzuchowej mówi z kolei, że wpływ na ceny w sklepach ma nie tylko inflacja, ale również zakłócenia w dostawie opakowań tekturowych i szklanych, zakłócenia na rynku dostaw, wzrost cen nawozów sztucznych i maszyn rolniczych, a także susza. – Wprowadziliśmy do naszej oferty opakowania tekturowe zwrotne. W ten sposób szukamy alternatyw, jak obniżyć koszty produkcji. Dodatkowo nie dostarczamy przesyłek bezpośrednio pod wskazany adres, a na stacje Orlen mając podpisaną umowę. Złożyliśmy także wniosek do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na zakup samochodu elektrycznego. Podejmujemy różne działania, które pozwalają nam zachować dotychczasową cenę produktów – tłumaczy Jan Czaja i dodaje, że sam posiada 40-arowe pole, na którym rosną warzywa, ziemniaki, rzepak i dynie. – Po części sami jesteśmy sobie winni zaistniałej sytuacji. Jeżeli cofnęlibyśmy się w czasie o 30 lat, to każdy z nas miał babcie i ciocie, które miały duże ogródki pełne owoców i warzyw, a także piękne sady. Dziś ludzie budują dom, zasadzą przed nim tuje i skoszą trawę. To wszystko… Idziemy na łatwiznę i ogrody zamieniamy na trawniki, a przecież każdy z nas jest w stanie wyprodukować dla siebie sporo pożywienia i ograniczyć koszty. W ostatnim czasie coraz więcej osób pyta nas o kursy i warsztaty dotyczące tego, jak uprawiać własne ogrody. Zastanawiamy się nad tym, aby już niebawem je zorganizować.

Mniej zakupów i komunikacja miejska zamiast samochodu
Nie da się ukryć, że ceny poszczególnych produktów oraz galopująca inflacja odbijają się także na działalności restauratorów. Niedawno jedna z katowickich restauracji postanowiła wyjaśnić swoim klientom, skąd biorą się podwyżki cen w menu, porównując ceny produktów, z których przygotowują poszczególne dania z listopada 2021 roku oraz z maja 2022 roku. Dziś w tarnowskich restauracjach za placki ziemniaczane z gulaszem podawane z zestawem surówek musimy zapłacić ponad 30 zł, a stek z polędwicy wołowej z opiekanym ziemniakiem w sosie borowikowym lub pieprzowym to wydatek rzędu nawet 70 zł! – Nie mamy szans wygrać z inflacją. To nierówna walka. Inflacja rośnie, a my podnosimy ceny. Jesteśmy na przedostatnim miejscu łańcucha pokarmowego, zaraz przed klientem. Jeżeli cenę podwyższa rolnik, a później hurtownik, to również i my musimy ją podnieść, aby cokolwiek zarobić – tłumaczy nam jeden z tarnowskich restauratorów i dodaje – Średnie podwyżki cen dań w lokalach gastronomicznych sięgają średnio 20 proc. Trzeba pamiętać o tym, że nie tak dawno zakończyła się pandemia. Wielu restauratorów spłaca za swoje biznesy kredyty. Po kolejnych podwyżkach stóp procentowych w wielu przypadkach raty wzrosły o 600-700 zł. Oczywiście zdarza się, że restauratorzy starają się poszukać innego dostawcy, ale bądźmy szczerzy – inflacja wpływa na wszystkich przedsiębiorców, więc prawdopodobnie ceny u niego także wzrosły lub zaraz wzrosną.

Pytani przez nas tarnowianie o to, jak sami na co dzień starają się radzić sobie z coraz wyższą inflacją i rosnącymi cenami mówią przede wszystkim, że znacznie ograniczyli zakupy przedmiotów, które nie są i niezbędne do życia, a także nie korzystają z tak wielu atrakcji, jak jeszcze jakiś czas temu. – Staram się jeździć zdecydowanie mniej samochodem i przerzuciłam się na komunikację miejską. Zaoszczędzam w ten sposób kilkaset złotych miesięcznie. Z mężem postanowiliśmy również, że na wakacje udamy się nad polskie morze, a nie jak zazwyczaj do Hiszpanii, czy Włoch. Trzeba przetrwać ten gorszy czas… – mówi nam pani Katarzyna, która czekała na autobus na jednym z przystanków.

Nieco inny sposób na radzenie sobie z inflacją ma pan Robert. – Przede wszystkim cieszę się, że nie mam żadnych kredytów. Przy tak wysokiej inflacji mogłoby być to dla mnie olbrzymim problemem. Wypłaciłem większość swoich pieniędzy z kont oszczędnościowych, które mają żenująco niskie oprocentowanie i zainwestowałem w złoto. Nie wiem, na ile dobra okaże się to inwestycja, ale postanowiłem zaryzykować. Mówi się o tym, że w walce z inflacją ważna jest stała podaż tego kruszcu w skali światowej. Tym samym złoto ma zasadniczo stałą wartość w odróżnieniu od pieniądza emitowanego. Wierzę, że właśnie ta metoda okaże się idealnym rozwiązaniem na szalejącą z miesiąca na miesiąc inflację.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.