Fot.: Flickr, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, CC BY 2.0

„Godziny czarnkowe” niewypałem?

Od nowego roku szkolnego wprowadzone zostały godziny dostępności nauczycieli zwane także „godzinami czarnkowymi”. Podczas takiej godziny nauczyciel raz w tygodniu ma za zadanie spotkać się na konsultacjach z uczniami, a także na rozmowie z rodzicami uczniów. Problem w tym, że na razie rodzice nie korzystają z takiej możliwości…

Godzina dla ucznia i rodzica
Od 1 września 2022 r. wszyscy nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach, szkołach i placówkach, w których czas pracy reguluje Karta Nauczyciela, zobowiązani są prowadzić konsultacje dla uczniów. W zależności od wymiaru zatrudnienia, konsultacje organizowane są w wymiarze 1 godziny tygodniowo lub 1 godziny co dwa tygodnie. Nauczyciel jest zobowiązany do dostępności w szkole w wymiarze jednej godziny tygodniowo, jeżeli jest zatrudniony w wymiarze nie niższym niż 50 proc. obowiązkowego wymiaru zajęć. Z kolei nauczyciel, który zatrudniony jest poniżej połowy etatu, zobowiązany jest do dostępności w szkole w wymiarze jednej godziny w ciągu dwóch tygodni. W czasie tzw. godziny czarnkowej (od nazwiska ministra Edukacji i Nauki, Przemysława Czarnka) nauczyciel prowadzi konsultacje dla uczniów, wychowanków lub rodziców. Godzina konsultacji jest realizowana w ramach tygodniowego czasu pracy nauczyciela i nie jest dodatkową godziną pracy. Tym samym nauczyciel za realizację konsultacji w ramach czasu pracy nie otrzymuje wyższej pensji.
Według przedstawicieli Związku Nauczycielstwa Polskiego godziny dostępności nauczycieli są zbędne. Dlaczego? Ponieważ rodzice uczniów od wielu lat dzwonią i piszą do nauczycieli w późnych godzinach popołudniowych, a nawet wieczorem, z kolei godziny dostępności nauczycieli często organizowane są w szkołach do południa, a wówczas większość opiekunów uczniów jest w tym czasie w pracy.

Rodzice nie korzystają z konsultacji
Postanowiliśmy sprawdzić, jak z tzw. godzinami czarnkowymi radzą sobie dyrektorzy szkół w Tarnowie i regionie. Okazuje się, że również w naszym lokalnym środowisku nowy pomysł Ministerstwa Edukacji i Nauki nie cieszy się zbyt wielką popularnością. – Nauczyciele są zobligowani, aby raz w tygodniu ustalić sobie jedną godzinę dostępności. W przypadku naszej szkoły postanowiliśmy, że dwie godziny w miesiącu będą przeznaczane na spotkania z uczniami, natomiast dwie godziny na spotkanie z rodzicami uczniów. Takie spotkania organizowane są o różnych porach, w zależności od potrzeb uczniów, ale także możliwości czasowych nauczyciela. Zdarza się, że taka godzina ma miejsce do południa, a zdarza się, że jest ona wyznaczana już po zajęciach lekcyjnych. Na razie nie widzimy większego zainteresowania taką formą spotkań wśród rodziców, dlatego też wciąż funkcjonować będą u nas standardowe wywiadówki, które organizujemy trzy razy w ciągu roku szkolnego – mówi Andżelika Pach, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Tarnowie.

