Wesele w czasach wysokiej inflacji

Pary, które na ten rok zaplanowały swoje ślubne uroczystości, muszą stawić czoła wysokim kosztom organizacji tego typu wydarzeń. Wysokie ceny gazu, prądu, żywności oraz coraz wyższa inflacja powodują, że zorganizowanie weselnego przyjęcia może przyprawić o niemały ból głowy, tym bardziej, że również goście weselni coraz częściej odmawiają w nich udziału.

Szukanie oszczędności…
Jak podaje portal wedding.pl, zorganizowanie wesela w 2022 roku nie należy do najtańszych. Oczywiście wszystko zależy od charakteru miejsca takiej imprezy. Przyjęcie można zorganizować w remizie, sali weselnej, a nawet w pałacu. W lokalach cena najczęściej naliczana jest od talerzyka. Średnio dla 100 osób jest to koszt 25 000 zł. Do tego należy doliczyć też dodatkowe wydatki, np. na dekoracje, słodki stół i korkowe. Łącznie zapłacimy wówczas ok. 29 300 zł. Według twórców portalu, przyjęcie organizowane w przydomowym ogrodzie może być tańsze niż wesele w lokalu, chociaż na wynajęcie namiotu, mebli, dekoracji i cateringu też trzeba wydać sporą sumę. Średnia cena za realizację takiej imprezy na 100 osób wynosi według portalu wedding.pl ok. 21 050 zł.

Paweł i Karolina z jednej z podtarnowskich gmin na ślubnym kobiercu stanęli w tegoroczne wakacje. Okazało się, że zaplanowane przez nich wydatki związane z organizacją wesela nijak miały się co do rzeczywistych kosztów. – Wesele zaplanowane mieliśmy z dwuletnim wyprzedzeniem. Szacowaliśmy, że łącznie na organizację imprezy wydamy około 30 tys. zł. Mieliśmy zarezerwowany lokal na 140 gości, do tego słodki stół, fotografa, czy zespół muzyczny. Ostatecznie okazało się, że koszty znacznie wzrosły i w dniu wesela wyniosły 37 tys. zł. Zawierane przez nas przed dwoma laty umowy w większości przypadków posiadały zapis, że w przypadku znacznego wzrostu inflacji i wyższych cen, również cena za daną usługę może wzrosnąć. Nie spodziewaliśmy się jednak, że ostatecznie ta kwota wyniesie około 7 tys. zł.

Katarzyna Rząsa, która w województwie małopolskim zajmuje się planowaniem wesel, mówi, że zaplanowanie takiej uroczystości z dwuletnim wyprzedzeniem jest obecnie o wiele trudniejsze, niż jeszcze kilka lat temu. – Z moich usług korzystają przede wszystkim pary, dla których liczy się oszczędność czasu. Ktoś ma w najbliższym czasie zaplanowaną obronę pracy magisterskiej lub budowę domu i nie chce zawracać sobie głowy organizacją wesela. Wzrost zainteresowania moją działalnością zauważam także u osób, które mieszkają poza granicami Polski. Trudno w obecnych czasach zaplanować pod względem finansowym wesele z dwuletnim wyprzedzeniem. Często w takich przypadkach staram się nieco podwyższyć cenę usług, aby państwo młodzi nie czuli się później zaskoczeni końcową kwotą. Nie da się jednak ukryć, że młodzi są taką sytuacją mocno sfrustrowani, ponieważ żyją w niepewności, czy zaplanowana przez nich kwota wystarczy na zorganizowanie imprezy. Rzeczywiście częściej niż przed kilkoma laty da się zauważyć, że przyszli małżonkowie starają się zaoszczędzić na pewnych usługach pieniądze. Oszczędza się na słodkich stołach, zostawiając jedynie ciasta oferowane przez lokal, nie wykonuje się dodatkowych sesji fotograficznych, rezygnuje się z filmowca, a także… przetapia się własne złoto, aby mieć z niego obrączki. Poza tym coraz częściej na wesele wybierany jest DJ zamiast zespołu. Nie dość, że jest on przeważnie tańszy, to dodatkowo zaoszczędzić można również na talerzyku w lokalu, bo ten jest wówczas jeden, zamiast kilku dla grupy muzyków…

Zamiast zjeść przy weselnym stoliku, poszli na… pizzę
O tym, że na rynku wesel nie jest różowo, świadczą wypowiedzi fotografów, którzy pracują w branży. Maciej Przeklasa, znany fotograf z Zakliczyna, który często pojawia się ze swoim aparatem na ślubnych uroczystościach, mówi, że pary, które decydują się stanąć na ślubnym kobiercu, prawdziwą podwyżkę cen zauważą dopiero w przyszłym roku. – Teraz jest już drogo, ale będzie jeszcze drożej. W tym roku branża fotograficzna jeszcze nie zareagowała w porę na podwyżki cen prądu, gazu oraz innych usług, a także na szalejącą inflację. Poza tym wiele umów było zawieranych z co najmniej rocznym wyprzedzeniem, więc fotografowie chcą być fair w stosunku do pary młodej i nie żądają większych pieniędzy, chociaż sam słyszałem już o przypadkach renegocjowanych umów tuż przed ślubną uroczystością. O tym, jak jest źle na rynku, niech świadczy fakt, że sam bardzo poważnie biorę pod uwagę… zawieszenie swojej działalności. Dodatkowe koszta dla fotografów rosną, a będzie jeszcze gorzej, ponieważ rząd w końcu będzie musiał szukać pieniędzy, a szukał ich będzie właśnie w kieszeniach przedsiębiorców.

