Mariusz Taran i 4000 metrów w dół

40-letni Mariusz Taran, członek Spadochronowej Kadry Polski, pięciokrotny mistrz Polski w Wieloboju Spadochronowym, od ponad 3 lat w Szczurowej organizuje skoki tandemowe ze spadochronem. Skok wykonywany jest z wysokości 4 000 m, a pasażer podpięty do instruktora, rozkoszuje się cudownymi widokami i przeżywa niezapomniane chwile, pędząc w dół z prędkością 250 km/h!

Okazuje się, że skoki ze spadochronem w parze z instruktorem cieszą się ogromną popularnością. W Szczurowej każdego dnia chce tego zasmakować około 12 osób.

Mariusz Taran skokami ze spadochronem zaczął interesować się od najmłodszych lat. Dorastał w Mielcu, czyli mieście, gdzie funkcjonuje lotnisko. Swoje życie chciał związać właśnie z lotnictwem. Kurs pilota był jednak zbyt drogi, dlatego postawił na szkolenie spadochronowe. – Oddawałem mnóstwo skoków. Bardzo mnie to kręciło. Kiedy zostałem wezwany do wojska, aby odbyć obowiązkową służbę, miałem już oddanych ponad 300 skoków. Pozwoliło mi to praktycznie z miejsca stać się instruktorem wojskowym w skokach ze spadochronem. Jakiś czas później zacząłem pracować w szkołach spadochronowych. W końcu jednak chciałem otworzyć swoją działalność i tak 11 lat temu postanowiłem uruchomić biznes ze skokami tandemowymi ze spadochronem, które od ponad 3 lat organizuję również w Szczurowej – mówi Mariusz Taran.

Okazuje się, że skoki ze spadochronem w parze z instruktorem cieszą się ogromną popularnością. W Szczurowej każdego dnia chce tego zasmakować około 12 osób. Każdy skok poprzedzony jest krótkim szkoleniem naziemnym, podczas którego instruktorzy przede wszystkim pokazują, w jaki sposób powinniśmy opuścić pokład samolotu. Niezbędne do wykonania skoku spadochronowego są kombinezony, kaski, i okulary, które na miejscu zapewniają organizatorzy. Nie każdy jednak może oddać się tej przyjemności. Przede wszystkim ze skoku wykluczają nas choroby, takie jak: epilepsja, choroby układu sercowego i krwionośnego, choroby psychiczne oraz przebyte operacje na otwartym sercu, by-passy, czy duża nadwaga.

– Ważne jest to, że lęk wysokości nie jest żadną przeszkodą, ponieważ dla ludzkiego mózgu każda wysokość większa niż 300 metrów będzie już abstrakcyjna i będzie oznaczać jedynie „bardzo wysoko”. Trzeba jednak podkreślić, że skoczyć może osoba, której waga nie przekracza 105 kg. Stosujemy taką regułę z uwagi na zalecenia producenta spadochronu. Dodatkowo wzrost osoby, która decyduje się na skok, musi wynosić minimum 130 cm. Nie mamy limitu wieku. Zdarzało się, że skakały z nami dzieci w wieku 7 lat, jak i ponad 80-letnie osoby. Przede wszystkim jest to hobby dla osób, które lubią poczuć dreszczyk emocji i nie boją się wyzwań. Jeżeli ktoś na co dzień jeździ samochodem nie więcej niż 60 km/h, czy boi się jechać windą, nie ma nawet sensu, aby próbował skoczyć ze spadochronem. Zdarzyło mi się kilka razy, że osoby lecąc już samolotem, rezygnowały ze skoku, ponieważ odczuwały zbyt duży lęk. Takich przypadków nie ma zbyt wiele, ale również mają miejsce. Przede wszystkim skaczą u nas osoby, którym ktoś wykupił skok w formie prezentu z okazji imienin, urodzin, rocznicy ślubu… Miałem jednak i takie sytuacje, że na skok decydowała się osoba, która miała guza mózgu, niewiele już widziała na oczy, a jej ostatnim pragnieniem przed śmiercią był właśnie skok ze spadochronem. Skaczemy także z osobami niepełnosprawnymi – tłumaczy Mariusz Taran.

Każdy skok wykonywany jest z wysokości 4 000m. Pasażer podpięty jest do instruktora spadochronu tandem, a w trakcie lotu rozkoszuje się cudownymi widokami i przeżywa niezapomniane chwile, pędząc z prędkością 250 km/h! Co ciekawe, otwarcie spadochronu następuje dopiero na wysokości 1 800 m. Oznacza to, że blisko minutę pasażer oraz instruktor swobodnie opadają w dół bez otwartego spadochronu! Cały skok jest nagrywany przez skoczka „kamerzystę”, który spadając obok pary w tandemie, tworzy wspaniałą pamiątkę. Całość kończy się miękkim lądowaniem oraz wręczeniem pamiątkowego dyplomu i nagrania ze skoku.

– Raz na kilkaset skoków zdarza się, że pasażer mdleje w trakcie lotu. Wówczas staramy się jak najszybciej wylądować z nim na ziemi i ocknąć. Nie będę kłamał i mówił, że jest to bezpieczny sport. Jak każdy sport ekstremalny, tak i ten niesie za sobą pewne ryzyko. Zdarzały mi się skoki, kiedy nie otwierał się pierwszy spadochron i do mojej dyspozycji pozostawał już tylko drugi. Osoby, które decydują się na skok w tandemie, również są przez nas ostrzegane, że wiąże się to z pewnym ryzykiem. Nawet na spadochronach zawarta jest wiadomość producenta, który informuje, że pomimo tego, iż spadochron może być prawidłowo złożony, to i tak istnieje ryzyko, że się nie otworzy. Osobiście nie znam żadnego instruktora, który przynajmniej raz w życiu nie był zmuszony używać drugiego spadochronu – mówi 40-latek.

Cena za skok ze spadochronem w tandemie wiąże się z wydatkiem około 850 zł. Blisko 90 proc. osób decyduje się na skok tylko raz w życiu. Pomimo tego, iż większość z nich twierdzi, że było to niezapomniane przeżycie i warto doświadczyć go na własnej skórze, to i tak nie decydują się na kolejne próby. Pozostałe osoby skaczą systematycznie lub udają się na kurs dla przyszłych instruktorów. – Zdarzają się wyjątkowe skoki. Niektórzy z pasażerów przebierają się za supermenów, inni trzymają w dłoni w trakcie lotu banana lub coca-colę, a jeszcze inni kartki z napisem „Kocham Cię”, próbując w ten sposób się oświadczyć. Wachlarz skoków jest olbrzymi i jeżeli tylko pasażer chce swoją próbę w jakiś sposób urozmaicić, staramy się mu w tym pomóc. Jeżeli dana osoba wykonuje już kolejny skok, to staramy się wprowadzić do tej próby np. salta. Oprócz tego zmieniamy też miejsca wykonania skoku, aby podczas lotu móc podziwiać za każdym razem inne krajobrazy – tłumaczy Mariusz Taran i dodaje, iż liczy na to, że władze gminy Szczurowa będą z czasem na organizowane przez nich lotne atrakcje spoglądać nieco przychylniejszym okiem. – Poprzez nasze skoki ze spadochronem promujemy Szczurową w całym regionie, ponieważ nie ma tutaj zbyt wielu lokalizacji, gdzie można skorzystać z takiej atrakcji. Niestety od wielu lat gminne władze wynajmują nam lądowisko na okres jednego roku, po czym przedłużają umowę. To wszystko sprawia, że nie mając długoterminowej umowy, nie możemy bardziej zainwestować w bazę. Chcielibyśmy postawić w tym miejscu hangar, w którym stacjonowałby na co dzień samolot. W ten sposób sam teren byłby wielką atrakcją dla odwiedzających. Liczymy na to, że z czasem uda nam się z gminnymi władzami dojść do jakiegoś kompromisu i wspólnie będziemy tworzyć podniebną atrakcję tego regionu!

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.