Renata Nowak, wicedyrektor XVI LO w Tarnowie mówi z kolei, że na początku roku szkolnego placówka przygotowała specjalny harmonogram, w którym wyszczególniono „godziny czarnkowe” dla każdego zatrudnionego w szkole nauczyciela. Problem jest jednak taki, że niektórzy z pedagogów uczą wiele klas, więc trudno ustalić taki termin dostępności nauczyciela, aby odpowiadał on wszystkim uczniom. – Myślę, że to problem wielu szkół. Mamy np. nauczyciela chemii, który uczy 9 klas w naszej placówce. Ciężko więc wybrać taki termin, w którym każdy uczeń miałby możliwość skorzystać z konsultacji. Zajęcia lekcyjne kończą się o różnej porze. Gdybyśmy ustalili termin już po zakończonych lekcjach, to niektórzy uczniowie na spotkanie z nauczycielem musieliby czekać nawet 4 godziny, a w większości przypadków mamy do czynienia z młodzieżą, która dojeżdża do naszej szkoły z różnych zakątków powiatu tarnowskiego. Z kolei chcąc ustalić godzinę dostępności nauczyciela o wcześniejszej porze, koliduje ona z zajęciami uczniów, którzy w tym czasie przebywają na innych lekcjach – mówi Renata Nowak i dodaje, że w tamtejszej szkole wywiadówki z rodzicami już od jakiegoś czasu zastąpiły spotkania zdalne. – Wychowawca klasy średnio raz w miesiącu łączy się w formie on-line z rodzicami uczniów. Nie organizujemy więc standardowych wywiadówek. Problem organizacji godziny dostępności dla nauczyciela jest jeszcze jeden. Często na zorganizowanie takiego spotkania brakuje… sali. W sytuacji, jeżeli na takim spotkaniu pojawi się jeden rodzic, to bez problemu można zaprosić go do pokoju nauczycielskiego. Gorzej, jeżeli mamy do czynienia ze spotkaniem, w którym bierze udział np. pięciu uczniów. Inną sprawą jest to, że do tej pory ani jeden nauczyciel z naszej placówki nie poinformował mnie, aby na spotkaniu pojawił się chociaż jeden rodzic. To pokazuje absurd wprowadzonych przez ministerstwo zmian. Nauczyciele i dyrekcja szkoły zawsze są do dyspozycji rodziców ucznia – bez względu na porę dnia. Nie wiem, jaki był cel utworzenia „godzin czarnkowych”. Być może ktoś nie ufał nauczycielom, że poświęcają wystarczająco dużo czasu uczniom i rodzicom… Dla mnie to kompletnie nietrafiony pomysł.

Czas na… sprawdzanie kartkówek
W podobnym tonie wypowiadają się dyrektorzy szkół z regionu. Józef Parys, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Ciężkowicach mówi, że bardzo często nauczyciele godziny dostępności wykorzystują, jako formę… przygotowania się do kolejnych zajęć. – W przypadku naszej szkoły „godziny czarnkowe” organizowane są albo zaraz po zajęciach lekcyjnych nauczyciela, albo w trakcie zajęć lekcyjnych, kiedy nauczyciel dysponuje dwoma „okienkami”, podczas których może zorganizować godzinne konsultacje. Nie ma się jednak co czarować, ale trudno o godz. 11:30 spodziewać się rodziców na takim spotkaniu. Wówczas opiekunowie uczniów przebywają najczęściej w pracy. Z jednej strony to dobrze, że takie godziny dostępności zostały wprowadzone, ponieważ rodzic ma pewność, że w konkretnym dniu i o konkretnej godzinie zastanie nauczyciela w szkole. Inną sprawą jest to, że mało kto z tego korzysta. W przypadku naszej szkoły rodzice uczniów mają do swojej dyspozycji wgląd do elektronicznego dziennika. Są na bieżąco z ocenami swojego dziecka, z uwagami dotyczącymi jego zachowania, a także z frekwencją na zajęciach. Nic więc dziwnego, że często godzina dostępności nauczyciela jest wykorzystywana przez pedagogów, jako forma… przygotowania się do kolejnych zajęć, sprawdzenia kartkówek, czy sprawdzianów.

Grzegorz Kieroński, dyrektor Szkoły Podstawowej w Siemiechowie mówi, że w tamtejszej placówce już w przeszłości organizowano takie godziny, jednak nie cieszyły się one zainteresowaniem. – Nasi nauczycieli mieli tygodniową rozpiskę, gdzie zawarta była jedna godzina na spotkanie z uczniami, czy ich rodzicami. Mało kto jednak na tych spotkaniach się zjawiał. Przecież nie od dziś wiadomo, że mnóstwo nauczycieli prowadzi w szkołach kółka zainteresowań lub korepetycje dla uczniów. Robią to z pasji do zawodu, nie pobierając dodatkowych pieniędzy. W wielu placówkach dyrektorzy szkół, czy pedagodzy są dostępni dla rodziców 24 godziny na dobę. Kilka lat temu mieliśmy w szkołach tzw. godziny karciane, z których stosunkowo szybko zrezygnowano, bo nie miały najmniejszego sensu. Teraz praktycznie do nich powrócono. Pytanie, po co? Jestem wielkim przeciwnikiem reformy szkolnictwa, która w moim odczuciu została zrobiona na kolanie, na potrzeby polityczne. Polityka oświatowa to nieustająca praca na żywym organizmie. Zorganizowano dla uczniów wiele dodatkowych, nikomu niepotrzebnych zajęć, przez które dziś ósmoklasiści spędzają w tygodniu 35 godzin w szkole. Dobrze by było, aby dyrektorzy szkół i nauczyciele w końcu mogli skupić się na tym, do czego zostali powołani, a więc nauce dzieci, a nie przystosowywaniu się do kolejnych zmian…

Fot.: Flickr, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, CC BY 2.0

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.