Korporacja to kompromitacja

W pracy w korporacji spędziłem nieco ponad 5 lat i obiecuję Państwu i sobie, że nie przepracuję tam już ani dnia dłużej. Dzisiaj będąc już „wolnym” człowiekiem i wykonując mój zawód marzeń dziennikarza, mogę spokojnie opisać z czym spotkałem się przez te koszmarne 5 lat.

Jak wygląda praca w korporacji. Po pierwsze to nie praca. Każdy dzień jesteś na wojnie i nie do końca masz pewność, że wyjdziesz z niej w pełni zdrowy. Pojawiasz się w pracy o 8.30, a o 10.00 masz już pierwszą rozmowę z przełożonym na temat tego ile kont bankowych w ciągu ostatniej godziny sprzedałeś klientowi. Kolejne takie pytania (już dotyczące również kredytów, czy oszczędności) pojawiają się jeszcze około godz.13. i na koniec dnia.

Ty nie skupiasz się na pracy. Ty skupiasz się na tym, aby spełnić marzenie przełożonego i zyskać dla jego oddziału jedno durne konto. To nic, że codziennie obsługujesz ponad 50 klientów, a w twojej kasie na koniec dnia trzymasz kilkanaście tysięcy złotych i odpowiadasz za każdą złotówkę. Nie widzieliście? Już tłumaczę. Jeżeli na koniec dnia w twojej kasie masz za dużo pieniędzy to fatalna informacja dla ciebie, ale dla banku już niekoniecznie, ponieważ bank kasę zabiera i tyle. Jeżeli masz jednak niedobór, to informacja również fatalna jest dla ciebie, ale nie do końca dla banku, ponieważ brakujące pieniądze musisz oddać ze swojej kieszeni. Na całe szczęście przez 5 lat zmuszony byłem wydać z własnej kasy na niedobory nieco ponad 400 zł., ale znam też ludzi, których niedobory sięgały 7 tys. zł. I co? W większości przypadków takie osoby spłacały swoje niedobory ratami.

Codziennie bazujesz na gigantycznych pieniądzach, a najważniejsze dla twojego przełożonego jest to, czy zaproponowałeś klientowi kubek kawy, osobny pokój, aby móc przekonać go do kredytu (mimo, że klient kredytów ma trzy) no ale przecież zawsze można dorzucić mu kolejny. My za niego nie odpowiadamy. A to czy go będzie regularnie spłacał, czy wyląduje pod mostem, to nie nasza sprawa. Tak praca w korporacji wpływa na ludzi, którzy z czasem bardziej przypominają roboty i zwierzęta niż myślącego i mającego sumienie i serce człowieka.

Raporty, tabele, szkolenia, rozmowy indywidualne, rozmowy grupowe, stawianie trenerów personalnych na cały dzień za twoimi plecami, którzy przyglądają się twojej dniówce i ich zadaniem jest wyłapanie twojego nawet najmniejszego błędu. Do tego dochodzi „fantastyczne” badanie mystery shopper, które opiera się na tym, że do placówki wchodzi klient, który w rzeczywistości jest pracownikiem banku, a jego zadaniem jest przetestowanie umiejętności sprzedażowych konkretnego doradcy. Podobno badanie jest anonimowe, ale prawda jest zupełnie inna. Po uzyskanym wyniku dyrektorzy wręcz napastują kolejnych pracowników, aby tylko przyznali się, że to u nich był tajemniczy klient, którego przywitali jedynie sformułowaniem „Dzień dobry”, zapominając już o „w czym mogę pomóc”. Jaja jakieś. Do dziś zastanawiam się, jak te wszystkie praktyki mogą mieć jeszcze w obecnych czasach miejsce. Wypisz, wymaluj – mobbing!

Jedni kończą dobrze. W czas się uratują i uciekają z tej branży jak najdalej, chociaż pewne ślady w psychice i tak to zostawia. Są też tacy, którzy się zrobotyzowali i pozbawili się człowieczeństwa. Zostali w korporacji na lata, poświęcając za marne pieniądze swoje życie rodzinne i zdrowie. Są też niestety osoby, którym się nie udało. Stracili pracę i dziś leczą się u psychologów i w psychiatrykach. Nerwice, depresje, lęki… To zostaje z nimi na wiele lat.

Apeluje więc do wszystkich, którzy zastanawiają się nad podjęciem pracy w korporacji. Jeżeli macie silne nerwy i nie boicie się wejść w bagno, które bez wątpienia zmieni was jako ludzi, możecie zaryzykować. Niestety takich osób jest niewiele, a już na pewno mniej, niż pracuje ich dziś w wielkich korporacyjnych budynkach.

Korporacja to bagno, a poniższy link do materiału, jeszcze bardziej Wam to uświadomi.

Korporacja zniszczyła mi życie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *