Szczenięca miłość, ale nie tylko…

Ktoś nam się podoba. Zakochujemy się. Kochamy. Oddajemy całego siebie. Któż z nas przynajmniej raz w życiu nie czuł prawdziwej miłości? Mam na myśli jednak prawdziwą miłość, a nie każda miłość bywa prawdziwą. I właśnie na te „sztuczne” powinniśmy uważać…

O tym, kiedy zakochujemy się w kimś w latach młodzieńczych, mówi się „szczenięca miłość”. Coś w tym jest. Nie potrafimy dobrze ocenić wówczas naszego stanu ducha. Czy to zakochanie, czy to tylko zauroczenie, czy też prawdziwe miłosne uczucie?

Ważne jednak, aby już wówczas nie popełniać błędu, bo może on zaważyć na naszej przyszłości. Czym jest owy błąd? Ulokowaniem uczuć w nieodpowiedniej osobie.

Pamiętam, jak dziś. Ja 17-letni chłopak. Ona ciemnooka brunetka. Nie ukrywam, podobała mi się. Z czasem jednak okazało się, że ma chłopaka. Na imię miał Kuba. Jeden z moich kolegów powiedział mi: „Serio się tym przejmujesz? Stary… Kuba był, Kuby nie ma”.
Być może dla wielu facetów rzeczywiście chłopak dziewczyny, która im się podoba, nie jest problemem. Przecież może go rzucić. Mogę ją oczarować w taki sposób, że zapomni o swoim facecie. Ile to już się nasłuchałem tekstów typu: „nie ma takiego wagonu, którego nie da się odpiąć…”, itp., itd.

Ale ja od zawsze wychodziłem z innego założenia. I wcale nie chodziło o jakąś mityczną męską solidarność, że nie podrywa się dziewczyny, która ma już innego faceta, itd. Nie w tym rzecz. W moim przypadku zawsze działało przeświadczenie – jeżeli dziewczyna jest w stanie porzucić innego faceta dla mnie, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości i mnie porzuci dla innego. Sorry, wybaczcie, ale tak wygląda życie, zwłaszcza że nikt z nas nie jest najprzystojniejszym i najmądrzejszym facetem na tej planecie…

Z jednej strony mówimy o jakiejś „szczeniackiej miłości”, ale takie sytuacje mają też miejsce w dorosłym życiu. Nie mam na myśli sytuacji, kiedy żona jest bita przez męża alkoholika lub jest zdradzana przez swojego partnera i decyduje się od niego odejść. To zupełnie inne przypadki. Mam jednak na myśli sytuację, w którym w dobrze układającym się małżeństwie kobieta (ale może być także mężczyzna – piszę o kobietach tylko dlatego, bo sam jestem facetem) decyduje się odejść od męża, bo poznała fajnego przystojniaka w pracy, który obiecał jej wspaniałe życie u jego boku.

W 99 proc. znacie kolejne rozdziały tej historii. Facet po czasie znajduje sobie inną kobietę, bo uważa się za zdobywcę i „jedna zabawka” mu nie wystarczy, albo też kobieta znajdzie kolejnego „lepszego” przystojniaka, który zbajeruje ją jeszcze bardziej.
Starajmy się znajdować prawdziwą miłość. Ktoś powie, że nie jest to łatwe. Myślę jednak, że nie do końca jest to prawda. Jeżeli sami będziemy postępować w odpowiedni, uczciwy sposób, podobnego postępowania możemy oczekiwać od swojego partnera. Jeśli widzimy, że nasz towarzysz życia, jest z nami na dobre i złe i nie w głowie mu przelotne flirty, mamy wielką szansę na bardzo udany związek.

Takie zachowania widzi się w człowieku już po pierwszym poznaniu. Często obarczamy winą za nieudany związek naszego partnera/partnerkę, jednak zapominamy o tym, że często to my podjęliśmy błędną decyzję, nie dostrzegając wad drugiej osoby lub samemu postępując niewłaściwie, próbując za młodzieńczych lat, a także i nieco później „odpinać poszczególne wagony”. Później przychodzi opamiętanie, ale bywa za późno i z czasem to my stajemy się tym kolejnym wagonikiem…

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.