Tylko słabe ryby płyną z prądem…

Żeby była jasność… Nie chcę nikogo namawiać do bycia buntownikiem i stawiania świata na głowie. To do niczego dobrego nie prowadzi. Tym wpisem chcę jedynie zachęcić Państwa do… bycia sobą. Niektórzy tak bardzo zapatrują się na innych, na to czym karmi ich telewizja i moda, że zapominają o samych sobie.

Fot. Canva

Do tego wpisu zainspirowało mnie pewne wydarzenie, którego byłem świadkiem. Przeprowadzałem wywiad z pewnym mężczyzną w jego domu. Bardzo przyjemna atmosfera, bardzo przyjemna postać. Po 20 minutach rozmowy do domu wszedł kilkunastoletni syn mężczyzny. Z plecakiem na plecach i niemal ze łzami w oczach rzucił się na szyję ojca. Początkowo było mi głupio, że jestem świadkiem takiej sytuacji, ale później stwierdziłem, że było to bardzo cenne doświadczenie.

Syn trzymając ojca za szyję, mówił mu do ucha. – Tato, wyśmiali mnie dziś w szkole. Chcieli iść na wagary. Praktycznie mnie do tego zmuszali. Pamiętasz? Miał być sprawdzian z matematyki. Kilku chłopaków wpadło na pomysł, aby podpuścić całą klasę i zwiać z lekcji. Nie zgodziłem się, bo przecież tak długo się na niego uczyłem. Zaczęli mnie wyzywać od kujonów, ciot, itp. Ostatecznie uciekła praktycznie cała klasa. Zostałem ja i dwie dziewczyny. Kiedy wracałem do domu z lekcji spotkałem pięciu z nich. Powiedzieli, że jestem p***ą, a nie facetem…

Ojciec kazał chłopakowi iść do pokoju i obiecał, że do niego przyjdzie, jak tylko skończy ze mną rozmowę. Do dziś żałuję, że wówczas nie zabrałem głosu w tej sprawie (z drugiej strony to sprawa między ojcem a synem, więc nic mi do tego). Dzisiaj jednak chciałbym napisać coś od siebie.

W życiu kieruję się prostą zasadą: „Tylko słabe ryby płyną z prądem…”. Czy proponowano mi kiedykolwiek grupowe wagary? No pewnie! Chyba z 10 razy. Ile razy z tego skorzystałem? Dwa razy i gdybym mógł cofnąć czas, na pewno bym tego nie zrobił. W życiu staram się być odważny, ale proszę nie mylić tego z odwagą typu: wskoczę nago do ognia. Nie w tym rzecz. Moja odwaga polega na tym, że potrafię odmawiać. Uważam, że to jedna z najtrudniejszych do opanowania cech przez człowieka, zwłaszcza kiedy odmawiamy grupie osób. Nie każdy to potrafi. Boimy się ośmieszenia, boimy się wykluczenia. Zapominamy jednak wówczas o tym, że zgadzając się na coś, na co w gruncie rzeczy nie mamy ochoty, oszukujemy samych siebie, a to już pierwszy krok do tego, aby naszym życiem sterowali wszyscy dookoła oprócz nas samych.

Niektórzy twierdzą, że mam trudny charakter. Ludzie mają problem, aby przekonać mnie do swojej racji. Mam jednak mocny kręgosłup moralny i uważam to za swoją dużą siłę. Czy byłem w swoim życiu ośmieszany i wyzywany? Było tego tak dużo, że nawet nie jestem w stanie tego zliczyć. Czy kiedykolwiek przez to się załamałem? Ani razu. Wynika to z tego, że jestem świadomy tego, że za swoje życie odpowiadam wyłącznie sam. Nikt za mnie go nie przeżyje i nikt za mnie nie pokona problemów, które pojawią się na mojej drodze.

Miewałem przez to również problemy, bo przez swoją niepokorność potrafiłem w przeszłości postawić się szefom w pracy (o czym doskonale wiedzą moi byli współpracownicy). Powodem było jednak nie moje „widzi mi się”, a polecenia, które miałem za zadanie wykonywać, kompletnie niezgodne z moim sumieniem.

Przez wiele lat twierdziłem, że charakteryzuje mnie cytat Kurta Cobaina: „Lepiej, aby nienawidzili mnie za to jaki jestem, niż pokochali kogoś, kim nigdy nie będę”. I rzeczywiście coś w tym jest.

Jako ludzie powinniśmy być sobą. Nie zapominać o naszym sumieniu, wartościach, rozumie. Przyjaciele pojawiają się i znikają. Z własnym „ja” zostajemy do końca życia i tylko od nas zależy, czy będziemy czuć się z nim dobrze, czy źle. Jeżeli czujesz wewnątrz siebie, że jakieś działanie jest niezgodne z twoim sumieniem, mimo że namawia cię do tego kroku mnóstwo osób – nie rób tego. O wiele łatwiej jest żyć z chwilowym hejtem, niż spędzić całe życie w poczuciu winy – mogłem/am tego nie robić.

Bądźmy jak mała niepozorna rybka, która płynie pod prąd w przeciwieństwie do całej otaczającej jej rzeczywistości. Na naszych kompanów płynących z nurtem rzeki często czeka wodospad, z którego runą z olbrzymią prędkością. My dopłyniemy do źródła. I najczęściej będzie to źródło szczęścia i zadowolenia z dobrze wykonanej roboty…

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.