O tym, że na fotografach, ale także muzykach można zaoszczędzić na weselu w niecodzienny sposób, mówi nam jedna z fotografek, która z racji przedstawionej przez siebie historii, wolała pozostać anonimowa. – Pojawiłam się na jednym z wesel w Tarnowie. Na początku nic nie wskazywało na to, że może dojść na nim do tak niecodziennej sytuacji. Zaraz po pojawieniu się w lokalu usiadłam do obiadu wraz z zespołem muzyków, który tworzyło sześciu mężczyzn. Nie byliśmy tego świadomi, ale okazało się, że był to nasz… jedyny posiłek na całe popołudnie i noc. Okazało się, że para młoda zarezerwowała dla nas tylko obiad, w ten sposób oszczędzając na kolejnych posiłkach. Muzycy byli tak zniesmaczeni całą sytuacją, że ogłosili przerwę w grze i… pojechali na pizzę. Inną podobną sytuację miała moja koleżanka po fachu. Będąc na weselu, jako fotograf poinformowano ją, że cenę każdego zjedzonego podczas wydarzenia posiłku, ma… odliczyć sobie od kwoty, jaką zażądała za swoją usługę – mówi nasza rozmówczyni.

Właściciele lokali dostrzegają oszczędności
W Polsce nie brakuje właścicieli Domów Weselnych, którzy podpisując umowę z narzeczonymi z dwuletnim wyprzedzeniem, zawierali w niej zapis mówiący o tym, że stawka za talerzyk wzrasta w zależności od poziomu inflacji. Tym samym w Internecie można znaleźć mnóstwo wpisów świeżych małżonków, którzy zamiast kwoty 230 zł za talerzyk, która była podana w dniu podpisywania umowy, musieli zapłacić w dniu ślubu 280 zł od osoby. W tarnowskich lokalach taka zasada raczej nie była spotykana, chociaż właściciele Domów Weselnych działających w naszym regionie starali się w jakiś sposób zabezpieczyć.

– Możemy ponieść cenę, ale nie więcej niż 5 zł za talerzyk, a to w żaden sposób nie pokrywa obecnej inflacji. Umowa to umowa i chcemy ją respektować – mówi właściciel Domu Weselnego „Marion” w Tarnowie, Mariusz Janicki i dodaje – W tej chwili umowy są przez nas konstruowane w inny sposób. Konkretną ceną za talerzyk podajemy dopiero pół roku przed weselem. Cenę mamy ustaloną w zależności od ilości osób, które pojawią się na uroczystości, więc nie ma zagrożenia, że ktoś zapłaci większą kwotę, niż wyniesie ostateczna liczba gości. Z naszej perspektywy nowożeńcy nie szukają oszczędności za wszelką cenę. Wolą dołożyć pieniądze, organizując fajerwerki, fontanny czekoladowe, czy animatorów dla dzieci i mieć niezapomniany dzień, niż zorganizować bardzo skromną imprezę. Nie da się jednak ukryć, że zdecydowanie bardziej niż przed laty walczą o jak najniższe koszty związane z dodatkowymi atrakcjami.

Z kolei Marzena Kowalczyk, właścicielka Domu Weselnego „Tarnowianka” mówi, że z wesel coraz częściej rezygnują… goście weselni. – Niedawno jedna z młodych par miała zamówiony u nas lokal na 100 gości. Ostatecznie zjawiło się 60 osób. Widać było po nowożeńcach, że są tym faktem rozczarowani, jednak takich sytuacji jest coraz więcej. Przy obecnie wysokich cenach oraz inflacji koszty związane z weselem to nie tylko problem pary młodej, ale i gości weselnych. Trzeba się odpowiednio ubrać, kupić kwiaty, wino i dać w kopercie pewną sumę pieniędzy. To spore wydatki, na które nie stać coraz większego grona osób. Myślę, że coraz częściej zamiast hucznych wesel organizowane będą skromne przyjęcia weselne. W naszym przypadku na przyszły rok zarezerwowanych mamy 3 duże wesela, a zdecydowanie większą liczbę stanowią kameralne przyjęcia weselne z udziałem maksymalnie 40 gości. Ceny rosną w zastraszającym tempie. W ubiegłym roku zapłaciliśmy rachunek za prąd na kwotę 3 tys. zł. Za ten sam okres w tym roku rachunek wyniósł już 5 tys. zł. Domy Weselne, aby utrzymać się na rynku, również muszą podnosić swoje ceny. Sytuacja jest naprawdę trudna…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.